[ Pobierz całość w formacie PDF ]

z jego pozycji w rodzinie, z jego hoteli. Zabierał też jego kobiety.
Ten moment trzy lata wcześniej, gdy zastał Freyę w łóżku z nim... Nie
potrafił o tym zapomnieć.
Spleceni w pościeli, ubranie na podłodze... Widział to jeszcze, miał tę
scenę przed oczami. Zanurzała palce we włosach jego uroczego kuzynka,
całowała go...
Niech to diabli. Nie wracaj do tego, nakazał sobie. Daj spokój, trzeba
zapomnieć.
- Jest z nim kobieta - ciągnął Fredo. - Tak mówi nasz wywiadowca.
Tu zapadła długa cisza, a potem Fredo dodał z ociąganiem:
- Ruda, długonoga, w szarym kostiumie.
Freya wróciła do domu zmęczona jak po maratonie.
Nogi ją bolały. Obeszła chyba całe miasto, wszystkie londyńskie sklepy,
takie miała wrażenie.
Cindy chciała zrobić jej przyjemność, starała się jak mogła.
Och, co się z tobą dzieje, dziewczyno, westchnęła ponuro, skoro nie
potrafisz nawet cieszyć się zakupami.
- 71 -
S
R
Weszła z torbami po schodach. Wydała mnóstwo pieniędzy, korzystając z
karty Enrica. Na złość mu, po tym jego wstrętnym komentarzu, że korzysta z
jego środków, nie miała żadnych oporów.
Jedną tylko rzecz kupiła ze swoich skąpych oszczędności. Dla niej była to
rzecz bardzo droga, ale dla Enrica musiała zapewne stanowić groszowy
wydatek.
Coś musi zrobić, pomyślała, wchodząc do sypialni.
Musi odzyskać samodzielność, poszukać pracy i zarabiać na siebie, kiedy
tylko pobiorą się i osiądą w Mediolanie.
- Gdzie byłaś?
Freya odłożyła torby z zakupami.
Enrico stał przy oknie, z rękami w kieszeniach spodni, w rozpiętej
marynarce, białej koszuli i czarnym krawacie. Wysoki, szczupły i diabelnie
seksowny.
Powinna uważać, pilnować się.
Ten facet jest jak rekin, musi się go strzec, a ona reaguje na niego
wszystkimi zmysłami.
Ostrożnie, pamiętaj, ostrożnie.
- W mieście - rzuciła lakonicznie, nie widząc powodu dla dłuższych
wyjaśnień, tym bardziej, że torby z zakupami dowodnie świadczyły jak spędziła
czas i pytanie było pozbawione sensu.
- A ty co robisz tak wcześnie w domu?
- Jest czwarta...
- Zwykle można oczekiwać cię raczej koło siódmej.
- Prawie cały dzień spędziłaś poza domem - wytknął jej, puszczając mimo
uszu cierpką uwagę.
- Czuję to w nogach. - Odstawiła ostatnią torbę, usiadła na łóżku i z
westchnieniem zdjęła pantofle, po czym zaczęła masować zmęczone stopy.
Enrico milczał. Stał dalej przy oknie niby posąg.
- 72 -
S
R
Miała wrażenie, że nawet nie oddycha.
Ciągle był wściekły, że powiedziała o błękitnej sukni ślubnej?
Cóż, niech poczeka. Zobaczy, że ślub odbędzie się zgodnie z tradycją, tak
jak tego pragnął, ale nie musiała przecież go uprzedzać.
Niech to będzie dla niego zaskoczenie.
Panna młoda. Proszę bardzo. Będzie panną młodą, chociaż na to za pózno.
Jesteś zbyt słaba, wyrzucała sobie. Powinnaś pamiętać, co zrobił trzy lata
temu, a ty znowu brniesz w ten związek, nie umiesz się wycofać.
- Coś nie tak? - zapytała niewinnie.
Nie zamierzała dać mu do zrozumienia, że doskonale pamięta o porannej
sprzeczce.
Nie raczył odpowiedzieć.
Dalej masowała stopy.
Nicky był bezpieczny. Spotkała go, jak szedł z Lissą do parku, kiedy
wracała do domu z metra.
Mieli grać w piłkę. Nicky miał ochotę na lody w parkowej kawiarence.
Dała Lissie kilka groszy, uściskała małego i popatrzyła, jak odchodzi z nianią.
Chętnie poszłaby z nimi, ale była zbyt zmęczona po kilkugodzinnych
zakupach.
Nie zauważyła nawet, kiedy Enrico podszedł do niej.
Zobaczyła jego buty. Nie słyszała, że się zbliżył.
Nachylił się i uniósł ją. Niezbyt delikatnie.
- Co ty...? - zaczęła, ale nie skończyła pytania, bo zdławił jej słowa
pocałunkiem.
Freya. Smakowała jak Freya, pachniała jak Freya i całowała jak Freya,
nawet kiedy nie chciała całować, pomyślał Enrico.
On sam nie potrafił powiedzieć, dlaczego ją całuje. Powinien przecież
usunąć ją ze swojego życia. Już kiedyś to uczynił. Skrzywdziła go przecież.
Czy całowała dzisiaj Lukę tak, jak pocałowała teraz jego?
- 73 -
S
R
Bawiła się tym, że jeden kuzyn może być zazdrosny o drugiego? Pokazała
mu swojego synka?
Czy naprawdę wiedziała, kto jest ojcem małego?
On wiedział. Nie musiał pytać.
Miał pewność, chociaż chciałby, żeby mu powiedziała, żeby potwierdziła
tę jego pewność.
Odsunął się od niej, wściekły, zagniewany. Zbyt jej pragnął, miał ją we
krwi.
- O co ci chodzi? - zapytała, zasłaniając usta.
- Wychodzę. Muszę wyjść - oznajmił sztywno, chłodno. - Zobaczymy się
dopiero w kościele.
- Rozumiem, że był to pożegnalny pocałunek przed ślubem, tak? - Pytanie
było pełne niepokoju.
Najchętniej by ją udusił, ale musiał myśleć o swoim synu, zapewnić mu
spokojną egzystencję, miejsce w swoim życiu. Wziąć ślub z matką małego.
- Przykro mi to stwierdzić, Enrico, ale twoja technika jest bardzo kiepska.
- Przypisz to przedślubnemu zdenerwowaniu.
- Powiedz tylko słowo i odwołamy całą ceremonię.
Pewnie, pewnie. Wiedział, że najchętniej by odwołała.
Odwrócił się ku niej.
- Wiem o Luce - rzucił gorzko. Przestała masować usta, opuściła dłoń.
- Co niby wiesz o Luce? - zapytała. Uosobienie niewinności, pomyślał
cynicznie. Piękna, wielkooka i absolutnie niewinna.
I te jej włosy. Cholerne włosy. Lśniące włosy okalające śliczną twarz.
Musiał zacisnąć dłonie, żeby nie chwycić jej za to białe, delikatne gardło. [ Pobierz całość w formacie PDF ]




 

Powered by WordPress dla [Nie kocha się ojca ani matki ani żony ani dzieca, lecz kocha się przyjemne uczucia, które w nas wzbudzają]. Design by Free WordPress Themes.