[ Pobierz całość w formacie PDF ]

Mei, która ubolewała nad tym, \e nie ma córki, udzielił się w końcu i jemu. Będąc w cią\y z
Ronaldem Mei-Mei była bardzo chora. Lekarze uznali, \e nie będzie mogła mieć więcej
dzieci. Przyjęła to ze stoicyzmem.
Jednak bogowie albo duchy przodków wybawiły ich z tej straszliwej niedoli, zsyłając
Po-Yee, córkę, której sami nie mogli mieć, i tym samym przywracając wewnętrzną harmonię
jego \onie.
Chang wstał, podszedł do synów i usiadł przed telewizorem. Zrobił to powoli i cicho,
tak jakby ka\de nagłe poruszenie mogło, niczym rzucony do stawu kamień, zakłócić ten
kruchy rodzinny spokój.
III
Księga śywych i Umarłych
W wei-chi... zasiadający przy pustej planszy dwaj gracze
zaczynają od zajęcia pól, które ich zdaniem mogą im się przydać.
Stopniowo znikają puste obszary. A potem dochodzi
do starcia między wrogimi siłami; strategie obronne i ofensywne
rozwijają się, tak jak się to dzieje w świecie.
Gra wei-chi
ROZDZIAA DZIEWITY
śona Wu czuła się coraz gorzej. Był wczesny wieczór. Wu Qichen od godziny zwil\ał
jej czoło. Ich córka parzyła posłusznie ziołową herbatę, którą kupił, i razem poili
rozgorączkowaną kobietę. Nie było jednak widać poprawy.
- Daj matce czyste ubranie, Chin-Mei - powiedział.
Dziewczynka przyniosła niebieskie spodnie i T-shirt, po czym razem ubrali Yong-Ping.
Wu odwiedził następnie pobliski sklep z elektroniką i zapytał, gdzie jest najbli\szy szpital.
Sprzedawca zapisał mu adres i Wu wrócił do mieszkania.
- Na pewno niedługo będziemy z powrotem - powiedział córce. - Nie wolno ci w tym
czasie nikomu otwierać. Kiedy wyjdziemy, zamknij drzwi na klucz.
Podał rękę \onie i razem wyszli na ulicę. Na Canal Street otaczało ich tylu ludzi, tyle
mo\liwości, tyle pieniędzy - jednak w tym momencie nie miało to \adnego znaczenia dla
biednego wystraszonego imigranta.
- Tutaj - rzucił nagle Duch, podje\d\ając do krawę\nika na Canal Street, przy
skrzy\owaniu z Mulberry Street, w Chinatown. - To właśnie mał\eństwo Wu.
Zanim jednak Turcy wyskoczyli z samochodu, Wu pomógł \onie wsiąść do taksówki,
wsunął się w ślad za nią i odjechali.
Duch zaparkował samochód dokładnie naprzeciwko domu, którego adres i klucze do
frontowych drzwi dał mu przed pół godziną - na chwilę zanim został zastrzelony - pośrednik
współpracujący z Mahem.
Omiótł wzrokiem ulicę, ocenił odległości i zauwa\ył, jak wiele jest w pobli\u sklepów
jubilerskich. To oznaczało, \e na ulicy będą dziesiątki uzbrojonych stra\ników. Jeśli zabiją
Wu przed zamknięciem sklepów, mo\na się spodziewać, \e któryś z nich usłyszy strzały i
przybiegnie. Nawet pózniej istniało pewne ryzyko. Będą musieli zało\yć kominiarki.
- Myślę, \e powinniśmy to załatwić w następujący sposób - powiedział powoli po
angielsku i Turcy nadstawili uszu.
Po wyjściu rodziców Chin-Mei zrobiła herbatę swojemu braciszkowi Langowi, dała mu
bułkę i ry\, po czym usiadła razem z nim przed telewizorem.
Nagle rozległo się głośne, natarczywe pukanie do drzwi. Wstrzymując ze strachu
oddech, Chin-Mei ściszyła telewizor. Lang spojrzał na nią zdziwiony, lecz ona przystawiła
palec do ust, pokazując, \eby był cicho.
- Panie Wu? - odezwał się kobiecy głos. - Jest pan tam, panie Wu? Mam wiadomość od
pana Changa.
Chin-Mei pamiętała, \e Chang był człowiekiem, który uratował ich ze statku.
- To wa\ne - mówiła kobieta. - Pan Chang powiedział, \e jesteście w
