[ Pobierz całość w formacie PDF ]

konkret. Pojechałem, znalazłem. Tak trudno jest zesłać zdanie, które składa się z pięciu
słów? Chyba nie, z przepowiedni sądząc - Boromir zakończył swą gniewną przemowę,
kierowaną do horyzontu.
- Mówisz o tej przepowiedni, przez którą wyruszyłeś z domu?
- Tak. Zaczynała się właśnie od słów:  Znajdz miecz, co był złamany, Imladris
kryją go jary .
Merry pokiwał głową. Zapadła cisza.
- To zabawne - odezwał się wreszcie Boromir, wciąż patrząc gdzieś przed siebie. -
Ruszyłem na tę wyprawę, żeby rozwiązać zagadkę i znalezć odpowiedz na tajemnicze
pytania. Ale tak naprawdę - *tak naprawdę* - jechałem po ten miecz. I wiesz, coś ci teraz
wyznam - Gondorczyk spojrzał na niego swymi przenikliwymi oczami, robiąc krótką,
znaczącą pauzę. Merry pytająco uniósł brwi. - Byłem przekonany, że on jest dla mnie -
Boromir uśmiechnął się krzywo, jak z kiepskiego żartu. - Dla mnie, albo dla mojego
brata. Bo przecież nie bez powodu, ja, wojownik, dostaję takie wskazówki, prawda? Oto
nie księgi mam szukać, nie klejnotów ani skarbów, ale miecza. A właśnie mieczy
potrzebujemy teraz w Minas Tirith najbardziej. Czyż to nie zadziwiający zbieg
okoliczności? Sądziłem, że w Imladris czeka na mnie broń, która pomoże mi odeprzeć
atak Mordoru. I że zostałem wezwany, ponieważ uznano mnie godnym tego oręża. Ta
myśl dodawała mi sił w drodze. Bałem się tylko, czy aby na pewno taki miecz istnieje,
czy to nie przypadkiem tylko legenda. Okazało się, że istnieje, a jakże, zobaczyłem go na
własne oczy. Tylko, już na miejscu, okazało się, że jest drobny szczegół, o którym jakoś
w przepowiedni nie było mowy. Taki drobiazg, którego nie mogłem przewidzieć. Otóż
do rękojeści dołączony jest przyszły król w ramach kompletu. - Boromir uśmiechnął się
gorzko. - A moja rola ogranicza się do tego, by dziedzicowi Isildura towarzyszyć w
drodze. I to tyle. Cała moja wyprawa była po nic. Byłem potrzebny tylko po to, by
Aragorn dostał znak, że nadchodzi jego czas. Nie można tego było prościej rozwiązać,
zamiast ciągać mnie przez pół świata? Wystarczyło zesłać tę przepowiednię jemu...
- Nie znam się na przepowiedniach - odparł Merry - jestem tylko małym hobbitem,
który chciał pomóc swemu kuzynowi w trudnej wyprawie, a skończył gdzieś w górach,
jako giermek króla Rohanu. Ale, osobiście, jestem wdzięczny tej przepowiedni, która cię
ściągnęła do Rivendell, bo gdyby nie ty, zostałbym na wieki pogrzebany pod śniegami
Karadhrasu, razem z Pipinem i resztą Drużyny. I wiem, że to bardzo egoistyczne z
mojej strony, ale cieszę się, że mogłeś być, jak to określiłeś, znakiem.
Boromir uśmiechnął się i trącił go po przyjacielsku łokciem.
- Dalibyście sobie radę beze mnie - oznajmił. - Taka dzielna Drużyna na pewno by
nie zginęła pod śniegiem.
- No, fakt, zamarzlibyśmy dużo wcześniej. Ty jeden pamiętałeś, żeby wziąć
drewno na ognisko.
- No cóż, wiem coś niecoś o podróżowaniu w górach - odparł Boromir, mile
połechtany słowami hobbita.
- No właśnie. I dlatego bardzo się cieszę, że byłeś tam z nami.
Boromir westchnął i nie odpowiedział.
- Co ja mam robić?- szepnął po dłuższej chwili. - Jak mam znalezć dla siebie
miejsce? Jaka jest moja rola w tym wszystkim?
- Pewnie niedługo się dowiesz - odparł Merry, obejmując kolana ramionami. - A w
tej twojej przepowiedni nie było żadnych innych wskazówek?
Boromir w zadumie pokręcił głową.
- A możesz mi powiedzieć, jak ona brzmiała w całości?- zainteresował się Merry. -
Nigdy jej nie słyszałem.
Boromir wyrecytował mu więc krótki wiersz-zagadkę. Hobbit słuchał uważnie, a
na zakończenie uśmiechnął się lekko.
- Jaki optymistyczny finał - oznajmił. - Niziołki górą.
- Pierwszy raz usłyszałem wtedy o niziołkach - mruknął Boromir, zadumany. -
Myślałem, że to tylko legenda.
