[ Pobierz całość w formacie PDF ]

spełnia, ale zaraz sobie przypomniała.
- To kelner - szepnęła. Zapukano po raz kolejny.
- Proszę to zostawić pod drzwiami - zawołał Dan z wyraznym
zniecierpliwieniem w głosie.
- To ty, Dan?
Celeste rozpoznała głos Diany Carson.
93
RS
ROZDZIAA SMY
Dan wstał powoli. Pragnienie kochania Celeste było jak
narkotyk. Wystarczyło, że spojrzał na nią leżącą na łóżku, a znów
poczuł przypływ żądzy nie do opanowania. Jeszcze tylko jeden
pocałunek, jedna pieszczota, muśnięcie włosów na skórze. Była
najpiękniejszą kobietą, jaką kiedykolwiek widział. Zwyciężył jednak
zdrowy rozsądek. Nie miał wątpliwości, że jego uczucia do Celeste
Sanchez były głębokie i poważne. Mimo że znał ją tak krótko, zdążył
się zakochać bez pamięci. Nigdy w życiu nikogo tak mocno nie
pragnął, ale to był nie tylko fizyczny pociąg. Wiedział, że takie
uczucie zdarza się tylko faz w życiu -i właśnie dlatego musiał trzymać
się od niej z daleka.
Wspomnienie Shawny wypełniło chłodem jego serce i niemal go
sparaliżowało.
- To twoja matka - szepnęła Celeste. Zerwała się z łóżka i
szybko zgarnęła swoją bieliznę. - Dan, wszystko w porządku?
Zaczął się ubierać.
- Idz do łazienki - powiedział. - Zajmę się wszystkim.
Jego głos brzmiał normalnie. Kiedy Celeste zniknęła w łazience,
poszedł otworzyć drzwi; odzyskał już jako tako równowagę. Diana
Carson stała obok wózka z dostarczonym przez kelnerów jedzeniem.
Uśmiechała się, ale Dan dostrzegł na jej twarzy również troskę.
94
RS
- Pomyślałam, że zabiorę Celeste na lunch i pokażę jej kilka
mieszkań do wynajęcia. Nie wiedziałam, że tu jesteś.
Dan odsunął się i Diana weszła do pokoju. Nigdy nie była
natrętną, wtrącającą się we wszystko matką. Kiedy osiągnął
dojrzałość, wycofała się i odtąd traktowała go z takim szacunkiem, z
jakim jeden dorosły traktuje drugiego. Ani razu nie próbowała wtrącać
się w jego życie osobiste. Nie wypytywała go. A jednak jej pojawienie
się w hotelu wzbudziło podejrzenia Dana. Zwykle nie zajmowała się
nowymi pracownikami aż tak troskliwie.
- Gdzie jest Celeste? - zapytała Diana, rozglądając się po
pokoju..
- W łazience. - Dan uświadomił sobie, że zmięta pościel na łóżku
to nazbyt widoczny dowód, ale był za stary na to, żeby udawać coś
czy się tłumaczyć. - To chyba nie najlepszy moment - powiedział tak
delikatnie, jak tylko potrafił.
- Przepraszam, Dan. Nie miałam pojęcia, że tu jesteś. - Cofnęła
się do drzwi. - Powiedz Celeste, że zadzwonię pózniej i pomogę jej
znalezć mieszkanie. Naprawdę chciałam tylko pomóc, nic więcej.
W tym momencie Celeste wróciła do pokoju. Dan dojrzał
rumieniec wstydu pod jej oliwkową karnacją. Uśmiechnęła się do
Diany.
- Jest pani bardzo uprzejma, pani Carson.
- Może rzeczywiście powinnaś jechać z mamą i poszukać
mieszkania. Im szybciej się urządzisz, tym lepiej dla wszystkich.
95
RS
Ton głosu Dana, zimny i formalny, sprawił, że Celeste spojrzała
na niego zaskoczona. Również Diana posłała mu zaciekawione
spojrzenie.
- To chyba świetny plan - powiedziała, ważąc słowa, Celeste.
- Zobaczysz, że będzie ci dobrze w Carson Dynamics -
stwierdziła Diana, najwyrazniej próbując rozładować napięcie. - Nie
wiedziałam, że już zamówiłaś lunch.
Spojrzała znacząco na wózek z jedzeniem.
- Kumpel był głodny - wyjaśniła Celeste. Rozejrzała się dookoła.
- A gdzie on się podział?
Dopiero teraz Dan uświadomił sobie, że od wejścia do pokoju
nie widział Kumpla. Nie liczyło się nic poza Celeste. Czuł się tak,
jakby wpadł w sam środek burzy uczuć i nawet teraz, gdy tylko
spojrzał na Celeste, czuł przypływ namiętności. Dla jej
bezpieczeństwa musiał odzyskać kontrolę nad sytuacją.
- Kici, kici. - Celeste wyszła na balkon, ale tam również kota nie
było. - Musiał wymknąć się przez drzwi, kiedy przyszedłeś.
Dan usłyszał w jej głosie cień paniki.
- Znajdziemy go. Powiem obsłudze hotelowej. Odszukają go. To
nie jest zwyczajny kot, Celeste. Na pewno nic mu się nie stanie.