niebezpieczeństwie. Pracowałam z panem Mahem. Zabito go. Wam te\ to grozi. Musicie
znalezć sobie jakieś nowe mieszkanie. Pomogę wam je znalezć.
Chin-Mei zastanawiała się, czy nie powinna pójść z tą kobietą. Potem jednak
przypomniała sobie, \e ojciec zakazał jej otwierać komukolwiek drzwi. Nie mogła być
nieposłuszna.
Kobieta chyba sobie poszła - pukanie ustało. Chin-Mei włączyła z powrotem fonię i
przez kilka minut oglądała komediowy serial. Potem usłyszała zgrzyt klucza w zamku.
Czy\by rodzice ju\ wrócili?
Kiedy wyjrzała do przedpokoju, drzwi otworzyły się i do środka wtargnął niedu\y
śniady mę\czyzna. Zamknął za sobą drzwi i wycelował do niej z pistoletu. Chin-Mei
krzyknęła i próbowała podbiec do telefonu, lecz mę\czyzna skoczył za nią, złapał ją wpół i
przygwozdził do podłogi, a potem zawlókł jej płaczącego brata do łazienki, wepchnął go do
środka i zamknął drzwi.
- Stul gębę - nakazał dziewczynie. - Jeśli jeszcze raz krzykniesz, zabiję cię. - Wyjął z
kieszeni komórkę i wystukał numer. - Jestem w środku - powiedział. - Są tutaj dzieciaki.
W mieszkaniu Lincolna Rhyme'a, pogrą\onym w półmroku z powodu szalejącej za
oknem burzy, śledztwo nie posuwało się w ogóle do przodu. Sachs siedziała, popijając
spokojnie ziołową herbatkę, co z jakiegoś powodu potwornie irytowało Rhyme'a.
Fred Dellray pojawił się z powrotem i międlił w palcach niezapalonego papierosa.
- Nie byłem zadowolony, kiedy to usłyszałem, i nie jestem zadowolony teraz - oznajmił.
- Nie. Jestem. Zadowolonym. Facetem.
Nawiązywał do tak zwanych problemów z dyslokacją zasobów wewnątrz Biura, które
spowodowały poślizg w przydzieleniu im większej liczby agentów. Osobiście Dellray
podejrzewał, \e facetom z Departamentu Sprawiedliwości przemyt ludzi nie wydaje się
szczególnie seksowny i z tego względu nie poświęcają mu zbyt du\o czasu.
Z dowodami rzeczowymi ze wszystkich miejsc przestępstw te\ raczej im się nie
szczęściło.
- No dobra, a co z tą czerwoną hondą, którą Duch ukradł na pla\y? - odezwał się z
niecierpliwością Rhyme. - Czy ktoś jej szuka w leśnych ostępach? Pojazd jest przecie\ na
liście pilnie poszukiwanych.
- Przykro mi, Linc - odparł Sellitto. - Zero informacji.
- Mam ochotę się napić - westchnął zniechęcony Rhyme. - Nadeszła pora na koktajl.
- Doktor Weaver zakazała ci alkoholu przed operacją - przypomniał Thom.
- Powiedziała, \ebym unikał alkoholu, Thom. Unikanie to jeszcze nie abstynencja.
- Nie będę się z tobą wdawał w spory semantyczne, Lincoln. śadnego alkoholu -
zaznaczył zdecydowanym tonem asystent i wycofał się do kuchni.
Rhyme zamknął oczy i z gniewem wcisnął głowę w oparcie fotela. Wyobra\ał sobie -
co było kompletnym absurdem - \e w wyniku operacji odzyska władzę w ramieniu. Nikomu o
tym nie mówił, ale często fantazjował, i\ operacja pozwoli mu podnosić ró\ne rzeczy. Czuł
niemal, jak jego palce zaciskają się na chłodnej szklance whisky.
Naraz zamrugał powiekami, słysząc brzęk szkła na stojącym obok stoliku. W nozdrza
wpadł mu surowy, przydymiony zapach whisky. Otworzył oczy. To Amelia Sachs postawiła
małą szklaneczkę szkockiej na poręczy jego wózka.
- Nie jest zbyt pełna - mruknął, ale w podtekście zrozumiałym dla nich obojga
zabrzmiało to jak  dziękuję . [ Pobierz całość w formacie PDF ]




 

Powered by WordPress dla [Nie kocha się ojca ani matki ani żony ani dzieca, lecz kocha się przyjemne uczucia, które w nas wzbudzają]. Design by Free WordPress Themes.