|
|
[ Pobierz całość w formacie PDF ]
trzeba stale mieć na nie oko. Kto by mnie pilnował, skoro mama siedziała w wykopie, a tata w sali prób? Wakacje spędzałam w Kalifornii, u babci Lawrence. Cliff pomyślał, że mnóstwo dzieciaków chętnie odwiedziłoby z rodzicami stary kontynent albo na zupełnym odludziu przyglądało się z ciekawością pracom archeologicznym. Taka odmiana sprawia, że dzieci bawią się doskonale i lepiej poznają świat. Wszystko zależy od rodziców oraz ich zdolności wychowawczych. Dziwna sprawa. Sądził zawsze, że miał trudne dzieciństwo. Jego matka nie była ideałem, ale miała jedną wielką zaletę: nie potrafiła się z nim rozstać. Z pewnością nie było jej łatwo samotnie wychowywać syna, ale bez przerwy dawała wszystkim do zrozumienia, że nie wyobraża sobie życia bez dziecka. Dlatego Cliff tak cierpiał, gdy umarła. Miał wtedy osiemnaście lat. %7łycie niezle dało jej w kość. Przedwcześnie zgorzkniała, bo nie mogła zapewnić synowi lepszych warunków. Doszedł do wniosku, że jako dziecko był szczęśliwszy niż Mallory. To mama pociecha, ale lepsza taka niż żadna. 69 - Chcesz ciastko? - Wskazał wystawę cukierni opatrzoną napisem, że tu sprzedaje się najlepszą szarlotkę w całym Julian. Skinęła głową i weszli do środka, gdzie stało kilka stolików i krzeseł. Zamówili kawę. Domowa atmosfera przypomniała Mallory dawne dobre czasy. - Pyszna szarlotka - powiedziała z zachwytem, gdy ugryzła kawałek ciasta. - Podobna cukiernia była w Sunfield. Tam spędzałam wakacje, póki babcia nie umarła. Miałam wtedy dwanaście lat. To bardzo piękna okolica. Lubiłam tam jezdzić. Dom babci należy teraz do mnie. Chyba go sprzedam, gdy zacznę pracować w ogólnokrajowej stacji telewizyjnej. Prawdopodobnie przeprowadzę się wkrótce do Nowego Jorku. Cliff oniemiał. Te słowa sprawiły mu ogromną przykrość, choć od dawna wiedział, jakie są jej życiowe plany. Czemu wzmianka o tym, że postanowiła je wreszcie urzeczywistnić, tak nim wstrząsnęła? Dziewczyna z ogromnym talentem i wiedzą nie może przecież stać w miejscu. Upił łyk kawy, by zwilżyć usta, które niespodziewanie całkiem wyschły. - Jakieś nowiny? Czyżbyś miała szansę na lepszą posadę? - Kto wie? - odparła zagadkowo i dziwnie na niego popatrzyła. - Na razie są kłopoty z ustaleniem dogodnego dla obu stron terminu wstępnej rozmowy. Obawiam się, że szefowie stacji stracą cierpliwość, machną na mnie ręką i zatrudnią kogoś innego. Na razie nie wyjedzie! Próbował ukryć radość, która nagle go ogarnęła. - Och, jakie to przykre! - odparł nieszczerze. Mallory zmieniła temat, a Cliff ukradkiem zacierał ręce z radości. Gdy wrócili do letniskowego domku, zaciągnął ją do łóżka. Kochali się przez całe popołudnie i znaczną część wieczoru. W niedzielne popołudnie Cliff zaprosił Mallory na obiad. Długo siedzieli w restauracji, trzymając się za ręce i patrząc sobie w oczy. Rozbawiła go myśl, że inni goście mogą ich śmiało wziąć za parę spędzającą w podgórskiej osadzie miodowy miesiąc. Był zaskoczony i zbity z tropu, ale rozważając pół żartem, pół serio taką możliwość, nie odczuwał ani wstydu, ani irytacji. Podczas obiadu żadne z nich nie miało najmniejszej ochoty rozmawiać o pracy. Panowała między nimi milcząca zgoda na to, że wszelkie wyrażenia dotyczące posad i kariery zostają chwilowo wykluczone z ich słownika. Gdy jedli deser, Mallory złamała ten niepisany zakaz. - Kiedy się ostatnio widzieliśmy, mówiłeś, że zamierzasz porozmawiać z szefem o linii obrony, którą uznałeś za błędną. - Owszem. Spotkałem się z nim i teraz wiem znacznie więcej o powodach, które skłoniły zespół adwokatów do przyjęcia takiego 70 stanowiska. - Poruszył się niespokojnie i odwrócił wzrok. Odpowiedział wymijająco, bo nie miał ochoty psuć sobie humoru, rozmawiając o zawodowych kłopotach związanych z osławioną sprawą Bartlettów. Szef kancelarii adwokackiej ze zrozumieniem podszedł do rozterek Cliffa, lecz nieustannie podkreślał, że rzeczywistość jest bezwzględna i ma swoje prawa. Klient płaci i wymaga, a utrzymanie kancelarii sporo kosztuje. Jeśli oskarżony trafi za kratki, odmawia często zapłacenia rachunku, a poza tym zle się wyraża o swoich obrońcach, psując im opinię, co oznacza mniej zleceń i pustki w kasie. Co więcej, amerykański system gwarantuje każdemu prawo do obrony, choćby wszystkie dowody potwierdzały jego winę. Cliff przyjął do wiadomości te argumenty. Nie miał innego wyjścia. Zawsze szedł na kompromis. Nie należał do idealistów gotowych w imię niezłomnych zasad robić mnóstwo zamieszania wokół siebie i swoich spraw. Mimo to nadal dręczyły go wątpliwości. Zanosiło się na dziwną
[ Pobierz całość w formacie PDF ] zanotowane.pldoc.pisz.plpdf.pisz.plblacksoulman.xlx.pl |
|
|
|
|