[ Pobierz całość w formacie PDF ]

 I do niej.
Zirytowany Zach wyrzucił ramiona w górę.
 Po czyjej jesteś stronie, co?
49
R
L
T
 Po prostu mam wątpliwości.
Zach spiorunował go wzrokiem. Jakich jeszcze argumentów powinien
użyć, by przyjaciel przejrzał w końcu na oczy? Jaka szkoda, że Dylan nie
odziedziczył kilku genów po swoim przodku Caldwellu. Przecież nie na-
kłania go do napadu na bank. Rysunki są jego własnością. Technicznie rzecz
biorąc, należą w połowie do Kaitlin, ale moralnie całkowicie do niego. Musi
chronić firmę zatrudniającą tysiące pracowników.
 Muszę wiedzieć, czy ona mnie nie zrujnuje  oznajmił.  Wiemy,
że zamierza się mścić. Sam pomyśl, gdyby obawiała się tylko o mój
sprzeciw w kwestiach estetycznych, to sama rzuciłaby mi te rysunki prosto
w twarz. Nie, stary, mówię ci, ona coś knuje.
Dylan zamyślił się głęboko.
 Niby co?  zapytał w końcu, a Zach już wiedział, że go przekonał.
 Chce wpędzić firmę w takie tarapaty, z których się nie
wydostaniemy, zobaczysz.
 Uważasz, że ona...
 Nie wiem, co ona knuje. O to właśnie chodzi. Nic nie wiem o tej
kobiecie poza jednym: że oskarża mnie o wszystkie swoje porażki.
W głębi ducha Zach przyznawał, że nieco mijał się z prawdą. Wiedział
trochę więcej o Kaitlin. Na przykład to, że była piękna, inteligentna i
dowcipna. Gdy ją całował, zapominał, że są wrogami. I pragnął jej mocniej
niż jakiejkolwiek kobiety na świecie. To zaś oznacza, że musi być twardy i
zdeterminowany, inaczej nie wygra. Uczucia stanowią przeszkodę, którą
należy usunąć.
 Gdyby chodziło o ciebie  rzekł do Dylana  kłamałbym, kradł i
oszukiwał, byle cię ocalić.
 To nie fair  bronił się Dylan.
50
R
L
T
 Jak to?  zdziwił się Zach.
 Bo i tak kłamiesz, kradniesz i oszukujesz pod byle pretekstem.
Zach wyszczerzył zęby w uśmiechu. Obaj wiedzieli, że to tylko żart.
 To dlatego, że w głębi serca jestem piratem  oznajmił, wiedząc, że
ma Dylana po swojej stronie.
 A ja nie.
Zach klepnął go z rozmachem w ramię.
 Ale pracuję nad tobą.
Zdegustowany Dylan potrząsnął głową. Poddał się
i nie zamierzał dłużej oponować.
 Daj mi te cholerne kluczyki  warknął.  I jesteś mi winien
przysługę.
Zach wyjął zapasowe kluczyki i podał je Dylanowi.
 Odwdzięczę się, kiedy tylko zechcesz. Za godzinę będziemy w
Boondocks. Parking znajduje się przy Czterdziestej Czwartej ulicy.
 Jak w ogóle do tego doszło?  spytał Dylan, obracając w ręku
kluczyki.
 Ostatnio co rano stawiam sobie to pytanie.
 Może gdybyś wrócił na uczciwą drogę...  rzucił przyjaciel z
krzywym uśmiechem.
 Cały czas na niej jestem. A teraz wez się dla mnie do roboty, okej?
Zach wyszedł z gabinetu i pojechał windą na drugie piętro. Przyszło
mu na myśl, że Dylan ma trochę racji. Przecież celowo wpakował Kaitlin do
ciasnej klitki.
Nie był szczególnie dumny ze swojego najnowszego planu, ale nie
widział innej możliwości uzyskania informacji. Sytuacja stawała się
krytyczna. Znalezienie nowej posady dla Kaitlin nie przebiegało wcale tak
51
R
L
T
gładko, jak się spodziewał. Istniało zagrożenie, że będzie musiał się zgodzić
na jej projekt renowacji budynku, a to nie wchodzi w grę. Trzeba
przedsięwziąć konkretne kroki.
