[ Pobierz całość w formacie PDF ]

faktycznie może się tu zjawić, żeby dać mi popalić. Ta
deska dla niego to było coś świętego... Z drugiej jednak
strony wyglądasz na kogoś, kto powinien pojeździć po
falach, a tata z zapałem uczył innych sportu, który tak
bardzo uwielbiał.
- Przez moment wpatrywał się w sprzęt na podeście.
Potem spojrzał na Grace.
- Bardzo ci współczuję. Kiedy on...
- Rok temu - odpowiedziała szybko, a po chwili do-
dała: - Rak. - Przecież większość ludzi chciała to wie-
dzieć.
- Naprawdę bardzo ci współczuję.
- Dziękuję. A więc... decydujesz się?
Nie, raczej nie. A gdzie twój pies?
- Kiedy wychodziłam, Rufus spał. Nie chciałam
przerywać mu drzemki. Może i lepiej, że został, ze
względu na Eleanor. Ona nie lubi sama być w domu, a
jej nie można zabierać nad wodę.
- Eleanor? Czyli kto?
- Moja kotka.
- Kotka? No tak, rzeczywiście. Koty raczej nie bie-
gają po plaży. Mówisz, że cierpi, kiedy Rufusa nie ma
w domu?
- Są nierozłączni. Zostali porzuceni przez poprzed-
nich właścicieli, którzy przyjechali tu na wakacje. Ja-
kie to wredne, prawda? Najpierw wzięłam ze schroni-
ska kotkę, potem Rufusa. Przyprowadziłam go do do-
mu, przedstawiłam mu Eleanor i obojgu wyjaśniłam,
że choć tego nie wiedzą, coś ich łączy, a mianowicie
schronisko. Dlatego powinni się z sobą zaprzyjaźnić.
Następnego ranka zastałam ich na kanapie, przytulo-
nych do siebie. I tak już zostało. Nie mogą bez siebie
żyć.
Typowe, pomyślał Dean. Takie świruski zwykle
mają miękkie serca do zwierząt, a zwłaszcza do przy-
błędów. Hm... Czyżby jego też rozpatrywała w tych
kategoriach? Dlatego uparła się zabrać go na ten sur-
fing, chociaż widzi, że on nie ma najmniejszej ochoty?
- Posłuchaj mnie, lodowa damo. Nie jestem porzu-
coną istotą, którą na gwałt trzeba ratować.
- Oczywiście, panie Zgorzkniały...
- Przepraszam?
- To ja przepraszam. Panie Wright, oczywiście! -
poprawiła się szybko. - Pomyślałam tylko, że
może masz ochotę spróbować czegoś nowego. Pewnie
zostaniesz tu co najmniej przez całą jesień. Surfować
można jeszcze przez kilka tygodni. Powinieneś to wy-
korzystać. To świetna zabawa.
Zabawa. Znów to słowo. Odbiło się echem w jego
głowie i poruszyło kilka niewłaściwych strun. Jego
mózg nie dał rady temu się przeciwstawić. Ale z dru-
giej strony - zabawa. Rozrywka. Relaks. To wcale nie
brzmi źle.
- Muszę pracować.
- Pracować będziesz wieczorem. Przecież na tej
wyspie wieczorami nic innego nie można robić. Prze-
konasz się.
- Pracuję wieczorami i w ciągu dnia też! Żyję w re-
alnym świecie, szanowna pani! - rzucił ze złością, zły
przede wszystkim na siebie, bo czuł, że jego opór za-
czyna słabnąć. W końcu zawsze miał ochotę popróbo-
wać surfingu.
Grace rozejrzała się wokół.
- Tutaj też jest świat realny, szanowny panie. Na
przykład ten dom.
- Bzdura. Cała ta wasza wyspa, plaża... Ludzie
przyjeżdżają tu tylko dla relaksu. Nie jest więc to świat
realny.
- Mylisz się. Nie ma na świecie nic bardziej realnego
niż ocean.
- Powiedziała to z łagodnym uśmiechem. Znowu.
Ten znaczący uśmiech, taki.... wszystkowiedzący.
Jakby tylko ona znała tajemnicę życia, poznała coś, co
dla innych niepojęte.
- No cóż, nie będę cię do niczego zmuszać siłą -
oświadczyła. - Myślałam, że dasz się namówić. Ale
trudno. Wracaj do swojej pracy.
Nie wiadomo, co było faktycznym powodem jego
reakcji. Czy to, że Grace sprawiała wrażenie, jakby się
poddała. Czy to, że tak naprawdę miał na surfing wiel-
ką ochotę. Czy z kolei to, że był stęskniony relaksu,
którego nie zaznał od wieków.
- Poczekaj! - zawołał do Grace, która zeszła już na
podest. - Jak zakłada się ten kombinezon?
ROZDZIAŁ PIĄTY
- Zimno.
- Wcale nie.
- Zimno jak na Arktyce.
Grace westchnęła. Ten człowiek ledwie zanurzył
palec w wodzie i już narzeka.
- Przyzwyczaisz się.
Kiedy? Czy dopiero kiedy odmrożę sobie dłonie i mi
odpadną?
- Wcześniej. A gdybyś jednak miał sobie coś od-
mrozić, to żaden powód do zmartwienia, bo wtedy
człowiek nie czuje już zimna. - Spojrzał na nią tak, że
miało pójść jej w pięty, ale jej wzrok był czysty i nie-
winny. - Wchodzimy do wody. Ja pierwsza, ty za mną.
Kiedy woda sięgnie do pasa, kładź się na desce, na
brzuchu, i wiosłuj rękami.
Odwróciła się i weszła do wody. Usłyszała z tyłu [ Pobierz całość w formacie PDF ]




 

Powered by WordPress dla [Nie kocha się ojca ani matki ani żony ani dzieca, lecz kocha się przyjemne uczucia, które w nas wzbudzają]. Design by Free WordPress Themes.