Była bardzo zmartwiona. W jednej chwili zapomniał o
postanowieniu zachowania dystansu. Położył rękę na jej ramieniu,
chcąc w ten sposób dodać otuchy, ale najlżejsze dotknięcie
wystarczyło, by niemal stracił dech w piersiach. Dreszcz
96
RS
przeszywający jej ciało powiedział mu, że Celeste wyczuła jego
napięcie; kolana się pod nim ugięły.
- Nie powinnam wychodzić, zanim Kumpel sienie znajdzie -
powiedziała,
- Zostanę i poszukam go - uspokoił ją. - Idz i obejrzyj Houston.
Gdy będziesz miała gdzie mieszkać, od razu poczujesz się lepiej.
Dan był rozdarty. Z jednej strony chciał zatrzymać ją w
 Admiralicji", zamknąć drzwi pokoju i skończyć to, co razem zaczęli,
z drugiej jednak rozsądek podpowiadał mu, że lepiej będzie, jak
Celeste znajdzie się z dala od niego, inaczej bowiem nie będzie w
stanie się jej oprzeć. A przecież dobrze wiedział, co czekało kobiety,
które obdarzył uczuciem.
Diana podeszła energicznie do drzwi. Celeste ruszyła za nią, ale
po dwóch krokach zawróciła. Dan dostrzegł na jej twarzy wyraz
zakłopotania. Rozumiał, co musi czuć. Prawie się kochali, a teraz
traktował ją jak obcą. Gorzej niż obcą.
- Dan?- Dotknęła jego ramienia.
- Idz - powiedział cicho, uciekając przed jej dotykiem. Mała
ranka na piersi zakłuła go lekko. - Dla twojego i mojego dobra - dodał
jeszcze ciszej.
Nie był pewien, ale wydawało mu się, że w jej oczach błysnęły
łzy. Odwróciła się szybko i wyszła z pokoju za jego matką.
Nie mogłem wytrzymać w gorącej atmosferze, jaka wytworzyła
się między gołąbkami. Uciekłem przez balkon do sąsiedniego
apartamentu. I znowu pociągnąłem za sznur wzywający obsługę
97
RS
hotelową. Będą teraz sprawdzać, czy system działa dobrze. Ach, cuda
nowoczesnej technologii. Nikt nie zauważył lśniącego, czarnego kota
przemykającego hotelowymi korytarzami. Czyżby dwunożni w ogóle
nie patrzyli pod nogi? To chyba jakiś rodzaj kompleksu wyższości -
uważają widać, że są jedyną interesującą rasą, dlatego nie dostrzegają
kota na korytarzu. Fascynujące. Psy, ze swą ckliwością i poddańczym
umysłem, są przynajmniej w stanie wywąchać kota czy jakiegoś
intruza. A homo sapiens nie. Och, mógłbym o tym gadać cały boży
dzień.
Ale moim prawdziwym kłopotem jest uczucie rodzące się
między Celeste a Danem. Zachowują się tak, jakby zaaplikowano im
dawkę benzyny i podłożono ogień. Obawiam się, że spotkanie takich
dwóch łatwopalnych elementów musi się skończyć pożarem. A
wszyscy wiedzą, co się dzieje, gdy stracimy kontrolę nad ogniem -
ktoś się może sparzyć. Osobiście uważam, że to nieciekawa
perspektywa.
Widziałem już wiele zakochanych par, ale takiego żaru, jak w
przypadku tych dwojga, jeszcze nie oglądałem. Można by pomyśleć,
że ktoś rzucił na nich czar. Oczywiście wiem, że nie istnieje nic
takiego jak zaklęcie. Dowiedziałem się tego podczas badania akt
procesów czarownic z Salem.
Do tego zabawiają się w porze lunchu - a niech to! Lunch! Zaraz
powinni dostarczyć do pokoju mojego homara. A już przecież w
związku z grożącą nam katastrofą lotniczą ominęło mnie śniadanie. A
98
RS
nie chciałem kiedyś uwierzyć, że linie lotnicze zaczynają oszczędzać
na posiłkach podczas lotu.
Sprawa lunchu zmusza mnie do natychmiastowego działania.
Ruszam do kuchni, żeby zdobyć coś do jedzenia. Muszę się też
upewnić, że nikt nie śledzi Celeste. Ależ jestem zajęty. Dobrze, że nie
mam przynajmniej problemów z określeniem priorytetów - najpierw
posiłek.
- Oto ten bungalow. Trochę w hollywoodzkim stylu lat
trzydziestych, ale idealny dla jednej osoby - powiedziała Diana,
zatrzymując się przed ślicznym domem położonym z dala od ulicy.
- Cudowny - zgodziła się z nią Celeste.
Dom był naprawdę idealny, dokładnie taki, jakiego [ Pobierz całość w formacie PDF ]




 

Powered by WordPress dla [Nie kocha się ojca ani matki ani żony ani dzieca, lecz kocha się przyjemne uczucia, które w nas wzbudzają]. Design by Free WordPress Themes.