[ Pobierz całość w formacie PDF ]

S
R
- Dlaczego je tak ściskasz? - spytała ze śmiechem.
- Wybacz. - Wręczył jej bukiet. - Zapomniałem, jak należy traktować ko-
bietę. Kwiaty to przeprosiny za ubiegły tydzień. Byłem okropny.
- Nie, tylko... przerażony. - Wzruszyła ramionami. -Dziękuję, te kwiaty
są śliczne.
Włożyła bukiet do zlewu w pralni znajdującej się obok kuchni. Napełniła
zlew wodą i zostawiła kwiaty, by odżyły.
- Usiądz. - Wskazała mu krzesło.
Włączyła czajnik elektryczny i wylała letnią wodę z dzbanka.
- Aadnie tu pachnie - powiedział, gdy zapadło milczenie.
- Torcik daktylowy z orzechami. - Zerknęła na niego przez ramię.
- Odważna jesteś, mało kto to lubi.
- Ale ty uwielbiasz.
- Ojej, zapamiętałaś... - Sprawiał wrażenie zaskoczonego.
Zajęła się parzeniem herbaty. Pamiętała wszystko, co się z nim wiązało -
każde słowo, gest, spojrzenie. Zostały zapisane w jej sercu obok wyznania:
 Molly kocha Sama", ale O tym akurat Sam nie musi wiedzieć.
- Oczywiście, że pamiętam, bo to też jest moje ulubione ciasto - rzuciła
lekkim tonem i podniosła ciężką tacę. - Otworzysz drzwi?
Zaprowadziła go do salonu wysprzątanego na jego cześć i postawiła tacę
na niskim stoliku, po czym usiadła w fotelu, a Samowi wskazała miejsce na
kanapie.
- Siadaj. Może pokroiłbyś to ciasto?
Zjedli po kawałku, wypili całą herbatę z dzbanka, aż wreszcie Sam się
zniecierpliwił. Odstawił filiżankę na tacę i popatrzył na Molly.
S
R
- O co ci właściwie chodzi? - zapytał.
Nie umiała kokietować ani uwodzić. Spojrzała mu w oczy i zebrała się na
odwagę.
- Co byś powiedział, gdybyśmy mieli romans?
Samowi zabrakło tchu. Parsknął śmiechem.
- Co proszę? - spytał przekonany, że się przesłyszał. Ale Molly powtó-
rzyła swe pytanie wolno i wyraznie, tym
razem nie patrząc mu w oczy.
Ucieszył się, chciał ukryć sprzeczne uczucia, które nim targały. Nie po-
trafiłby wyjaśnić ich Molly, skoro sam siebie nie rozumiał. Po krótkiej wal-
ce zwyciężyło pożądanie.
- Molly, ja...
- Nie musisz od razu mi odpowiadać - przerwała mu. - Zastanów się. Ale
byłoby to logiczne... - Jej chłodny ton kontrastował z płomieniem ogarnia-
jącym jego ciało. - Oboje jesteśmy wolni i samotni, a poza tym świetnie się
dogadujemy, prawda? Chciałabym mieć kogoś, z kim mogłabym robić naj-
zwyklejsze rzeczy. Na przykład spacerować po parku, zamiast iść nad staw
karmić kaczki. Wybrać się do teatru na normalne przedstawienie, a nie na
bajkę. To mogłoby okazać się przyjemne. Nie sądzisz?
Starał się uważnie słuchać jej słów, chociaż ciało przypominało mu o
swych prawach. Zauważył, że w jej wypowiedzi brakuje jakiegoś elementu.
I jeśli ma rację, układ proponowany przez Molly nie zaspokoi głodu, który
go dręczy.
S
R
- Powiedziałaś  romans"? - spytał ostrożnie. Zamierzał wyjaśnić wszelkie
niedomówienia.
Spojrzała na niego i ku swemu zdumieniu spostrzegła w jego oczach
konsternację.
- Tak - odparła.
- Miałaś na myśli również aspekt seksualny? - dociekał. - Poza wypra-
wami do teatru i parku?
- Owszem, jeśli chcesz. - Wytrzymała jego wzrok, chociaż znów się za-
czerwieniła. - Oczywiście, nie musimy tego robić. Gdybyś wolał nie posu-
wać się tak daleko, nie będę wywierała na ciebie presji. Ale myślałam rów-
nież o tych sprawach.
- Jasne.
Podziwiał jej odwagę. Zrobiła pierwszy krok, by całkowicie zmienić cha-
rakter więzi między nimi. Jednak zaniepokoił się, bo chociaż pragnął jej z
całej duszy, uważał, że ich związek jest już dostatecznie skomplikowany.
- A gdzie jest miejsce w tym dla Jacka? - zapytał, gdy rozsądek zwyciężył
w nim na chwilę z pożądaniem.
~ Nie ma - odparła z naciskiem. - Twój syn to zupełnie oddzielna sprawa.
Chcę się z nim widywać i w odpowiedniej chwili wyjaśnić mu, kim jestem.
Ale teraz rozmawiamy o nas: o parze dorosłych ludzi, który wychowują
samotnie dzieci i szukają bratniej duszy, żeby dzielić... - Urwała, szukając
właściwego słowa. Sam jej nie podpowiadał, bo przychodziła mu do głowy
tylko entuzjastyczna zgoda. - Różne przyjemności - dokończyła po chwili.
Sam nadal milczał. Postanowił nie podejmować pochopnie decyzji. Za
oknem na gałęzi dzikiej jabłonki kołysała się sikorka, a obserwował ją
S
R
bacznie kot siedzący na murze. Gdy wreszcie odleciała, Sam przeniósł
wzrok na Molly, szukając na jej twarzy wyjaśnienia. Co nią kieruje? Chęć
zbliżenia się do Jacka? Niemniej uwierzył jej, gdy zapewniała, że związek z
nim i z jego synem stanowią dla niej zupełnie oddzielne sprawy. Przypo-
mniał sobie ich pocałunek i znów ogarnęło go pożądanie. Tak łatwo byłoby
się zgodzić na jej propozycję, lecz co dalej? Czy domagałaby się zaanga-
żowania? Molly na pewno zasługuje na poważne traktowanie, ale on po
śmierci Crystal poprzysiągł nie wiązać się z nikim na stałe.
- Co się kryje za twoją propozycją? - spytał bez ogródek.
- Nic - odpowiedziała z bólem w głosie. - Niczego od ciebie nie oczeku- [ Pobierz całość w formacie PDF ]




 

Powered by WordPress dla [Nie kocha się ojca ani matki ani żony ani dzieca, lecz kocha się przyjemne uczucia, które w nas wzbudzają]. Design by Free WordPress Themes.