[ Pobierz całość w formacie PDF ]

- Karl i ja będziemy spotykali się częściej - uśmiechnął się Hans. - Jeśli
poluje tak dobrze, jak mówią, będzie znakomicie. Ja mogę zagwarantować
dobrą sprzedaż rysich skór.
- No proszę - Knut ziewnął i zgarnął popiół w kominku. - Z tego co wiem,
jutro wybiera się do nas pastor.
- Wręcz przeciwnie - odparła Sebjorg. - To my wybieramy się do pastora.
Zakładam, że pastor zamierza zadać nam wiele szczegółowych pytań.
- Na pewno nie będzie gorzej niż u wszystkich, którzy przez to przeszli -
uśmiechnął się Knut. - Wyśpijcie się dobrze i wyjedzcie jutro odpowiednio
wcześnie. Pastor bardzo nie lubi, gdy ktoś się spóznia.
Po chwili, życzywszy sobie dobrej nocy, wszyscy się rozeszli, a Emilie
zdmuchnęła ostatnie z płonących świec. Mimo wszystko był to przyjemny
wieczór. Wieczór, za który Emilie i Knut będą chwaleni; i który powtórzą
zapewne nieraz podczas tej zimy.
Było już dobrze po północy, kiedy w Rudningen nastała wreszcie cisza, a
domownicy szybko zasnęli. Jedyną istotą, która czuwała, był pies. Przez cały
wieczór słyszał odgłosy drapania, rzucono mu nawet kawałek mięsa. Ale osoba
karmiąca tego wieczoru psa nie należała do mieszkańców posiadłości...
Rozdział szósty
Następnego dnia Sebjorg i Hans udali się do domu pastora. Hans trzymał
wodze i bardzo podobała mu się jazda bryczką, do której zaprzęgnięto konia
Knuta. Był to silny koń pociągowy, który z lekkością ciągnął wóz w górę
stromych zboczy, w stronę kościoła i plebanii.
- Daleko macie do świątyni - zauważył Hans, gdy zbliżali się do szczytu
wzgórza. - Da się przejechać tędy zimą?
- Inni mieszkańcy wsi mają zdecydowanie dłuższą drogę. - Gdy na
horyzoncie zauważyli dom proboszcza, Sebjorg poprawiła kapelusz. -
Zazwyczaj zimą jest dużo śniegu więc da się dojechać saniami. Tylko w czasie
łagodniejszych okresów, gdy jest lód, bywa dla koni zbyt ślisko.
- Czy tutaj będziemy brali ślub? - Hans zatrzymał konia przed murem
cmentarza i z zadziwieniem wpatrywał się w średniowieczny, drewniany
kościół. - Zbudowany jest z belek i ułożonych na sobie słupów?
- Tak, dokładnie tak, jak mówisz. - Sebjorg uśmiechnęła się, bo kościół
zdecydowanie różnił się od kamiennych kościołów w Danii. Zarówno wiejskie
świątynie, jak i duże katedry w Danii zbudowane były z kamienia.
- Po rozmowie z pastorem możemy pójść na cmentarz - zaproponowała
Sebjorg. - Wokół drzwi do kościoła jest wiele pięknych płaskorzezb.
Hans spojrzał na kieszonkowy zegarek i przytaknął. Zegarek wskazywał
kilka minut przed pierwszą, więc nie mogli być bardziej precyzyjni. Kiedy
tylko zajechali pod probostwo, zjawił się stajenny i zajął się ich koniem.
Chwilę pózniej otworzyły się główne drzwi i jakaś pani zaprosiła ich do środka.
Wyraznie było widać, że czekano na ich przyjazd. Nie wszyscy duchowni tacy
byli. Wielu było niedostępnych. Często kazali parafianom czekać, nim
wpuszczono ich do środka.
- Tędy proszę. - Dziewczyna nie mogła nie zwrócić uwagi na suknię Sebjorg
i uśmiechnęła się przepraszająco, gdy jej wzrok spotkał się ze wzrokiem
Sebjorg. Ciemnoniebieski strój z białą bluzką na guziczki robił wrażenie.
