[ Pobierz całość w formacie PDF ]

kominkiem górował portret jakiegoś chłopca w niebieskim kubraczku i bluzce z koronkowym
\abotem. Poni\ej obrazu stały dwa porcelanowe, ręcznie malowane wazony, pasujące do odcienia
ubrania chłopczyka. Pomarańczowe fotele wcią\ pokrywała chroniąca je przed zabrudzeniem folia.
Pomiędzy oknami, w których powiewały łososiowe zasłony, umocowano wysokie, strzeliste lustro.
Pod nim stał stoliczek z półokrągłym blatem i giętymi nó\kami. Obok drzwi, prowadzących
prawdopodobnie do sypialni księ\nej Daisy, stała złocona rzezba na wysokim postumencie. Dwie
chińsko-angielskie szafki w kształcie piramidek, z ciemnego drzewa, przyciągały wzrok swoją
oryginalnością. Zresztą nic tu nie było pospolite.
Stryj znowu nalegał, \ebym opowiedziała mu, skąd mam mój  cudowny samochód.
95
Spełniłam tę prośbę z przyjemnością:
- Gdybym miała go kupić za własne pieniądze, na pewno nie byłoby to mo\liwe. Polscy
artyści nie zarabiają a\ tak du\o... Biorąc pod uwagę to, \e samochód został przerobiony specjalnie
dla mnie, jego cena wzrosłaby do pułapu wręcz nieosiągalnego dla przeciętnego śmiertelnika.
- Tylko \e ty, siostrzyczko, potrafisz skwapliwie wykorzystywać podrzucane ci przez los
okazje.
- Tak. I w momencie, gdy firma produkująca ferrari zaproponowała mi kontrakt reklamowy,
zgodziłam się, pod warunkiem, \e zamiast honorarium dostanę samochód, który przystosują do
moich potrzeb. Ku mojemu zaskoczeniu, przyjęli ofertę - wyjaśniłam. - Od pamiętnych wakacji
spędzonych z tobą, stryju, marzyłam o wozie podobnym do wehikułu...
Rozło\yliśmy przyniesione dla nas łó\ka polowe i wypakowaliśmy z pokrowców śpiwory. Co
prawda w sali, w której kustoszką pozwoliła nam przenocować, nie brakowało pięknych mebli, ale
zdecydowanie niewskazana była ich eksploatacja - mogłyby ulec zniszczeniu, więc bez szemrania
postanowiliśmy spędzić noc na połówkach.
Mimo duchoty, grube mury zamku nie nagrzewały się i w pomieszczeniach panował chłód -
w dzień przyjemny, wieczorem przeszywający.
- Od samego początku wiedziałem, \e włamania do grobowców są sprawką Batury! -
zapewnił Jacek, sadowiąc się na łó\ku polowym.
Dookoła roznosił się zapach farby emulsyjnej.
- Dlaczego ktoś naznosił tutaj tyle drewna? - zapytałam panią Monikę, spoglądając na
zarzuconą drewnianymi klockami podłogę.
- Kominiarze sprawdzali dzisiaj, czy kominki działają poprawnie. Kiedy wszystko zostanie
odnowione, zamierzam urządzać w tych pomieszczeniach wieczorki poetyckie. śeby stworzyć
niepowtarzalny nastrój, będziemy palić w kominkach - odpowiedziała.
Jacek od dziecka lubił zabawiać się z ogniem, więc i tym razem postanowił spróbować:
- Mo\emy rozpalić ogień? Obawiam, się, \e pózniej zrobi się tu zimno. Grube mury są bardzo
wychłodzone. Wolałbym, \eby Zośka nie rozchorowała się tu\ przed trasą koncertową...
- Myślę, \e nawet wskazane byłoby przetestowanie pracy kominiarzy. Masz moje
pozwolenie, Jacku. Zabierz się, proszę, do tego po męsku.
Zdjęłam buty, opatuliłam się śpiworem i zwróciłam się do pani Moniki, która właśnie
rozlewała herbatę z termosu do fili\anek:
- Czy mo\e nam pani zdradzić, do kogo nale\ały te pokoje, w których teraz jesteśmy?
- Urządzono tutaj apartamenty pani domu. Mieszkała w nich między innymi słynna księ\na
Daisy - dodała widząc pomarańczową okładkę pamiętników napisanych przez księ\ną, które
