[ Pobierz całość w formacie PDF ]

przerażeniem. Następnie wspiął się na palce i szepnął Alicji do ucha: - Ona jest
skazana na śmierć.
- Ale za co, za co? - zapytała Alicja.
- Czy powiedziałaś:  Co za szkoda?
- Nie, wcale nie uważam, aby to była szkoda. Pytam tylko za co.
- Za to, że dała Królowej po nosie - rzekł Królik.
Alicja wybuchnęła śmiechem.
- Cicho - szepnął Królik drżącym z trwogi głosikiem. - Królowa może cię
słyszeć! Było to, widzisz, tak: Księżna spózniła się trochę i wtedy Królowa...
- Wszyscy na swoje miejsca! - krzyknęła Królowa przerazliwie donośnym
głosem. Goście rozbiegli się w różnych kierunkach, przy czym wpadali na siebie i
przewracali się raz po raz. Po jakiejś minucie wszyscy byli gdzie trzeba i gra mogła
się rozpocząć.
Alicja nie widziała nigdy w życiu tak dziwnego pola krokietowego. Były to
same góry i doły. Zamiast kul krokietowych grano jeżami, za kije krokietowe służyły
żywe flamingi, żołnierze zaś wyginali się w skomplikowanych figurach
gimnastycznych, zastępując bramki.
Największą trudnością była dla Alicji poradzenie sobie z flamingiem. Udało
jej się wprawdzie ująć go w ręce w sposób względnie wygodny, ale cóż z tego?
Ilekroć chciała jego głową uderzyć jeża, flaming wykręcał długą szyję i spoglądał jej
w oczy z wyrazem takiego zdumienia, że nie mogła się powstrzymać od śmiechu.
Kiedy już wreszcie ułożyła szyję ptaka w odpowiedni sposób, jeż, zwinięty dotąd w
kłębuszek, oddalił się właśnie, i to w zupełnie innym kierunku niż trzeba. Poza tym
teren był okropnie wyboisty i dokądkolwiek chciała posłać swego jeża, pojawiał się
przed nią jakiś rów lub pagórek. Na domiar złego żołnierze zmieniali jeszcze co
chwila miejsca, służąc za bramki wciąż innym graczom. Nic dziwnego, że Alicja
doszła wkrótce do przekonania, że jest to gra niezmiernie uciążliwa.
Całe towarzystwo grało jednocześnie, nikt nie zwracał uwagi na kolejność,
ustawicznie wybuchały sprzeczki i bójki o jeże. Wściekłość Królowej nie miała
granic. Monarchini biegała po całym polu, tupiąc i wrzeszcząc mniej więcej raz na
minutę:  Zciąć go! albo  Zciąć ją!
Alicja czuła się w tym otoczeniu coraz gorzej. Nie miała jeszcze co prawda
zatargu z Królową, wiedziała jednak, że może to nastąpić lada chwila.  A wtedy co
by się ze mną stało? - pomyślała. - Skazywanie na śmierć stanowi tu widać ich
najulubieńszą rozrywkę. Cud, że ktoś pozostał jeszcze w ogóle przy życiu!
Alicja zastanawiała się właśnie, jak by tu w sposób odpowiednio dyskretny
wycofać się z gry, kiedy w powietrzu pojawiło się przedziwne zjawisko. Z początku
trudno je było rozpoznać, potem ukazał się najwyrazniejszy w świecie uśmiech.
Alicja poznała Kota-Dziwaka i ucieszyła się niezmiernie na myśl, że będzie mogła
nareszcie zamienić parę słów z kimś życzliwym.
- Jak ci się powodzi? - zapytał Kot, kiedy pojawiła się dostatecznie duża część
jego ust.
Alicja zaczekała na ukazanie się oczu, po czym zrobiła przeczący ruch głową.
 Nie warto mówić do niego - pomyślała - dopóki nie wyłonią się uszy, a przynajmniej
część jednego ucha . Kiedy już miała przed sobą całą głowę Kota, Alicja odstawiła
na bok swego flaminga i zaczęła opowiadać o grze, szczęśliwa, że może się komuś
poskarżyć. Kot uważał widocznie, że jego głowa jest zjawiskiem zupełnie
wystarczającym, poprzestał więc na niej i nie pojawił się w całej swej okazałości.
- Wydaje mi się, że oni grają nieuczciwie - odpowiadała Alicja. - Poza tym
kłócą się bez przerwy i tak okropnie hałasują! O żadnych regułach nie ma w ogóle
mowy, a jeśli nawet byłaby mowa, to nikt nie stosuje ich w grze. A już najbardziej
daje się we znaki to, że wszystko tu jest żywe. Na przykład bramka, przez którą
powinnam teraz przejść, przechadza się po przeciwległym końcu pola. Widzi pan,
