[ Pobierz całość w formacie PDF ]

pięćdziesięciu. Domyśliłem się: był to pluton lejtenanta Isłamkułowa, wysłany z innego miejsca
na przerwaną linię frontu.
Teraz nie my, ale Niemcy mieli doświadczyć, czym jest uderzenie na skrzydła i na tyły, Ale i
Niemcy, możecie być tego pewni, znali manewr polegający na zajęciu obrony skrzydłowej.
Koniec łańcucha podniósł się, Niemcy strzelając zaczęli się cofać tworząc łuk.
- Dowódco batalionu! - odezwał się rozgorączkowany Tołstunow.
Skinąłem w jego stronę: tak... Następnie krzyknąłem:
- Powtórzyć w szeregu: przygotować się do ataku!
I nie poznałem własnego głosu - był przyduszony, zachrypnięty, Od żołnierza do żołnierza
niosły się te słowa:  przygotować się do ataku . I każdemu, rzecz jasna, zamarło i nierówno
zabiło serce.
Od strony lasu biegi łańcuch żołnierzy, którzy przyszli nam na pomoc; stamtąd dochodziło
ciche:  h-u-a-a-a ! Niemcy szybko przegrupowywali swe szeregi. Naprzeciw nas linia Niemców
zrzedła, ale podciągnięto tam już dwa ręczne karabiny maszynowe, które przedtem podążały
zapewne nieco w tyle za atakującymi żołnierzami. Jeden z karabinów maszynowych,
znajdujący się bliżej prawego końca łańcucha, tego, gdzie ja się znajdowałem, rozpoczął już
strzelaninę - spotęgował się nieprzyjemny świst nad głowami.
A w naszym szeregu strzelanina przycichła; żołnierze leżeli ściskając karabiny, w oczekiwaniu
momentu, o którym każdy myślał od chwili mobilizacji do wojska, który wydaje się każdemu
najstraszniejszy na wojnie - w oczekiwaniu komendy:  do ataku .
Byłem zaskoczony tą mimowolną przerwą w strzelaniu: nie tak trzeba, nie tak! Nie było już
jednak czasu, aby to zmienić. Trzeba działać jak najszybciej, dopóki wróg jeszcze się nie
opamiętał, póki nie zostały ustawione i wprowadzone w bój inne karabiny maszynowe.
Krzyknąłem:
- Burnaszow!
Lejtenant Burnaszow - dowódca plutonu, ten sam, który niedawno zaczerwienił się tak silnie ze
wstydu, że stracił na chwilę panowanie nad sobą - leżał z lewej strony łańcucha, o sto metrów
ode mnie. Szybko uniósł się i opuścił rękę na znak, że słyszy.
- Burnaszow, prowadz!
Minęła sekunda. Pewnieście nieraz czytali i słyszeli o przejawach zbiorowego bohaterstwa w
Armii Czerwonej. To prawda, to święte słowa. Wiedzcie jednak - zbiorowe bohaterstwo nie
ujawnia się, jeśli brak przywódcy, jeśli nie ma tego, kto idzie pierwszy. Nie łatwo ruszyć do
ataku. I nikt nie ruszy, jeśli nie będzie pierwszego, jeśli nie podniesie się jeden i nie pójdzie
naprzód pociągając za sobą pozostałych.
Burnaszew podniósł się. Na tle zachodzącego słońca zarysowała się sylwetka jego pochylonej
nieco naprzód postaci. Przed nim, na poziomie ramienia, ciemną zaostrzoną smugą widniał
bagnet - lejtenant wyrwał komuś karabin. Poruszał otwartymi ustami. Oderwawszy się od ziemi,
spełniając rozkaz - nie tylko mój, lecz zarazem rozkaz, który ojczyzna dala swemu synowi -
Burnaszow krzyknął, aż rozległo się w polu:
- Za Ojczyznę! Za Stalina!
Przedtem zdarzało mi się nieraz czytać w gazetach opisy ataków. Prawie zawsze ludzie szli do
ataku z tym okrzykiem. Na papierze wyglądało to czasem jakoś już zbyt łatwo i myślałem: kiedy
