[ Pobierz całość w formacie PDF ]

Paragon kopnął go w kostkę.
 Cicho! Jeżeli sypniesz Tajemniczego, to kto nam zostanie?
Mandżaro wzruszył ramionami. Patrzał za kołyszącą się postacią profesora, badacza podziemnej
fauny, naukowca, który jeszcze przed kilkoma minutami był groznym Marsjaninem i budził w nich
strach. Profesor przeszedł już całą kawiarenkę, a gdy znalazł się za furtką, obejrzał się i z uśmiechem
skinął ręką.
Paragon odpowiedział mu skinieniem.
 Niech to gęś kopnie  rzekł z goryczą.  Mamy cholernego pecha do naukowców.
ROZDZIAA DZIEWITY
1
Jola została sama. Przed nią widniało wąskie i niskie wejście do podziemnego korytarza. Gdy
Perełka znikł wśród zalegających zbocze jałowców i głogów, pani inspektor zawahała się:  A może
zawołać go i odradzić ryzykowną wyprawę? Wnet jednak doszła do przekonania, że byłoby to po
prostu tchórzostwem.  Na obiad prawdopodobnie będę już w domu  pomyślała i z desperacką
zaciętością rzuciła się w czarną czeluść. Przejście było wąskie. Z trudem przecisnęła się przez
przełaz. Po chwili znalazła się w małej niszy omurowanej płaskimi ciosami. Zaświeciła latarką. Po
słonecznym blasku promień bijący z latarki wydał się tak nikły, że z trudem odsłaniał przed nią
drogę. Dopiero gdy zwężone zrenice przywykły do mroku, ujrzała przed sobą spróchniałe pale,
podtrzymujące kamienne sklepienie. Między palami, po omszałych ścianach, spływały rdzawe
strumyki wody. Powietrze było duszne i stęchłe.
Szła wolno, ostrożnie, przystając co chwila i rozglądając się dokoła. Długi korytarz zdawał się
nie mieć końca. Napełniał go gęstniejący mrok i niemal niedosłyszalne szmery. Było ciemno. Poczuła
się zupełnie osamotniona, jakby ten mrok odgradzał ją od reszty świata. Zadrżała... Chciała zawrócić,
kiedy w głębi korytarza usłyszała coś jak ciche westchnienie. Ogarnął ją strach... Przylgnęła do
wilgotnej, śliskiej belki i szeroko rozwartymi oczami śledziła czarny tunel.
 Może mi się tylko tak zdawało  przemknęła pokrzepiająca myśl. W tunelu znowu było pusto i
głucho. Jola ruszyła przed siebie. %7łwir cienko zazgrzytał pod jej sandałami.  Kiedy nareszcie
skończy się ten przeklęty korytarz?
Zanim to pomyślała, krąg światła z jej latarki natrafił na ślepą ścianę. Wydawało się, że korytarz
kończy się w tym miejscu, lecz rozejrzawszy się, z lewej strony spostrzegła niskie wejście do
bocznego odgałęzienia. Czarny otwór zionął jeszcze gęstszym mrokiem. Biło zeń lodowatym
chłodem.
Jola zatrzymała się. Wpatrzona w czarny otwór stała nieruchomo. Nie miała odwagi ruszyć się
ani nawet głębiej odetchnąć. Wtedy znowu, jakby spod ziemi, doszły do niej jakieś odgłosy 
podobne do podzwaniania opuszczonym łańcuchem. Drgnęła.
 Zawrócę  pomyślała z ulgą.  Nie ma sensu narażać się dla zabawy... Chłopcy Klub
Detektywów traktują strasznie poważnie, ale przecież to tylko zabawa... A jednak nie wypada
wycofywać się... Tam z drugiej strony idzie Perełka... On liczy na mnie... Nieładnie byłoby go
zawieść... Niech się dzieje, co chce!
Myśl o Perełce, który zbliżał się od strony baszty, dodała jej odwagi. Ruszyła przed siebie.
Strome schody opadały gwałtownie na dno czarnej czeluści. Schodząc, Jola doznała wrażenia, że
za każdym stopniem otwiera się pod nią niezgłębiona otchłań. Schodziła wciąż niżej... niżej... Naraz
