[ Pobierz całość w formacie PDF ]

dzieje. Także Glyn przywykł już do myśli, że jeśli przy Myrze pojawi się ktoś bardziej przyszłościowy,
to będzie zmuszony usunąć się w cień. Teraz o tym nie myśli. Jeśli rzeczywiście do tego dojdzie, to
cóż, trzeba będzie się jeszcze rozejrzeć dookoła.
%7łycie seksualne z Myrą przynosi mu satysfakcję i radość. Także z jej strony dostrzega oznaki
zadowolenia. Jednak ta intymność stępiona jest świadomością, że ich związek to przede wszystkim
układ, mający przynosić obopólne korzyści. Kiedy jest z Myrą, Kath znika z jego myśli. Nie dlatego,
że Myra mogłaby ją zastąpić. Raczej dlatego, że nigdy nie pojawia się na tej samej płaszczyznie co
Kath.
 Pracujesz, prawda?  pyta Myra.
 Tak, pracowałem  odpowiada Glyn, ale dziwna apatia w jego głosie daje jej niewielką
przewagę.
 Taki ładny dzisiaj dzień.
Zgadza się, że tak, rzeczywiście ładny. Powoli zaczyna odgadywać, do czego Myra zmierza.
Nie minety trzy minuty, a Glyn przystaje na jej plan. Wycieczka. Wyjazd na łono natury. Spacer, może
lunch za miastem. Albo... jeśli się uda, zrobiła już pierwsze rozeznanie, jest taka zabytkowa posiadłość
wiejska, otwarta dzisiaj dla publiczności. Ale... może już tam był.
Nie był. I właściwie nie ma nic przeciwko temu, żeby tam zajrzeć. Myra czuje, że ma dzisiaj
szczęście. Glyn się zgadza. Sam się sobie dziwi. Przedtem jednak musi zająć się korespondencją, która
od jakiegoś czasu leży na jego biurku, a zwłaszcza kilkoma pilnymi listami.
Myra jest wniebowzięta. Nie ma problemu, znajdzie sobie coś do roboty. W ciągu następnej
godziny pozmywała naczynia, opróżniła lodówkę z różnych przeterminowanych produktów, zapako-
wała śmieci do dużego worka i przygotowała go do wyrzucenia, a na koniec odkurzyła mieszkanie.
Zrobiła wszystko, czego Glyn może się po niej spodziewać, i między innymi dlatego woli utrzymywać
między nimi dystans. Jego podziękowanie nie jest zbyt wylewne.
Ona to zauważa i stara się zachować taktownie.
R
L
T
 Obawiam się, że trochę mnie poniosło  mówi przepraszającym tonem.  Znasz mnie,
wiesz, że lubię porządek.
Owszem, zna. Myra przypomina mu, że jej mieszkanie to ideał domowego ładu i zacisza, nie
licząc łóżka, w którym ma znalezć pociechę.
 Zresztą ty nie masz czasu ani chęci, prawda? Gosposia, która u ciebie sprząta, wyraznie nie
zauważa pewnych newralgicznych miejsc. Oczywiście twoja żona nigdy by...
Stop. Posunęła się o krok za daleko. Kath to temat tabu. Glyn wpada jej w słowo.
 Kath nigdy nie zaprzątała sobie tym głowy  ucina stanowczo.
Myra jest trochę zmieszana, nie wie, co myśleć. Czy Glyn chce przez to powiedzieć, że Kath
zaniedbywała domowe obowiązki? Czy może, że była ponad takie trywialne rzeczy? W każdym razie
rozumie, że przeciągnęła strunę, i szybko dokonuje rozsądnego odwrotu; sięga do torby, wyciąga mapę
i proponuje, by się zastanowić, jak najprościej dojechać do wiejskiej posiadłości.
Glyn się orientuje, że wycieczka jest dobrze przemyślana. Nie pozostaje mu nic innego, jak do-
cenić i pochwalić strategiczne talenty Myry. Aatwo dał się złapać w sidła, nie stawiał nawet tak wiel-
kiego oporu, jakiego można by się po nim spodziewać. Raz jeszcze uświadamia sobie, że jest z nim coś
nie tak. Dopuścił, by Myra nim manipulowała, rzecz nie do pomyślenia. Może Glyn zapada w niezwy-
kły letarg, gdy w grę wchodzi praca? Bo przecież chętnie zobaczy posiadłość, która datuje się bodaj na
czternasty wiek i na pewno odkryje przed nim jakieś swoje tajemnice warte poznania.
Glyn prowadzi samochód. Myra jest pilotem, wokół czego robi wiele szumu. Upaja się sukce-
sem swego przebiegłego spisku. Myśli o ich związku i być może widzi w swym triumfie zachwianie
dotychczasowego porządku, złamanie nieustępliwego stanowiska Glyna. Mówi nieprzerwanym poto-
kiem słów i nie dostrzega, że Glyn jest bardziej wyciszony niż zwykle, jakby nieobecny. Gdy Myra się
rozgada, często gubi myśl i skacze z tematu na temat. Nigdy to nie przeszkadzało Glynowi, dla którego
słowa Myry nie były tym samym, czym jej wygląd, i który, gdyby tylko chciał, w każdej chwili zdo-
minowałby ją w rozmowie. Dzisiaj jednak nie chce. Myra ma wolną rękę, mówi cały czas, dopóki nie
docierają do celu podróży. Mówi nawet dalej, ucisza ją dopiero przewodnik, który zaczyna opro-
wadzać gości.
Zabytkowa posiadłość wiejska jest dla Glyna przede wszystkim fascynującym zbiorem znaków
i zakodowanych odniesień. Mało interesują go odgrodzone grubą liną meble, rękodzieła i eksponaty
złupione w ciągu stuleci podczas zamorskich wypraw kolejnych angielskich pokoleń. Całą uwagę in-
tuicyjnie skupia na tym, by odgadnąć treści, jakie kryją nagromadzone tu dobra. Jak ta budowla wpły-
nęła na środowisko? Co zniknęło pod tym założeniem parkowym? Pod tym jeziorem? Jak dalece
wpłynęło to na rozwój miejscowej gospodarki?
Z kolei dla Myry, co staje się coraz bardziej oczywiste, wiejska posiadłość to tylko dodatek do [ Pobierz całość w formacie PDF ]




 

Powered by WordPress dla [Nie kocha się ojca ani matki ani żony ani dzieca, lecz kocha się przyjemne uczucia, które w nas wzbudzają]. Design by Free WordPress Themes.