[ Pobierz całość w formacie PDF ]

Dave a, liczba kresek zwiększyła się już do czternastu. Dave wziął z nocnego
stolika zieloną kredkę, uśmiechnął się szczęśliwy, choć jeszcze zaspany i zaznaczył
piętnastą linię.
 Dziś jest wielki dzień  powiedział, ziewając.  Mama przyjeżdża.
 Na pewno?
 Tak. Jest sobota.
Usiadła na łóżku.
 A gdzie czwartek i piątek?
 W czwartek mieliśmy festiwal Wujka Scrooge a i spędziliśmy dzień w łóżku,
żeby sprawdzić, ile kresek uda się zaznaczyć na twoim gipsie.  Leżał rozciągnięty
pod kołdrą. Miał włosy w okropnym nieładzie i trzydniowy zarost.  Pewnie
schudłem ze trzy kilo. Potrzebuję jednego dnia wolnego.
 Jeszcze godzinę temu nie zależało ci na tym aż tak bardzo.
 Chciałem zejść na dół w pełni chwały.
 Udało ci się.
Potarł szczecinę, która wyrosła mu na twarzy.
 Myślisz, że twoi rodzice zauważyliby, że się nie goliłem?
 Mhm. Miałam zresztą zamiar powiedzieć ci o tej brodzie. Mam już otarcia w
kilku bardzo delikatnych miejscach. Wole nie zastanawiać się, co będzie, gdy
zacznę się ubierać.
 Godzinę temu wcale ci to nie przeszkadzało.
 Trudno tak myśleć, gdy napełniasz mnie swoją chwałą.  Przerzuciła nogę w
gipsie poza łóżko.  Sobota! Nie ćwiczyłam od trzech dni. Jak to się mogło stać?
 Wiesz co? Pójdę do ciebie i wezmę wiolonczelę. Możesz zagrać mi parę
najbardziej obowiązkowych kawałków, a ja tymczasem zrobię śniadanie.
Godzinę pózniej Dave smażył francuskie tosty pod muzykę Bacha.
 Całkiem ładne  powiedział.  Może umiesz zagrać coś Beatlesów? Albo
Police?
Kate zaimprowizowała  Eleanor Rigby .
 Zwietnie! Nareszcie grasz coś porządnego.  Spostrzegł przerażenie na jej
twarzy i roześmiał się.  %7łartuję. Bach też może być.
Oboje odwrócili się słysząc delikatne pukanie do kuchennych drzwi. To był
Howie i jego partner. Dave otworzył drzwi.
 Przychodzicie w samą porę na śniadanie.
Howie popatrzył na tosty i jęknął.
 Wiesz, co żona wmusiła we mnie dziś z rana? Jogurt, trzy łyżeczki soku
pomarańczowego i bułkę z otrębami! Waży moje jedzenie. Ma taką małą wagę i
każdy cholerny kawałek musi być zważony. Przeszukuje moje kieszenie, czy nie
ma w nich papierków po cukierkach i każe mi chuchnąć co wieczór, żeby
sprawdzić, czy nie jadłem przypadkiem pizzy.
Partner Howiego wyciągnął rękę do Dave a.
 Ed Silkowsky, koledzy mówią do mnie Silk. Doktor ponoć kazał Howiemu
zrzucić pięć kilo nadwagi i do tej pory Howie schudł kilogram.
 To wina hormonów, a nie moja  oburzył się Howard.
Dave przygotował dodatkowe nakrycia.
 Kawy?
Howie skinął.
 Jeśli można. Mamy do ciebie pewną prośbę.  Pamiętasz? Mówiłeś wtedy, że
następnym razem powinniśmy robić zdjęcia z twojego domu. Chcieliśmy z tego
skorzystać.
 Jakieś wielkie zadanie?
Howie popijał kawę.
 Może. Okno od twojej sypialni jest pod świetnym kątem, akurat żeby mieć
całą ulicę na oku.
 Jak długo chcecie posiedzieć?
Howie pożerał oczami tost Kate. Rozsmarowała syrop i trzymała w ręku
filiżankę.
 Jeśli wszystko pójdzie gładko, dziś wieczorem zrobimy akcję. Dziś mają
sprzedać syrop... chciałem powiedzieć towar.  Zacisnął na chwilę usta.  To
prawdziwy syrop, prawda? Nie żaden sztuczny z kukurydzy i farbowany, ale
prawdziwy, co kosztuje pięć dolarów za buteleczkę...
Dave wyjął z opiekacza tost dla siebie, nałożył sporo masła i polał syropem.
Brązowa ciecz przesączyła się na talerz.
 Musisz się trzymać diety, Howard. Potrzebujesz tylko trochę silnej woli.
 Uważaj Dave, jestem uzbrojony. Ostatnio bywam nieokrzesany.
Dave ugryzł kawałek.