trzymałam w rękach z zamiarem dalszego ich studiowania.
 Kto mógłby przypuszczać, \e będę spała w prywatnym salonie księ\nej Daisy? -
pomyślałam zadowolona, dowiedziawszy się, \e ró\owa komnata nale\ała do Marii Teresy, \ony
Jana Henryka XV.
- Daisy była ostatnią właścicielką Pszczyny?
- Nie. Po rozwodzie Daisy z księciem pszczyńskim - Janem Henrykiem XV, pałac ten był
zamieszkiwany przez Clotildę, drugą \onę księcia. Co ciekawe, ta sama kobieta została wkrótce
\oną jego syna i matką jego wnuków.
Jacek i Krzysztof nie wykazywali oznak zainteresowania biografią księ\nej, natomiast ja ju\
zdą\yłam się z nią zapoznać, i teraz zabrałam się do czytania pamiętników księ\nej. Szczególnie
96
zainteresował mnie taki oto fragment:
Dawno postanowiłam, \e po śmierci chcę zostać skremowana. Pomyślałam więc o
przygotowaniu odpowiedniej urny. Właściwie nawet nie wiem, dlaczego czułam wtedy taką
potrzebę. Mo\e obawiałam się, \e kiedy umrę, stanie się tak, jak w przypadku cesarzowej Eugenii.
Miała grobowiec we Francji, wykonany 30 lat przed śmiercią, ale kiedy był potrzebny, nikt
nie wiedział, gdzie jest, po prostu nie potrafiono go odszukać i musiano zbudować inny.
Urna na moje prochy (nazywam ją popielniczką) została wykonana z ładnej, jasnej
błyszczącej stali, z płaskorzezbą złotej stokrotki i czterema małymi złotymi nó\kami. Gdy moja
pokojówka rozpakowała ją, była strasznie rozczarowana, gdy\ miała nadzieję, \e jest to pudełko
czekoladek. Zadziwiające, \e w tak niewielkiej przestrzeni miałam zmieścić się cała.
- Słuchajcie, a mo\e księ\na, zgodnie z wcześniejszym \yczeniem, została skremowana, a
Batura niepotrzebnie szukał jej zwłok? - głośno pomyślałam.
W odpowiedzi Jacek tylko wzruszył ramionami, zapalając zapałkę. Po chwili jednak
wybąknął:
- Batura nie szukał ciała, tylko pereł. Rozumiesz? Pereł! Po co mu szczątki kobiety?
Ogień w kominku z wolna budził się do \ycia. Jasno\ółte płomienie nie zdą\yły jeszcze
roz\arzyć do czerwoności szczap drewna. Na razie najintensywniej płonęły kawałki podartego
kartonu...
Nagle spostrzegłam coś, czego wcześniej tam nie było. Na tylnej ściance kominka, za
paleniskiem, ukazała się złota stokrotka. Kwiat był rozpostarty na całej powierzchni ścianki.
- Bingo! Ha, to jest rozwiązanie zagadki! Przecie\ to jasne jak słońce. No, ruszcie się,
popatrzcie tam! - poganiałam ospałych towarzyszy. Spojrzeli na mnie jak na wariatkę, tymczasem
ja byłam pewna, \e przypadkowo udało nam się wyjaśnić sprawę, przez którą Batura zbezcześcił
kilka krypt i grobowców.
- Piękna, ale skąd ona się tutaj wzięła? - zdziwiła się kustoszka oglądając stokrotkę. -
Niejednokrotnie opisywaliśmy te sale, na potrzeby ró\nych wydawnictw projektujących
przewodniki po Zląsku i jestem przekonana, \e tego rysunku nie było wewnątrz kominka. Tydzień
temu porównywaliśmy obecny stan sali z rejestrem sprzed stu lat, \eby móc jak najprecyzyjniej
odtworzyć zdobienia i dałabym sobie głowę uciąć, \e ani ów rejestr z przedwojennych ksiąg, ani
moje oczy nie odnotowały stokrotki... Czary, po prosto czary! - wzdychała. [ Pobierz całość w formacie PDF ]




 

Powered by WordPress dla [Nie kocha się ojca ani matki ani żony ani dzieca, lecz kocha się przyjemne uczucia, które w nas wzbudzają]. Design by Free WordPress Themes.