skrokietowałabym jeża Królowej, gdyby nie uciekł na widok mojego.
- A jak ci się podoba Królowa? - zapytał cicho Kot.
- Wcale mi się nie podoba - odparła Alicja. - Ona tak strasznie... - tu
zauważyła stojącą w pobliżu Królową, która przysłuchiwała się jej słowom,
dokończyła więc pośpiesznie: - dobrze gra w krokieta, że grając z nią nie ma się
żadnej nadziei na wygraną.
Królowa uśmiechnęła się i pobiegła za swym jeżem.
- Z kim ty właściwie rozmawiasz? - zapytał Król przyglądając się głowie Kota
z wielkim zainteresowaniem.
- To mój przyjaciel, Kot-Dziwak - odpowiedziała Alicja. - Pozwoli Wasza
Królewska Mość, że go przestawię.
- On mi się zupełnie nie podoba - odrzekł król. - Ale może pocałować mnie w
rękę, jeśli chce.
- Wcale nie chcę - powiedział Kot.
- Nie bądz zuchwalcem! - zawołał Król - I nie przypatruj mi się tak! (To
mówiąc schował się za Alicję).
- Kotu wolno patrzeć na Króla - rzekła Alicja. - Czytałam to w jakiejś książce,
ale nie pamiętam już w jakiej.
- Trzeba o stąd koniecznie usunąć! - zdecydował Król i krzyknął do
przechodzącej właśnie Królowej: - Kochanie, chciałbym, żebyś usunęła stąd tego
Kota!
Królowa znała jeden tylko sposób załatwiania spraw, więc:  Zciąć go! , nie
wiedząc nawet, o kogo i o co idzie.
- Zaraz sam pobiegnę po Kata - rzekł Król z wyraznym zadowoleniem i
pomknął ku pałacowi.
Alicja chciała zobaczyć, jak przestawia się gra, bez przerwy bowiem słyszała
kipiący wściekłością głos Królowej, która skazała już na śmierć trzech graczy za to,
że przepuścili swe kolejki. Na polu panowało nieopisane zamieszanie, ta że
zorientowanie się w kolejności gry było zupełnie niemożliwe. Alicja udała się z
lękiem w sercu na poszukiwanie swego jeża.
Jeż wdał się właśnie w walkę z drugim jeżem, co Alicja uznała na znakomitą
okazję do skrokietowania przeciwnika. Niestety flaming Alicji znajdował się właśnie
w drugim końcu pola, gdzie usiłował bezskutecznie frunąć na drzewo.
Kiedy udało się jej pochwycić flaminga i powrócić na swe poprzednie
miejsce, walka była już skończona i oba jeże zginęły gdzieś bez śladu.  To i tak nie
ma znaczenia, bo nie znajdę teraz żadnej bramki - pomyślała Alicja. Wzięła więc
flaminga pod pachę, aby się znowu nie ulotnił, i poszła w kierunku Kota, żeby uciąć
sobie dłuższą pogawędkę z przyjacielem.
Jakież było jej zdziwienie, gdy ujrzała wokół głowy kociej wielkie
zbiegowisko. Król, Królowa i Kat mówili wszyscy naraz, kłócąc się o coś zawzięcie,
gdy reszta towarzystwa milczała z bardzo niewyraznymi minami.
Gdy ujrzeli Alicję, poprosili ją o rozstrzygnięcie sporu. Ponieważ jednak
mówili wszyscy jednocześnie i straszliwie przy tym hałasowali, nie mogła zrozumieć,
o co idzie.
Kat twierdził, że nie potrafi ściąć głowy nie mając tułowia, od którego mógłby
ją odrąbać. Podkreślił on, że nie miał dotychczas do czynienia z taką robotą i że nie
myśli zabierać się do niej na stare lata.
Król twierdził, że każde stworzenie posiadające głowę może być ścięte i że w
gadaniu Kata nie ma ani krzty sensu.
Królowa twierdziła, że jeśli rozkaz nie zostanie spełniony prędzej niż w
mgnieniu oka każe ściąć wszystkich w promieniu mili (dlatego właśnie całe
towarzystwo miało miny tak blade i niewyrazne).
Alicja poczuła zamęt w głowie i powiedziała:
- Ten Kot należy do Księżny. Zapytajcie jej o zdanie.
- Księżna jest uwięziona - rzekła Królowa do Kata - sprowadz ją tu
natychmiast1 - Wobec czego Kat pobiegł jak strzała w kierunku pałacu.
Tymczasem głowa kocia zaczęła się stopniowo zacierać i do czasu powrotu
Kata z Księżną znikła zupełnie. Król i Kat biegali we wszystkie strony jak szaleni, [ Pobierz całość w formacie PDF ]




 

Powered by WordPress dla [Nie kocha się ojca ani matki ani żony ani dzieca, lecz kocha się przyjemne uczucia, które w nas wzbudzają]. Design by Free WordPress Themes.