[ Pobierz całość w formacie PDF ]

Siedzący w limuzynie mężczyzni wymienili spojrzenia.
Byli zlii sfrustrowani.
- Zapomniałam czegoś - powiedziała Kelly ulicę dalej.
- Wysiądętutaj.
Taksówka zatrzymała się.
Kelly wysiadła, zapłaciła za kursi poszław stronę pobliskiego szpitala.
Taksiarz popatrzył za nią i pomyślał: mam nadzieję, że idzie do psychiatry.
Po chwili światło zmieniło się na zielonei limuzynaskręciła w lewo.
Dwa skrzyżowania dalej mężczyzni dostrzegli włączający się doruchusamochód i kierowca
przyspieszył.
Pięć minut pózniej Kelly zatrzymała kolejnątaksówkę.
- Ten, który strzelał.
Przyjrzała mu się pani?
- spytał detektywGreenburg.
Diana pokręciła głową.
- Nie.
Wszystko zdarzyło się tak szybko, że.
- To poważna sprawa.
Nasi ludziewydłubali kuleze ściany.
To pociski kaliber 45, mogąprzebić kamizelkę kuloodporną.
Miały panie szczęście.
- Lekko sięzawahał.
-Naszymzdaniem nasłał go Altieri.
108
Diana z trudem przełknęłaślinę.
"Przezjakiś czas nie będę się przepracowywał.
Może wyrównam tylko kilkastarych rachunków.
"
- Sprawdzamy to.
Kiwnęła głową.
Greenburg przyglądałsię jej przezchwilę.
- Ta walizeczka z dokumentami.
Wiepani, co w niej było?
- Nie bardzo.
Richard wychodził z nią co rano do pracy, a wieczoremzawsze przynosił ją dodomu.
Kiedyś widziałam tepapiery.
Jakieśobliczenia, wykresy.
Greenburg wziął zestołu obrączkę.
- I mówi pani, że nigdyjej nie zdejmował?
-Nigdy.
- Czy przed śmiercią nie zachowywał się inaczej niż zwykle?
Niczymsię nie stresował?
Nic go nie martwiło?
Pamięta pani, co robił albo mówiłtego ostatniego dnia?
Był ranek.
Leżeli nago włóżku.
Richard delikatnie pogłaskał ją poudach i powiedział: "Wrócę pózno, ale zarezerwuj dla mnie
parę godzin".
Dotknęłago tam, gdzie najbardziej lubił i odparła:
"Chwalipięta".
- Pani Stevens?
Wróciła do rzeczywistości.
- Nie, niepamiętam.
Wszystko było.
normalnie.
- Załatwię dla pani ochronę.
I jeśli.
Zadzwonił dzwonek udrzwi.
- Spodziewa się pani kogoś?
-Nie.
Greenburg kiwnął głową.
- Otworzę.
Podszedł do drzwi, przekręcił klamkę i domieszkania wpadła jak burzaKelly Harris.
Nie zwracając uwagi na Greenburga, stanęła przed Dianą i oświadczyła:
- Musimy porozmawiać.
Diana osłupiała.
- Przecież miała pani jechać do Paryża.
-Jadę okrężną drogą.
Greenburg podszedł bliżej.
- Detektyw Earl Greenburg, paniKelly Harris.
-Ktoś próbował włamać się do mojego pokoju - powiedziała Kelly.
- W hotelu?
Zawiadomiła pani ochronę?
109.
- Tak.
Przyszli za pózno, tamci uciekli.
Ochroniarz odprowadził mniedo taksówki.
- Domyśla się pani, ktoto był?
-Nie.
- Próbowali wyważyćdrzwi?
-Nie, stalina korytarzu.
Jeden udawałkelnera, drugi hotelowego ochroniarza.
- Zamawiała pani coś do pokoju?
-Tak.
- Pewnie się pani tylkowydawało - wtrąciła Diana.
- Rano ktośdonasstrzelał, więc.
- Już mówiłam - warknęła Kelly.
- Nie chcę mieć z tym nic wspólnego.
Po południu wracam doParyża.
Niech pani powie swoim mafioso,żeby dali mi święty spokój.
Odwróciła się i wyszła.
- O co tuchodzi?
- spytał Greenburg.
- Zamordowano jej męża.
Pracował w tej samej firmie co Richard.
W Kingsley international Group.
Kelly poszła prosto do recepcji.
- Wyjeżdżam - oświadczyła.
