[ Pobierz całość w formacie PDF ]

że wczoraj wyszliście tak wcześnie.
Z Meridy można się było dostać na Cozumel samolotem. Krótki lot nie zrobił
większego wrażenia na reszcie towarzystwa, dla Marii jednak było to nowe, nieza-
pomniane przeżycie. Zobaczyła z zupełnie innej perspektywy wybrzeże, na którym
się wychowała, a barwna przejrzystość morza wyglądała z góry jeszcze piękniej.
Nie była wcale zaskoczona, że Carolina zdecydowała się jechać z nimi na Cozumel.
Podejrzewała nawet, że prawdziwym celem tej wyprawy była możliwość dłuższego
przebywania z Raulem i że to Carolina, a nie jej matka wymyśliła cały plan. To
podejrzenie potwierdziła usłyszana pierwszego wieczoru rozmowa.
- Jeśli Maria tęskni do domu i chce wrócić do ojca, to z największą przyjemnością
zostanę pani tłumaczką - powiedziała Carolina do panny Dysart.
- Dziękuję, Carolino, ale chciałabym zatrzymać Marię do czasu mojego wyjazdu z
Meksyku - odpowiedziała starsza pani ku wielkiej uldze Marii.
Dom zbudowano na skalnym cyplu. W nocy morze poniżej tarasu, na którym jadali
obiady, oświetlano potężnymi lampami. Widzieli wtedy stada ryb, uganiających się
za chlebem, rzucanym przez Caroline. Gdyby nie jej obecność, Maria miałaby Raula
wyłącznie dla siebie, stawało się bowiem coraz bardziej jasne, że starsi państwo
wolą przebywać tylko w swoim towarzystwie.
Pewnego ranka panna Dysart oświadczyła przy śniadaniu, że zamierza przedłużyć
swój pobyt w Meksyku i zaproponowała, żeby Maria napisała do ojca z prośbą o
zgodę na przedłużenie jej nieobecności w domu. Dziewczyna czuła jednak, że
powinna poprosić go osobiście, a Raul przyznał jej rację.
- Moglibyśmy wziąć łódz i popłynąć tam - podpowiedziała Carolina. - Jest silna
bryza, idealna pogoda na żeglowanie.
- Ale w czasie rejsu tam i z powrotem może się zerwać gwałtowniejszy wiatr. Ty
jesteś dobrym żeglarzem, ale Maria pewnie nie. A łódz jest zbyt duża, bym mógł ją
prowadzić sam podczas szkwału. Pojedziemy promem - zdecydował Raul. - W czasie
gdy Maria odwiedzi ojca, będę mógł skontrolować postępy na budowie nowego
ośrodka.
- No to ja zostaję, promy są beznadziejne, czuć je ropą - Carolina zmarszczyła nos. -
Niektórzy ludzie na promie też nieładnie pachną.
- Na szczęście Maria nie jest tak wybredna jak ty- odparł Raul. - Prom będzie się jej
podobał.
Oczy Caroliny zabłysły. W spojrzeniach, jakie wymienili, Maria dostrzegła sygnały,
których nie umiała sobie wytłumaczyć.
Czyżby oczy Caroliny mówiły:  Oczywiście, ona wychowała się wśród nędzarzy i to
jest jej środowisko, ale nie moje"? A czy spojrzenie Raula potwierdzało tę opinię, czy
też ostrzegało przed jej wyraznym ujawnieniem?
Prom istotnie podobał się Marii. Pasażerowie stanowili mieszaninę turystów i
wyspiarzy, a silny zapach paliwa przenikał do sali, zastawionej rzędami foteli. W te-
lewizji pokazywano amerykański film z hiszpańskimi napisami. Oglądała go z
zainteresowaniem, zafascynowana nowością, jaką była dla niej telewizja, choć w
pewnej chwili zraziła ją realistyczna brutalność walki między dwoma bohaterami.
Wzdrygając się, odwróciła wzrok i ze zmieszaniem spostrzegła, że Raul nie czyta
gazety, jak sądziła, lecz obserwuje ją.
- Nie przypuszczam, byś uznała telewizję za interesującą, gdybyś oglądała ją
regularnie - zauważył. - %7łycie jest za krótkie, by spędzić je głupio, gnijąc przed
telewizorem.
- Czy nigdy nie oglądasz telewizji?
- Rzadko. Lepiej odpoczywam przy lekturze i muzyce. Już prawie dobijamy. Będę
zajęty tutaj przez godzinę, a potem zajrzę na plażę i przywitam się z twoim ojcem,
dobrze?
Powrót sprawił jej pewną przyjemność - zwłaszcza wędrówka po mokrym,
nadbrzeżnym piasku, omywanym od czasu do czasu przez fale. Kiedy jednak do-
strzegła znajomą strzechę chaty, jakaś dziwna obawa przyćmiła ochotę na spotkanie
z ojcem i opowiedzenie mu o swych wrażeniach z podróży. Czy będzie rad, że się
dobrze bawiła? A może okaże niezadowolenie albo gniew? W czasie spędzonym poza
domem zdała sobie sprawę, jak nonsensowne było ich wspólne życie i jak
zdziwaczał jej ojciec w porównaniu na przykład z takim panem Huntingdonem,
który odnosił się do ludzi z pełną humoru tolerancją.
Gdy podeszła bliżej, zobaczyła, że ojciec leży w hamaku, ale zdawał się nie
dostrzegać jej obecności. Pomyślała, że śpi, choć to nie była godzina jego drzemki.
Zaskoczył ją widok szklanki i butelki z tequila - nigdy przecież nie pił o tej porze.
Czyżby wczoraj wieczorem wypił za dużo i dlatego śpi jeszcze o jedenastej rano? [ Pobierz całość w formacie PDF ]




 

Powered by WordPress dla [Nie kocha się ojca ani matki ani żony ani dzieca, lecz kocha się przyjemne uczucia, które w nas wzbudzają]. Design by Free WordPress Themes.