 No i musisz się gimnastykować.
 Tak jak ty? O nie! Wygląda na to, że schudłeś, odkąd cię ostatnio widziałem.
Prawdę mówiąc, wyglądasz okropnie. Masz worki pod oczami. Powinieneś
odpocząć.
Kate chrząknęła, aby stłumić śmiech i skupiła wzrok na śniadaniu.
Howie popatrzył na Dave a, potem na Kate i oblał się ciemnym rumieńcem.
 Och!
Silk wstał od stołu.
 Pójdę po sprzęt.
 W większości fotograficzny  wyjaśnił Howie.
Dave patrzył smutno.
 Dzisiaj wydaję uroczysty obiad i...
Howard podniósł rękę.
 Nie ma sprawy. Nie zauważysz nawet, że tu jesteśmy.
Silk wrócił z kamerą video, statywem, walkie-talkie i dwoma pistoletami.
 Bardzo miłe, że tak pozwalasz nam używać twojego domu. Postaramy się
niczego nie zniszczyć.
Dave skończył tost i dolał sobie kawy. Obietnica dana przez Silka, że nie
zepsuje niczego, wcale go nie uspokoiła. Miał przed oczami niemiłą wizję domu
podziurawionego kulami karabinowymi.
 Nie będzie w tym okrucieństwa, prawda?
 Nie ma mowy. Czysta robota  zapewniał Howie, napełniając filiżankę. 
Mogę wziąć to ze sobą na górę?  Zatrzymał się jeszcze raz w holu i krzyknął: 
Co macie dziś na obiad?!
 Pieczeń, tłuczone ziemniaki i duszone brokuły, a na deser ciasto ananasowe.
Howie stuknął głową o ścianę.
 O Jezu, uwielbiam pieczeń, ziemniaki, brokuły i ciasto ananasowe.
Kate odłożyła talerz do zmywarki, odsunęła krzesło od stołu i umieściła
wiolonczelę między nogami.
 Nie przeszkadza ci gips?  spytał Dave.
 Owszem, ale staram się nie zwracać na to uwagi.
Usiadł wygodnie, pił kawę i patrzył na nią. Bujne, pomarańczowe loki tworzyły
niesforny gąszcz, obramowujący jej twarz. Oczy uważnie skupiały się na nutach,
usta lekko poruszały się i reagowały na każdy zagrany takt. Nagle przerwała,
zaklęła i zaczęła od nowa. Tym razem widać było, że się zastanawia, analizuje
problem. Zaznaczyła coś ołówkiem w nutach i znów zagrała od początku. Teraz
nawet Dave był w stanie uchwycić różnicę. Rozkręcała się. Faza druga. Zaczynał ją
poznawać. Gdy uczyła się czegoś nowego, najpierw musiała przez pewien czas
przelewać z pustego w próżne, potem udoskonalała technikę, a gdy poczuła, że
osiąga mistrzostwo, wkładała w to całą swoją energię. On w swoich poczynaniach
nie szczędził wysiłku od początku do końca. Może właśnie ta różnica fascynowała
go. Kate nieustannie sie zmieniała, różnicując zaangażowanie.
Spojrzała na niego znad nut i zdziwiła się, że tak się w nią wpatruje.
 Ciągle tu jesteś?
 To mój dom.
 Dobrze, ale nie masz nic innego do roboty? Nie musisz upiec ciasta, czy co?
 Chciałem popatrzeć na ciebie przez chwilę. Jesteś taka piękna, gdy grasz.
Nie miała pojęcia, co odpowiedzieć. Po prostu po tym jak się kochali, była
przepełniona uczuciem całkowitej satysfakcji i euforii. Kochał ją. Słychać to było
w jego głosie, widać w oczach, czuła to w jego pieszczotach. %7ładen mężczyzna
nigdy jej tak nie kochał i czuła, że jej całe ciało chce się uśmiechnąć.
 Dziękuję.  Zabrzmiało to głupio, więc zaczerwieniła się.
Miał ochotę złapać ją, przytulić i już nigdy nie wypuścić z objęć, ale zamiast
tego wziął głęboki oddech.
 Nie ma za co. Masz rację, muszę upiec ciasto.
Rozdział 8
Rodzice przyjechali punktualnie o czwartej. Jej matka była szczupła, ubrana w
elegancki, granatowy kostium i różową, jedwabną bluzkę. Miała brązowe, krótko [ Pobierz całość w formacie PDF ]




 

Powered by WordPress dla [Nie kocha się ojca ani matki ani żony ani dzieca, lecz kocha się przyjemne uczucia, które w nas wzbudzają]. Design by Free WordPress Themes.