[ Pobierz całość w formacie PDF ]

- Być może - odpowiedziała ostrożnie - ale nie ustaliliśmy jeszcze daty
ślubu.
- Alf Hudson wspomniał dzisiaj, że pani narzeczony chwilowo przebywa
za granicą. Czy długo będzie nieobecny?
- Nie, niedługo - odparła krótko. Nie miała zamiaru rozmawiać z nim na
temat Patricka. Wewnętrzny głos podpowiadał jej, że musi się mieć na
baczności.
Zmarszczył brwi, przyglądając jej się z tym charakterystycznym
uśmieszkiem, który doprowadzał ją do pasji.
- Naprawdę? Alf mówił, że pani narzeczony będzie podróżował po
Europie jeszcze przez kilka miesięcy.
- Niezle się obaj bawicie, roztrząsając moje życie prywatne, prawda? -
parsknęła Laura i dodała: - W przyszłości będę musiała uważać na to, co mu
mówię.
- Niechże pani da spokój - roześmiał się głośno Josh Kern. - Przecież nie
zdradził żadnych tajemnic państwowych! Spytałem go, czy przyjedzie pani w
towarzystwie narzeczonego, na co on odparł, że nie, gdyż przebywa za granicą.
Co w tym złego? Alf Hudson zna mnie niemal od dziecka. Wie, że nie jestem
przestępcą, który może wykorzystać taką informację i włamać się do tego domu
albo skorzystać z okazji, że będzie pani sama i... - wyszczerzył zęby - zrobić
coś, czego się pani najbardziej lęka.
Ich spojrzenia spotkały się. Laura zaczęła szybciej oddychać.
- 60 -
S
R
- Nigdy nie mówiłam, że się czegokolwiek lękam.
- Nie musi pani wcale mówić. To widać - szepnął.
- Ma pan bujną wyobraznię - mruknęła, ale nie mówiła prawdy. Po prostu
nie wiedziała, czego tak naprawdę się obawia... Ilekroć się z nim spotykała, jej
nerwy napięte były do ostatnich granic. Zawsze na coś czekała, czegoś się
spodziewała... Tylko czego?
- Wygląda pani na bardzo wystraszoną - powiedział cicho, stając tuż
przed nią. Laura przełknęła z trudem ślinę. Zastanawiała się, czy Josh nie słyszy,
jak mocno wali jej serce.
Uniosła podbródek i spojrzała mu prosto w oczy.
- Ja się nie boję, panie Kern. Jestem wściekła. A teraz, zechciałby się pan
może pożegnać...?
Spojrzał głęboko w jej zielone oczy.
- To nie złość widzę w pani oczach, ale coś zupełnie innego. Przypomina
mi pani dziką kotkę, która mieszka w jednej z moich stodół. Ma tak samo
zielone oczy jak pani... Gdy tylko staram się do niej zbliżyć, parska i prycha na
mnie.
- Dobrze robi. Tylko tak dalej - mruknęła Laura.
Wyglądał na rozbawionego.
Przekręcił głowę w bok i palcem pokazał jej świeże zadrapanie, tuż pod
uchem.
- Używa także pazurów. Nie dalej jak wczoraj zrobiła to!
Laura spojrzała na długie, czerwone zadrapanie.
- Powinien pan bardziej uważać. Mogło się wdać zakażenie - rzekła, z
trudem powstrzymując się, by go nie dotknąć. Nie przejechać palcami po jego
gładkiej, opalonej skórze. - Kiedy ostatni raz robiono panu zastrzyk
przeciwtężcowy? Wie pan, jak łatwo jest zarazić się od kota?
- Oczywiście, że wiem - odparł. - Przecież pracuję na farmie. Byłoby
szczytem głupoty nie zabezpieczyć się na taką ewentualność. Regularnie
- 61 -
S
R
przyjmuję zastrzyki przeciwtężcowe. A nawet gdybym ja zapomniał, moja
matka z pewnością mi o tym przypomni.
Laura z chęcią dowiedziałaby się czegoś więcej o jego matce. Poza tym
był to dość bezpieczny temat.
- Pan Hudson mówił, że pańska matka wyśmienicie gotuje.
- To się zgadza. Jadam jak król. Ale dba też o wszystkie inne sprawy na
farmie. Ta kotka nie podrapałaby mnie wczoraj, gdyby mama nie kazała mi jej
złapać i zanieść do weterynarza, zanim podrośnie na tyle, by mieć kocięta. Przez
pół godziny latałem jak głupi po stajni, nim ją wreszcie złapałem. Mamy dość
kotów na farmie. Nie potrzebujemy nowych.
- Ale nie kazał jej pan uśpić? - Laura nie zniosłaby tej myśli. Oczyma
wyobrazni widziała zwierzątko, jak syczy i jeży sierść zagnane w ślepy zaułek.
Spojrzał na nią, a widząc w jej oczach strach i współczucie, uśmiechnął
się nagle.
- Skądże znowu. Wróci, gdy tylko dojdzie do siebie po operacji. Nie
można pozwolić na to, by koty rozmnażały się do woli, nawet na farmie, gdzie
są niezwykle pożyteczne, polując na gryzonie. Za rok lub dwa zjadłyby nas,
gdybyśmy większości z nich nie kastrowali. Moja matka kocha koty. Sama ma
trzy w domu, nie licząc tych w stajniach. - Zmrużył oczy i mruknął: - Ciekaw
jestem, czy pani by się jej spodobała.
Laura też była tego ciekawa. Bardzo chętnie poznałaby panią Kern, ale
obawiała się wrogiego przyjęcia.
- Czy pańska matka wie, że mamy zamiar kupić ten dworek?
- Mówiłem jej, że Dale usiłuje go sprzedać - odparł, wzruszając
ramionami.
- Ale nie wie, że już został kupiony?
- Przecież jeszcze go pani nie kupiła - zaakcentował zimno. - Upłynie
kilka miesięcy, zanim sprzedaż zostanie sfinalizowana.
- 62 -
S
R
- A pan zrobi wszystko, żeby pozbyć się nas do tego czasu! - Laura
podskoczyła niemal ze złości.
Odpowiedz przyprawiła ją o zawrót głowy.
- Wcale nie. Zmieniłem zdanie.
- Słucham? - wyjąkała, nic nie rozumiejąc.
- Pomyślałem, że to może być nawet miłe mieć panią za sąsiadkę -
oznajmił niewinnie, a jej serce załomotało i krew zaczęła szybciej krążyć w
żyłach.
- Czy to jeszcze jedna z pańskich gier? - spytała niepewnie.
- Ja wcale nie gram - odparł, wyciągając do niej ręce. [ Pobierz całość w formacie PDF ]




 

Powered by WordPress dla [Nie kocha się ojca ani matki ani żony ani dzieca, lecz kocha się przyjemne uczucia, które w nas wzbudzają]. Design by Free WordPress Themes.