nastąpi nasza kolej, kiedy trzeba będzie iść na bagnety, zapewne wszystko będzie wyglądało
zupełnie inaczej. Ale oto w tej podniosłej i strasznej chwili Burnaszow, rwąc tysiące więzów,
które pod obstrzałem przykuwają człowieka do ziemi, ruszył naprzód krzycząc właśnie tak:
- Za Ojczyznę! Za Stalina! Hura-a-a!
Kilka kroków Burnaszow przebiegł sam, lecz oto zerwał się drugi, trzeci żołnierz... I w różnych
punktach naszego szeregu podniosły się i ruszyły przed siebie postacie żołnierzy - wstali,
rzecz jasna, nie wszyscy od razu, wielu dopiero co sprzęgało siły, żeby się oderwać od ziemi,
lecz już za lejtenantem biegli ci, którzy wyprzedzając innych pierwsi dążą za przewodnikiem.
W tej chwili rozległo się terkotanie drugiego karabinu maszynowego. Teraz zaterkotał
niemiecki karabin maszynowy z lewej strony i zasypał ogniem biegnących do ataku. Głos
Burnaszowa oberwał się, Burnaszow upadł, jakby potknął się o drut przeciągnięty pod nogami.
Zdawało się, że zaraz wstanie, że znów krzyknie, pobiegnie dalej, i ci, którzy jeszcze nie
wstali, wszyscy pobiegną na wroga z nim razem, z wyciągniętymi przed sobą bagnetami.
Lecz Burnaszow leżał nieruchomo, z twarzą w śniegu, a obok niego padli i inni, tak samo jak
i on, rozpostarłszy ręce.
Niemieckie karabiny maszynowe nie przestawały bić. Znów ktoś upadł, ktoś inny obejrzał się...
Jeszcze chwila i wszyscy, żywi i martwi - wszyscy padli na śnieg, przywarli do ziemi, żołnierze
kompanii patrzyli na tych, którzy padli, na rozciągniętego na śniegu lejtenanta, podciętego kulą
po pierwszych krokach; żołnierze na coś czekali.
I znowu ktoś podniósł się, i znów wśród terkotu karabinów maszynowych zabrzmiał ponad
polem apel:
- Za Ojczyznę! Za Stalina!
Głos był nienaturalnie wysoki, lecz po akcencie, który nie brzmiał po rosyjsku, po chudej,
niskiej figurce wszyscy poznali czerwonoarmistę Bukajewa.
Ale i ten padł, zaledwie ruszył naprzód.
Czułem, jak spręża się moje ciało, palce zagarnęły i zacisnęły śnieg.
Przeciw nam działały dwa karabiny maszynowe; w zmroku wyraznie widać było długi drgający
płomień, który wylatywał z luf; płomień ten niejasno oświetlał obsługę cekaemów, która
klęczała, zasłonięta do połowy tarczami, i osłaniała przegrupowanie się Niemców, nie dając
nam iść na bagnety, wstrzymując nas huraganowym ogniem.
Nasi towarzysze - czterdziestu, pięćdziesięciu czerwonoarmistów, którzy potrafili znalezć
odpowiedni moment, aby uderzyć w plecy wroga - zbliżali się do Niemców; ci stworzyli również
z tamtej strony linię frontu i rozpoczęli już tam ogień - a myśmy leżeli przyciśnięci do ziemi,
leżeli skazując na zagładę garść naszych odważnych braci.
Cóż to? Czy mamy tak leżeć i okazać się tchórzami, zdrajcami naszych braci?
I nagle poczułem, że wszystkie spojrzenia utkwione są we mnie; poczułem, że ja, starszy
oficer, dowódca batalionu, niczym centralny punkt walki skupiam na sobie całą uwagę.
Zdawało mi się, że wszyscy czekają, co powie, jak postąpi dowódca batalionu. I zdając sobie [ Pobierz całość w formacie PDF ]




 

Powered by WordPress dla [Nie kocha się ojca ani matki ani żony ani dzieca, lecz kocha się przyjemne uczucia, które w nas wzbudzają]. Design by Free WordPress Themes.