- Może panzarezerwować dla mnie bilet nanajbliższysamolot do Paryża?
- Oczywiście, pani Harris.
%7łyczy pani sobie konkretnąlinię?
- Wszystko jedno,aby szybciej.
Przeszła przez hol, wsiadła do windy, wcisnęła guzik trzeciego piętra.
Zaczęły zamykać siędrzwi, gdy nagle ktoś je przytrzymał i do windywsiadło dwóch
mężczyzn.
Kelly przyjrzała się im,szybko wysiadłai skręciła w stronę schodów.
Nie, ani myślę ryzykować, pomyślała.
Na trzecim piętrze drogę zagrodził jej krępy, potężnie zbudowany mężczyzna.
- Przepraszam.
- Chciała go obejść.
- Ciii.
- Mężczyzna trzymał w ręku pistolet ztłumikiem.
Kelly zbladła.
- Co pan.
-Zamknij gębę.
Masz w ciele tyle dziur ile trzeba i jeśli nie chceszmieć dodatkowej, bądz cicho.
Bardzocicho.
Schodzimy na dół.
Uśmiechał się, lecz gdy uważniej przyjrzałasię jego twarzy, stwierdziła, żeto nie
uśmiech, że na górnej wardze mężczyzna ma bliznę od noża,która wykrzywia mu usta.
- Idziemy.
110
Nie! Nie zamierzam umierać przeztę głupią babę.
- Chwileczkę.
Pan się pomylił.
Lufapistoletu dzgnęła ją wbok tak mocno, że Kelly omal nie krzyknęła.
- Ani słowa!
Idziemy.
Ukrył pistolet za plecami, chwycił ją zaramię i boleśnie ścisnął.
Przerażona Kelly próbowałanie ulechisterii.
- Proszę -powiedziała cicho.
- To nie ja.
Dzgnął jąw plecy i omal nie zwinęła się z bólu.
Zciskał ją za ramię takmocno, że straciła czucie w dłoni.
Ruszyli w dół schodów.
Zeszlidoholu.
Był zatłoczony, lecz gdy tylkopomyślała: zacząć krzyczeć czy nie, mężczyzna warknął:
- Ani się waż.
Ulica.
Przy krawężnikuczekała terenówka.
Dwa samochody dalej policjant wypisywał mandat.
Mężczyzna poprowadził ją do tylnych drzwiterenówki.
- Wsiadaj - rozkazał.
Kelly zerknęła na policjanta.
- Dobrze - odparła gniewnym, podniesionym głosem.
- Wsiądę,alenajpierw coś cipowiem.
To, co proponujesz, jestobrzydliwe, dlategozapłacisz stówę ekstra.
Policjant spojrzał wich stronę.
Mężczyznawybałuszył oczy.
- Co ty, do diabła.
-Nie?
To pocałujmnie gdzieś, ty obleśny sukinsynu.
Zdecydowanym krokiem podeszła do policjanta.
Mężczyzna nie spuszczał jej z oczu.
Usta miałuśmiechnięte, oczymartwe.
- Tenzboczeniec mnie napastuje - powiedziała Kelly.
Nie zwalniająckroku, poszła dalej i zerknęła przez ramię.
Gdypolicjant ruszył w stronęmężczyzny, wsiadła do taksówki.
Ten otwierał już drzwisamochodu, ale policjant powstrzymał go gestem ręki.
- Chwileczkę.
Nagabywanie prostytutek jest w tym stanie zabronione.
- Wcale jej.
-Dokumenty poproszę.
Pańskie nazwisko?
- Harry Flint - odparł mężczyzna, patrząc za odjeżdżającą taksówką.
Ato suka.
Zabiję ją.
Powoli.
111.
Rozdział 22
Kelly wysiadła, szybkim krokiem podeszła do drzwi i wcisnęła guzik dzwonka.
Drzwi otworzył Greenburg.
- Czy mogę.
Zobaczyła w saloniku Dianę, ominęła go i weszła domieszkania.
- Co się dzieje?
- spytała Diana.
-Przecież.
- To pani mi powie, co się dzieje.
Miała pani powiedziećswoim kumplom, żeby dali mi święty spokój, a oni próbowali mnie
porwać.
Dlaczego?
Dlaczego chcą mnie zabić?
- Nie wiem, nie mampojęcia. [ Pobierz całość w formacie PDF ]




 

Powered by WordPress dla [Nie kocha się ojca ani matki ani żony ani dzieca, lecz kocha się przyjemne uczucia, które w nas wzbudzają]. Design by Free WordPress Themes.