- A można spytać, jak sobie nas wyobrażałeś?
- Czy ja wiem? Podobnych do krasnoludów, tylko mniejszych. W każdym razie
rzeczywistość przeszła moje najśmielsze oczekiwania - Boromir z uśmiechem skłonił się
Merry emu.
- Ja myślę. Powiedz mi jeszcze raz ten wiersz.
- Po co?
- Chcę ułożyć sobie to wszystko po kolei.
Boromir wyrecytował go ponownie.
- A więc tak, co my tu mamy?- Merry wyprostował się ochoczo, bo nikt tak jak
hobbici nie przepada za rozpracowywaniem zagadek. - Po pierwsze znalezć miecz. To
raz  Meriadok uniósł dłoń i zaczął zaginać kolejne palce, dla zaakcentowania słów. -
Dwa, wysłuchać narady. Swoją drogą to bardzo krzepiące, że Imladris jest potężniejsze
od Morgulu, nie uważasz? Trzy- co tam było?
- Znak, że zbliża się godzina przeznaczenia.
- A, właśnie. Trzy- zobaczyć znak. To Pierścień nim był, prawda?
- Tak sądzę.
- Cztery. Zaufać niziołkom.
- Tam nic nie było o zaufaniu.- poprawił go Boromir.
- Czytam między wierszami.
- Skoro tak, to może wyczytasz, jaka jest moja rola w tym wszystkim?- Boromir
oparł podbródek na dłoni i spojrzał na niego z rozbawieniem. - I co mam dalej robić?
Powiadają, że najgorsze burze rodzą się z małych chmur, a największe rany zadaje
nie miecz, a nierozważne słowo. Merry emu często przydarzało się, że mówił różne
rzeczy bez zastanowienia i potem żałował tego, co powiedział. Jego niewyparzona gęba
nie raz ściągała na niego kłopoty, ale do tej pory szczęśliwie nie wyrządził nikomu
żadnej krzywdy, ot, nałykał się wstydu i tyle.
Teraz jednak stało się inaczej.
I odtąd, za każdym razem, kiedy wracał wspomnieniami do tej chwili, choćby nie
wiadomo ile lat od niej upłynęło, nieodmiennie odczuwał zimny dreszcz. Bo nie ulegało
wątpliwości że, gdyby nie jego głupota, losy Zródziemia potoczyłyby się inaczej. Czy
lepiej, czy gorzej - trudno orzec.
Ale na pewno inaczej.
- Jak dla mnie jest to zupełnie jasne - odparł Merry beztrosko.
- Ach, tak?
- No, bo zobacz - ciągnął bezmyślnie - Miałeś znalezć miecz, prawda? Miecz jest tu
moim zdaniem najważniejszy, bo od niego przepowiednia się zaczyna. Ufaj radom
Elronda, a problem Zguby Isildura zostaw niziołkom. Tak ja to rozumiem. Twoim
zadaniem było odnalezienie miecza. I Aragorna. A skoro zostałeś wysłany z Minas
Tirith po ten miecz właśnie, to z nim powinieneś też powrócić. Nie wiem, doprawdy,
nad czym się tu zastanawiać, bo to jasne jak słońce.
- Tak sądzisz?- Boromir uniósł brwi, a rozbawienie, malujące się do tej pory na jego
twarzy, ustąpiło miejsca nagłemu skupieniu. Ale Merry nie zwrócił na to uwagi,
paplając dalej.
- No, przecież. Przepowiednia mówi ci, że masz znalezć miecz. Można z tego
śmiało wnioskować, że znalazłszy, powinieneś przywiezć go do domu, razem z
Aragornem w komplecie, jak to grzecznie byłeś łaskaw wcześniej ująć. Reprezentujesz
Gondor, a miejsce przyszłego namiestnika jest u boku przyszłego króla, czyż nie?
Boromir zmarszczył czoło i raptownie odwrócił głowę, przetrawiając zasłyszane
słowa.
- Masz rację, Merry... -powiedział cicho, ze zdziwieniem.
- Pewnie, że mam - odparł Merry nieuważnie, zadowolony z siebie. - Skoro
Aragorn chce zostać królem, a ty -z tego, co rozumiem- jesteś z urzędu opiekunem
tronu, to powinieneś czuwać przy Dziedzicu Isildura, niezależnie od tego, czy ci się
podobają jego roszczenia czy nie. Takie jest twoje zadanie, moim skromnym zdaniem.
- Masz rację! - powtórzył Boromir i dopiero widząc jego roziskrzony wzrok, Merry
poczuł pierwsze ukłucie niepokoju.
- No, tak, ale teraz jest i tak po fakcie - odparł, wzruszając ramionami. - Aragorn [ Pobierz całość w formacie PDF ]




 

Powered by WordPress dla [Nie kocha się ojca ani matki ani żony ani dzieca, lecz kocha się przyjemne uczucia, które w nas wzbudzają]. Design by Free WordPress Themes.