Znalazł się pod jej drzwiami, gdy właśnie je zamykała przed wyjściem
do domu. Miała ze sobą laptopa i skórzaną teczkę.
 Wybierasz się gdzieś na kolację?  zapytał.
Spojrzała na niego spłoszonym wzrokiem, rozglądając się, jakby się
bała, że ktoś ich podsłuchuje.
 A czemu pytasz?  W jej głosie wyczuł podejrzliwość.
 Mam spotkanie w interesach.
 Na jachcie?
Próbował zinterpretować jej odpowiedz. Czy była to przygana, czy
raczej żart? Czyżby myśl o przebywaniu z nim sam na sam ją zaniepokoiła?
A jeśli tak, to z jakiej przyczyny? Czy nadal jej się podobał?
 W Boondocks  odparł.  Spotykam się z Rayem Lambertem.
Pomyślałem, że chętnie byś go poznała.
To ją wyraznie zaciekawiło. Lambert pełnił funkcję prezesa
nowojorskiego Stowarzyszenia Architektów. Zach był pewien, że Kaitlin nie
odmówi.
 Umówiłeś się z Lambertem?  spytała ostrożnie.
 Tak, na kolację. Z nim i z jego żoną.
 I chciałbyś mnie tam zabrać?
 Jeżeli nie masz czasu...  Zach obojętnie wzruszył ramionami.
 Ależ mam. Usiłuję tylko zrozumieć twoje intencje.
W duchu podziwiał jej bystrość i przenikliwość. Była sprytna, ale on
zdoła ją przechytrzyć. Lambert to prawdziwy as w rękawie.
 To nic trudnego. Przyrzekłaś oddać mi firmę pod pewnymi
52
R
L
T
warunkami, chciałbym je spełnić.  Była to częściowo prawda.  Skoro
chcesz robić karierę w tym mieście, powinnaś poznać Raya.
 I nic się pod tym nie kryje?
Automatycznie opuścił wzrok na jej pełne wargi.
Nie planował nadać głosowi kuszącego brzmienia ani nachylić się do
niej, ale tak właśnie się stało.
 Co niby miałoby się kryć?
 Obiecałeś  przypomniała mu zaniepokojona.
 Ty także.
 Przecież nic nie robię.
 Ani ja  skłamał. Jego ciało stało się przekaznikiem ogarniającego
go pożądania.  Zwodzi cię wyobraznia.
 Przyglądasz mi się.
 A ty mnie.
 Zach...
 Katie.  To było głupie i mogło zrujnować jego subtelny plan na
wieczór, ale nie umiał się powstrzymać: grzbietem dłoni musnął jej rękę.
Zwykłe dotknięcie, a wywarło piorunujący efekt. Policzki Kaitlin się
zaczerwieniły, oczy pociemniały. Poczuł przypływ podniecenia.
 To nie będzie randka.
 Nie ufasz sobie?  odważył się zapytać.
 Przede wszystkim nie ufam tobie!
 Sprytne.
Inteligentnie odbiła piłeczkę. Zach wiedział, że najważniejsza jest
firma. Za wszelką cenę musiał obejrzeć rysunki Kaitlin, od tego zależało
wszystko: dobro Harper Transportation i pracowników firmy, zachowanie
dziedzictwa rodowego.
53
R
L
T
 Robisz wiele, żebym odmówiła  zauważyła.
 Szczerze mówiąc, sam już nie wiem, co robię  wyznał, zanim
zdążył ugryzć się w język.
To, co czuł w stosunku do Kaitlin, było dość skomplikowane.
Desperacko pragnął ją pocałować. Marzył o jej ciele. Gdyby mógł, zerwałby
z niej ubranie i kochał się z nią bez pamięci. Wtedy jednak sprawy firmy
wymknęłyby się spod kontroli.
Odsunął się z wysiłkiem.
 Kolacja z Rayem Lambertem?  upewniła się.
Skinął głową bez słowa. Jego plan zadziałał, tak jak się spodziewał.
Ocena stanu emocji drugiej osoby jest zdumiewająco skutecznym [ Pobierz całość w formacie PDF ]




 

Powered by WordPress dla [Nie kocha się ojca ani matki ani żony ani dzieca, lecz kocha się przyjemne uczucia, które w nas wzbudzają]. Design by Free WordPress Themes.