[ Pobierz całość w formacie PDF ]

miejsca dalej. Czyli już odebrała go z warsztatu. Przez ostatnich kilka dni
jezdziła wynajętym minivanem. Już nawet był w strachu, że Julia
zaproponuje, by zamienili się autami. Ona przesiądzie się do jego
luksusowego i elitarnego porsche, natomiast on, w ramach dalszego
ocieplania wizerunku, zacznie jezdzić minivanem w nadziei, że dziennikarze
przydybią go w tym rodzinnym samochodzie.
Włączył alarm i ruszył do wejścia. W budynku nie było ochrony ani
recepcji. Nacisnął domofon i czekał, aż zostanie wpuszczony. Mieszkanie
Julii znajdowało się na trzeciej kondygnacji. Nie było windy, więc ruszył po
betonowych schodach, przeskakując po dwa stopnie. Drzwi do mieszkania
3B były ozdobione wianuszkiem z wielobarwnych odcisków dłoni. Obok
wycieraczki stały dwie pary kaloszy  jedne w zielone dinozaury, drugie w
różowe tygrysie cętki. Drzwi otworzyły się, nim zdążył zapukać.
Na widok Aleca Colin uśmiechnął się od ucha do ucha, po czym
oznajmił:
 Dzień dobry, panie McAvoy. Mama powiedziała, żeby pan wszedł.
118
R
L
T
Już prawie jest gotowa.
Miał czyste buty, jednak starannie je wytarł, dopiero potem przekroczył
próg.
 Jak chcesz, możesz mi mówić po imieniu  zaproponował chłopcu.
 Dobrze,  Nagle chłopczyk skrzywił nosek.  Masz śmieszne imię.
 Dlaczego?  Bardziej go to zaintrygowało niż uraziło.
 Bo jak zaczynam pyskować, to mama mówi, że jestem Alek
Mądralek.
Zachował poważną minę, jakby zastanawiał się nad słowami Colina, ale
z trudem się powstrzymywał, żeby nie parsknąć śmiechem.
 No tak, rzeczywiście.
 Widzisz  ponuro potaknął Colin.
Rozbawił go ten brzdąc, pewnie też dlatego, że jego okrągła buzia tak
bardzo przypominała mu Julię.
Niewielki przedpokój prowadził do salonu emanującego przytulnym
ciepłem. Na dalszej ścianie były półki z bibelotami i płaski telewizor.
Bejsboliści robili swoje, chicagowska drużyna Cubs była górą. Komentator z
trudem zachowywał spokój.
Prawdziwy dom, przemknęło Alecowi przez myśl. Dom z duszą, pełen
ciepła, rodzinny. Ma wszystko to, czego brakuje w jego apartamencie.
Odwrócił się. W przepastnym fotelu w rogu dostrzegł starszego pana,
który wstał i zrobił kilka kroków w stronę Aleca. Uścisnęli sobie dłonie.
 Jestem Alec McAvoy.
 Lyle Bellamy, ojciec Julii.
 Miło mi pana poznać.  Dziwne, ale poczuł się bardzo przejęty.
 Mnie również.  Lyle spojrzał na wnuka.  Colin, pójdz zobaczyć, jak
tam mama.  A gdy zostali sami, dodał:  Julia powiedziała mi o panu parę
119
R
L
T
słów.
Dobrze, że nie umówił się z nią na randkę, bo mógłby być w tarapatach.
Widział to po taksującym spojrzeniu, którym obrzucił go jej ojciec. Raczej
nie przypadł mu do gustu.
 Tak? Co panu powiedziała?
 Wspomniała, że ma pan poważny problem z publicznym
wizerunkiem.
 Owszem, niestety.  Czyli wspomniała o nim tylko i wyłącznie w
kontekście zawodowym. No tak, jasne.
 Czytałem o pana... gafie.  Obaj wiedzieli, że to dyplomatyczny unik.
 Rozumiem, dlaczego Julia jest panu potrzebna.
 Mam nadzieję, że pomoże mi to odkręcić.
 Na pewno. Jest świetna, wręcz doskonała  rzekł z nieukrywaną
dumą.
 Dlatego moja firma ją zatrudniła.  Jeszcze nie tak dawno wszystko
się w nim przed tym buntowało. Teraz widział to zupełnie inaczej,
diametralnie zmienił zdanie. Wiele przyczyn się na to złożyło, nie tylko tych
związanych z opinią publiczną.
 Potrafi przekonać ludzi do swojego klienta. Uwierzą we wszystko, co
im podsunie.  Lyle Bellamy podszedł odrobinę bliżej.  Czasami martwię
się, że kiedyś zatraci obiektywne spojrzenie i sama uwierzy w to, co
wymyśliła.
Zaległa głęboka cisza, wreszcie Alec rzucił swój komentarz:
 Rozumiem, dlaczego to może pana niepokoić.
 Julia wiele przeszła.
Alec chrząknął, po czym oznajmił:
 Wiem o jej mężu. Przykro mi, że ponieśliście taką stratę.
120
R
L
T
 Tak... Scott był wspaniałym człowiekiem, lepszego zięcia nie
mógłbym sobie wymarzyć. Po jego śmierci Julia zajęła się dziećmi, unikała
kontaktów, najwyżej kilka razy się z kimś spotkała. Nie poznałem żadnego z
jej znajomych.
 Och tak?  Alec, co w jego przypadku było ewenementem,
zaczerwienił się. Nie bardzo wiedział, co powiedzieć. Mógłby wyjaśnić, że
łączą go z Julią tylko zawodowe kontakty. Nie spotykają się ze sobą. Bo
przecież nie?
Julia przerwała niezręczną ciszę, oświadczając stanowczo:
 Alec i ja nie wybieramy się na randkę.
Stała w łukowatym przejściu prowadzącym do kuchni, jak domyślał się
Alec. Obok niej ujrzał starszą panią uderzająco podobną do Julii. Miała
krótsze i ciemniejsze włosy lekko przyprószone siwizną.
 Lyle!  z przyganą w głosie upomniała męża, poczym uśmiechnęła
się do Aleca:  Panie McAvoy, jestem Sherry Bellamy, mama Julii.
 Przepraszam, zagalopowałem się  wyznał Lyle z przyjaznym
uśmiechem, który jednak nikogo nie zmylił.
 Jest na emeryturze, więc się nudzi  oznajmiła Sherry, spoglądając na
męża.  Powinieneś znalezć sobie jakieś hobby i nie wściubiać nosa w sprawy
Julii
 O co tyle hałasu  bronił się Lyle.  Po prostu nie przypominam sobie,
żeby Julia kiedykolwiek spotkała się z klientem podczas weekendu, chyba że
chodziło o nadzwyczaj pilne sprawy zawodowe. A tu chodzi o sprawy [ Pobierz całość w formacie PDF ]




 

Powered by WordPress dla [Nie kocha się ojca ani matki ani żony ani dzieca, lecz kocha się przyjemne uczucia, które w nas wzbudzają]. Design by Free WordPress Themes.