znalazła się w podziemnej pieczarze. Zwiatło latarki rozlało się, rozproszyło... Z głębi mroku
wyłoniły się ocembrowane ściany... Jola odetchnęła... Zrobiła jeszcze kilka kroków. Wtem w oczy
chlusnęła jej smuga jasnego światła... Oślepiła ją zupełnie jak cios zadany między oczy. Krzyknęła
krótko, rozpaczliwie. Ktoś schwycił ją za ramię i w tej samej chwili usłyszała napięty głos:
 Co ty tu robisz?
Latarka wypadła jej z rąk. Potoczyła się po kamieniach, zgasła. Ludzki głos nabrał tajemniczej
barwy:
 Co ty tu robisz?
Nie mogła pozbierać spłoszonych myśli, długą chwilę milczała. Nagle ocknęła się, wszystko
wydało jej się proste i nawet nieco komiczne. Przecież człowiekiem, który ściskał jej ramię, mógł
być tylko malarz z plebanii. Powiedziała więc normalnym głosem:
 O, jak dobrze, że pana spotkałam... zdaje mi się, że zabłądziłam.
Spoza ściany świata ujrzała chudą, bladą twarz malarza. W jego oczach tkwiło przerażenie.
 Kto cię tu sprowadził?
 Mnie?  wzruszyła ramionami.  Ja tu sama przyszłam.
 Nie kłam! Jak tu trafiłaś?
 Normalnie.
 Kłamiesz!  zawołał. Przyciągnął ją bliżej i jeszcze mocniej ścisnął jej ramię.
 Dlaczego pan się tak denerwuje? Mówię panu, że zabłądziłam... Nie przypuszczałam, że te
podziemne korytarze są takie długie  powiedziała z nutką kpiny. Strach zupełnie ją opuścił.
Zdawało jej się, że malarz bardziej od niej się boi.
 Jak się tutaj dostałaś?
 Od strony przystani.
 Wejście było otwarte?  zdumiał się.
 Po prostu znalazłam dziurę... Myślałam, że to grota, i weszłam. Byłabym panu bardzo
wdzięczna, gdyby mnie pan stąd wyprowadził, bo zdaje mi się, że sama nie dam rady.
Powiedziała to tak prosto, tak naturalnie, że malarz zamilkł na chwilę. Jola nie dała mu jednak
wytchnienia. Z nutką zadowolenia zapytała:
 A pan?... Co pan tu robi?
Malarz zaklął. Potem nachylił się nad nią i rzekł syczącym, wściekłym głosem:
 Słuchaj, jeżeli powiesz komukolwiek, że mnie tu widziałaś, to... zapamiętaj, że koniec z tobą...
Jola zrozumiała, że w tej chwili skończyła się towarzyska rozmowa. Wzruszyła jednak ramionami
i powiedziała zdziwiona:
 No, wie pan... a co mnie to wszystko obchodzi?
Malarz jeszcze mocniej ścisnął jej ramię.
 Pamiętaj... nikogo tutaj nie widziałaś i w ogóle tutaj nie byłaś.
 Jeżeli panu na tym zależy, to mogę w ogóle nie wiedzieć o pana istnieniu.
 I o istnieniu tego wejścia, rozumiesz?
 Rozumiem. I w ogóle mogę o niczym nie wiedzieć. Błagam tylko, żeby mnie pan wyprowadził
z tych potwornych ciemności, bo niedługo mam obiad i mama się będzie denerwowała.
Malarz odetchnął z ulgą. Pani inspektor tak znakomicie odegrała rolę niewinnej dziewczynki
błądzącej w podziemiach zamku, że mistrz palety uspokoił się niemal zupełnie. Teraz chodziło
jedynie o to, żeby ją wyprowadzić z podziemi, zanim wrócą wspólnicy. Wyciągnął więc z kieszeni
chustkę.
 Nie bój się  zwrócił się do Joli  muszę ci zawiązać oczy. Za dziesięć minut będziesz już
poza zamkiem.
Pani inspektor wyczuła, że malarz znalazł się w kropce, więc powiedziała:
 Czy ta chustka jest koniecznie potrzebna?
Malarz jednak nie zwracał uwagi na jej protesty. Zawiązał jej mocno oczy, wziął ją za rękę i
pociągnął za sobą.
2 [ Pobierz całość w formacie PDF ]




 

Powered by WordPress dla [Nie kocha się ojca ani matki ani żony ani dzieca, lecz kocha się przyjemne uczucia, które w nas wzbudzają]. Design by Free WordPress Themes.