[ Pobierz całość w formacie PDF ]

przeze mnie przesuwają.
 Ale dzięki temu wyszedłeś  przypomniał mu Durnik.
 Wydaje mi się czasem, że wolałbym zostać.  Silk zadrżał znowu.  Czy
musimy o tym rozmawiać?
Na nagim zboczu drewno trudno było znalezć, a jeszcze trudniej ściąć. Twar-
de, sprężyste głogi stawiały zacięty opór ciosom Durnikowego topora. Po godzi-
nie, gdy zapadał już zmrok, zebrali zaledwie trzy skromne wiązki.
 Zauważyliście kogoś?  zapytał Barak, kiedy wrócili do jaskini.
 Nie  odparł Silk.
 Taur Urgas na pewno cię szuka.
 Jestem przekonany.  Silk rozejrzał się dookoła.  Gdzie Relg?
 Schował się głębiej, żeby dać oczom wypocząć  wyjaśnił Belgarath. 
Znalazł wodę, a właściwie lód. Musimy go roztopić, zanim napoimy konie.
Durnik rozpalił maleńkie ognisko i ostrożnie wkładał w płomienie gałązki
i kawałki drewna, oszczędzając skromny zapas paliwa. Noc spędzili w niezbyt
wygodnych warunkach.
Rankiem ciocia Pol spojrzała na Relga badawczo.
 Przestałeś kasłać  zauważyła.  Jak się czujesz?
 Bardzo dobrze.  Starał się nie patrzeć wprost na nią. Fakt, że była kobietą,
wprawiał go w straszliwe zakłopotanie; w miarę możliwości próbował jej unikać.
 Co się stało z twoim przeziębieniem?
 Chyba nie mogło przejść przez skałę. Zniknęło, kiedy wczorajszej nocy
wyszedłem z Silkiem ze zbocza.
Przyjrzała mu się z uwagą.
 Nie przyszło mi to do głowy  mruknęła.  Nikt jeszcze nie zdołał wy-
leczyć przeziębienia.
199
 Przeziębienie nie jest aż tak ciężką chorobą  wtrącił zbolałym głosem
Silk.  Gwarantuję ci, że prześlizgiwanie się przez skały nigdy nie będzie popu-
larnym lekarstwem.
Cztery dni zajęło im przejście przez góry do rozległej niecki, którą Belgarath
nazywał Pustkowiem Murgos. I kolejne pół dnia, by po stromym bazaltowym
zboczu dostać się na czarny piasek dna.
 Cóż powodem było tak ogromnej depresji?  zdziwił się Mandoral-
len, spoglądając na jałową równinę pokrytą chropowatą skałą, czarnym piaskiem
i brudnoszarymi plamami soli.
 Było tu kiedyś morze wewnętrzne  wyjaśnił Belgarath.  Gdy Torak
rozłamał świat, wstrząs zniszczył wschodni brzeg i woda wypłynęła.
 To musiał być wspaniały widok  westchnął Barak.
 Mieliśmy wtedy na głowie inne sprawy.
 Co to?  Zaalarmowany Garion wskazał coś sterczącego z piasku daleko
przed nimi. Stwór miał ogromny łeb z długim pyskiem uzbrojonym w ostre zęby.
Oczodoły wielkości cebrów zdawały się przypatrywać im złowrogo.
 Chyba nie miały nazwy  odparł spokojnie Belgarath.  %7łyły w morzu,
zanim wyciekła woda. Od tysięcy lat są martwe.
Mijając morskiego potwora Garion przekonał się, że pozostał z niego tylko
szkielet. %7łebra miał rozmiarów głowni w stodole, a zbielałą czaszkę wielką jak
koń. Puste oczodoły obserwowały ich obojętnie.
Mandorallen, znowu w pełnej zbroi, przyglądał się czaszce.
 Przerażający potwór  mruknął.
 Popatrz, jakie ma zęby  zauważył z podziwem Barak.  Jednym kłap-
nięciem przeciąłby człowieka na pół.
 To się zdarzyło kilka razy  wtrącił Belgarath.  Dopóki ludzie nie na-
uczyli się unikać tego miejsca.
Przejechali zaledwie kilkanaście mil, gdy wiatr nabrał mocy i pędził między
