[ Pobierz całość w formacie PDF ]

Gretchen mu powierzy, tym pełniej go posiądzie. Gretchen zaczyna
się niecierpliwić.
- No, zapytaj mnie, ilu ludzi zabiłam. Chcę ci to powiedzieć. Archie
wzdycha.
- Ilu ludzi zabiłaś, Gretchen?
- Ty będziesz moją dwusetną ofiarą.
Archie przełyka z wielkim trudem. Jezu Chryste, myśli. Kurwa mać.
- To bardzo dużo - wyrzuca z siebie.
- Czasami kazałam zabijać swoim kochankom. Ale zawsze sama
decydowałam, kogo. Każdy z nich zabijał na moje polecenie. Mogę
chyba to zaliczyć na swoje konto, prawda?
- Możesz.
- Boli cię? - Jej twarz jaśnieje. Archie kiwa głową.
- Opowiedz. - Głos Gretchen jest miękki, kojący.
- Nie mogę oddychać. Kiedy próbuję zrobić pełniejszy wdech, żebra
wbijają mi się w ciało.
- Jakie to uczucie? - Jej oczy lśnią.
Przez chwilę Archie szuka właściwych słów.
- Jakby ktoś owinął mi płuca drutem kolczastym, który kaleczy
mnie do krwi przy każdym oddechu.
- A cięcie operacyjne?
- Zaczyna pulsować. Ten ból jest inny. Właściwie bardziej mnie
piecze niż boli. Kiedy się nie ruszam, jest dobrze. Głowa mi pęka.
Najbardziej boli za oczami. Ta rana na brzuchu, gdzie dzgnęłaś
mnie skalpelem, jest chyba zakażona. I do tego wszystko mnie
swędzi. Całe ciało. Mam wrażenie, że moje ręce śpią. W ogóle ich
nie czuję.
- Chcesz dostać tabletki?
Archie wyobraża sobie skutki ich działania: nagłe dreszcze i mgłę,
która spowija wszystko. Na tę myśl zaczyna się ślinić.
- Tak - mówi.
- Wszystkie?
- Nie. - Odpowiedz ma gotową. - Nie chcę znów dostać halucynacji.
Oglądam wtedy swoje życie. I widzę ich wszystkich, jak na mnie
patrzą. I Debbie.
- Czyli tylko amfetaminę i kodeinę?
- Tak.
- Może trochę więcej kodeiny?
- Tak - dyszy Archie. - Poproś mnie o ta
- Czy mogę dostać trochę więcej kodeiny? Gretchen uśmiecha się
słodko. - Możesz.
Na stole pod ścianą są ustawione butelki z lekarstwami. Gret-chen
wytrząsa z nich tabletki, nalewa wody do szklanki i wraca do
Archiego. Wkłada mu tabletki do ust, daje pić. Nie sprawdza już,
czy połknął. Nie musi.
Zrodki zaczną działać dopiero po kwadransie, więc Archie próbuje
jakoś oderwać uwagę od swojego ciała, skazanego na powolną
śmierć. Gretchen siedzi obok na krześle. Dłonie grzecznie złożone
na kolanach. Nie odrywa od niego wzroku.
- Dlaczego zostałaś psychiatrą? - pyta Archie po długiej chwili
milczenia.
- Nie jestem psychiatrą - odpowiada ona. - Czytałam tylko trochę
książek.
- Ale masz przeszkolenie medyczne.
- Pracowałam w szpitalu na izbie przyjęć. Studiowałam medycynę,
ale rzuciłam studia. - Gretchen uśmiecha się szeroko. -Byłby ze
mnie świetny lekarz, nie uważasz?
- Chyba pytasz niewłaściwą osobę.
Znów zapada cisza, ale Gretchen jest niespokojna.
- Chcesz usłyszeć, jakie miałam\ poronione dzieciństwo? - py-
ta z nadzieją w głosie. - Opowiedzieć ci o kazirodztwie? O biciu?
Archie potrząsa głową.
- Nie - bełkocze. - Może pózniej.
Pierwszy dreszcz rodzi się na samym środku jego twarzy i spływa
wezbraną falą aż do stóp. Zostań tam, gdzie jesteś, rozkazuje sobie
Archie. Nie myśl o Debbie. Nie myśl o dzieciach. Zostań, gdzie
jesteś.
Gretchen patrzy na niego z zachwytem. Wyciąga dłoń i czule gładzi
go po policzku. Ten gest, jak miał już okazję się przekonać, często
oznacza, że zaraz zrobi coś strasznego.
- Chcę cię zabić, Archie - mówi łagodnie. - Obmyśliłam to sobie.
Marzę o tym od lat.
Muska płatek jego ucha opuszkami palców. To bardzo przyjemne.
Archie oddycha już nieco lżej; kodeina zgłuszyła ból połamanych
żeber i rozpłatanego ciała.
- Więc zrób to - mówi.
- Chcę, żebyś wypił płyn do czyszczenia rur - informuje go
Gretchen takim tonem, jakby chodziło o gatunek wina, które mają
podać na przyjęciu. - Do tej pory zawsze robiłam to szybko. Kiedy
trzeba było kończyć, wszyscy pili dużo na raz. Wtedy śmierć
przychodzi momentalnie i niespodziewanie. - Jej twarz ożywia się
nagle. - Ale z tobą chcę to zrobić bez pośpiechu. Chcę patrzeć, jak
doznajesz śmierci. Chcę, żebyś pił ten płyn powoli. Jedną łyżkę
dziennie. Chcę sprawdzić, jak długo to potrwa. Jak na ciebie
podziała. Nie chcę się spieszyć.
Archie patrzy w jej oczy, utkwione w nim. Niesamowite, myśli, co
za straszliwa otchłań psychopatii kryje się pod tą spokojną urodą.
Gretchen wyczekująco unosi brwi.
- Czekasz na moje błogosławieństwo? - pyta Archie.
- Mówiłeś, że będziesz grzeczny. Wysłałam przesyłkę do Hen-
ry'ego. Tak jak prosiłeś.
- Więc tak to sobie wymarzyłaś? Mam dobrowolnie pić truciznę?
Gretchen kiwa głową, przygryzając wargę. [ Pobierz całość w formacie PDF ]




 

Powered by WordPress dla [Nie kocha się ojca ani matki ani żony ani dzieca, lecz kocha się przyjemne uczucia, które w nas wzbudzają]. Design by Free WordPress Themes.