czarnymi wydmami pod ołowianym niebem. Piasek przesuwał się i unosił, aż
wreszcie, gdy wiatr jeszcze przybrał na sile, odrywał się z wierzchołków wydm
i kłuł ich w twarze.
 Musimy się gdzieś schować!  Belgarath starał się przekrzyczeć wichu-
rę.  Burza piaskowa będzie jeszcze gorsza, jeśli oddalimy się od gór.
 Są w pobliżu jakieś groty?  zapytał Relga Durnik.
Relg pokręcił głową.
 Na nic się nam nie przydadzą. Są wypełnione piaskiem.
 Tam.  Barak wskazał stos głazów, wyrastający na skraju łachy soli. 
Jeśli staniemy po zawietrznej, osłonią nad przed burzą.
 Nie!  krzyknął Belgarath.  Musimy zostać na nawietrznej. Piasek zbie-
ra się za skałami. Może zasypać nas żywcem.
200
Dotarli do skał i zsiedli z koni. Wiatr szarpał im płaszcze, a piasek unosił się
nad pustkowiem niby ogromna czarna chmura.
 Nędzne to schronienie, Belgaracie!  wrzasnął Barak. Broda powiewała
mu wokół ramion.  Jak długo to może potrwać?
 Dzień. . . dwa dni. . . czasem nawet tydzień.
Durnik podniósł odłamek skały. Przyglądał mu się uważnie, obracając w dłoni.
 Jest popękany w prostokąty  oznajmił.  Aatwo da się ustawiać. Może-
my zbudować mur dla osłony.
 To strasznie długo potrwa  zaprotestował Barak.
 A masz coś innego do roboty?
Do wieczora ściana sięgała ramion. Zakotwiczyli namioty do jej szczytu i wy-
żej po stronie skał. Dzięki temu mogli przynajmniej częściowo ukryć się przed
wiatrem. Wewnątrz panował ścisk, gdyż musieli schować też konie, ale przynaj-
mniej byli osłonięci przed burzą.
Kulili się tak przez dwa dni. Wiatr gwizdał obłąkańczo dookoła, a napięte płót-
no namiotów łopotało głośno. Wreszcie wszystko ucichło, czarny piasek opadł
wolno, a cisza niemal dzwoniła w uszach.
Gdy wyszli, Relg raz tylko spojrzał w górę, po czym zakrył twarz rękami
i padł na kolana, modląc się rozpaczliwie. Niebo nad nimi miało barwę jasnego,
chłodnego błękitu. Garion stanął obok rozmodlonego fanatyka.
 Wszystko będzie dobrze, Relgu  powiedział. Bez zastanowienia wycią-
gnął rękę.
 Nie dotykaj mnie  rzucił Relg i modlił się dalej.
Silk wytrzepywał z ubrania pył i piasek.
 Czy takie burze często się zdarzają?  zapytał.
 Teraz jest na nie pora  stwierdził Belgarath.
 Cudownie  mruknął zgryzliwie Drasanin.
Nagle rozległ się głuchy łoskot, dobiegający jakby z głębi ziemi. Grunt zako-
łysał się.
 Trzęsienie ziemi!  ostrzegł Belgarath.  Zabierzmy stąd konie!
Durnik z Barakiem skoczyli do kryjówki i wyprowadzili zwierzęta zza drżącej
ściany na solną łachę. Po chwili kołysanie ustało.
 Czy to dzieło Ctuchika?  chciał wiedzieć Silk.  Będzie z nami walczył
trzęsieniami ziemi i burzami piaskowymi?
Belgarath pokręcił głową.
 Nie. Na coś takiego nikomu nie wystarczy sił. Oto jest przyczyna.  Wska-
zał na południe. Daleko za pustkowiem dostrzegli szereg czarnych wierzchołków.
Z jednego unosił się czarny pióropusz dymu, kłębił się w powietrzu i wrzał w ob-
łokach. [ Pobierz całość w formacie PDF ]




 

Powered by WordPress dla [Nie kocha się ojca ani matki ani żony ani dzieca, lecz kocha się przyjemne uczucia, które w nas wzbudzają]. Design by Free WordPress Themes.