- Od dawna tutaj pracujesz? - spytała cicho Sebjorg, rozpoznając w jednej ze
służących dziewczynę z Wollo.
- Dwa lata - wyszeptała w odpowiedzi dziewczyna, gdyż nie było jej wolno
rozmawiać z gośćmi.
- Czy jest dla ciebie dobry? - Sebjorg trochę bawiło przestraszone spojrzenie
służącej.
W końcu niewiele osób zadawało jej takie pytania, zwłaszcza pod drzwiami
gabinetu pastora.
- O, tak. - Kiwnęła głową i się zarumieniła. Nie miała na co narzekać.
Zarówno duchowny, jak i jego żona dobrze ją traktowali.
Gdy służąca zapukała do drzwi gabinetu, szybko rozległo się głośne
 proszę" i narzeczeni weszli do środka.
Sebjorg Rudningen stała się panią z wielkiego miasta, pomyślała służąca.
Musiała opowiedzieć o tym przyjaciółce. Była pod takim wrażeniem stroju
Sebjorg, że całkiem zapomniała przyjrzeć się jej narzeczonemu. Temu, który
podobno był zabawny i sympatyczny.
- Dzień dobry. Ależ jesteście punktualni. - Pastor wstał zza biurka i
przywitał się z młodymi. - Lubię ludzi, którzy przychodzą na czas.
- To nie takie proste, gdy jest się w okolicy po raz pierwszy - uśmiechnął się
Hans. - Widzę tyle nowych i pięknych miejsc za każdym razem, gdy jestem na
przejażdżce, że często zapominam o Bożym świecie. Nieraz zachwycam się i
przyglądam z bliska budowlom i narzędziom. - Hans poczekał z zajęciem
miejsca, dopóki Sebjorg nie usiadła. - Gdyby ukochana mnie nie szturchnęła,
nadal stałbym na zewnątrz, podziwiając ten przepiękny kościół.
Pastor uśmiechnął się i ciężko usiadł na krześle. Był starszym mężczyzną,
który najwyrazniej pochodził z zachodniego wybrzeża. Po śmierci męża Emmy
przez parafię przewinęło się wielu pastorów. Ten miał zostać tutaj do czasu, aż
osiągnie naprawdę sędziwy wiek. Sebjorg pomyślała, że spotkanie ze starszym,
doświadczonym pastorem może być miłe. Zna życie z niejednej strony i
prawdopodobnie nie ocenia ani zbyt ostro, ani pochopnie. Ale równie dobrze,
zgodnie ze starą nauką, mógł nauczać o karze, winie i dniu sądu.
Czekała w napięciu.
- Nazywasz swoją narzeczoną ukochaną - zaczął pastor. - To miłe.
Włożył okulary i zatrzymał wzrok na twarzy Hansa. Okulary były okrągłe i
pastor wyglądał w nich poważniej.
- Miło słyszeć, że się kochacie. Bo to masz na myśli? To nie tylko słowa? -
Pastor patrzył ostro na Hansa, czekając na odpowiedz.
- Każde moje słowo jest prawdą - zapewnił kuśnierz. - Bardzo kocham
Sebjorg. Jest dla mnie bardzo ważna.
- Tak. Wszyscy tak mówią - mruknął pastor i spojrzał na Sebjorg. - A jak
sprawa ma się z tobą? Z własnej woli złożyłaś temu mężczyznie obietnicę?
- Tak. Całkowicie z własnej woli. - Sebjorg nie mogła powstrzymać
śmiechu. Nigdy nie dałaby się namówić na poślubienie kogoś wbrew własnej
woli. - Hans i ja znalezliśmy siebie nawzajem bez udziału kogokolwiek z
rodziny.
- Jesteś Duńczykiem. Opowiedz coś o sobie. - Pastor oparł się na krześle i
przygotował się do słuchania. A Hans nie dał się prosić dwa razy i zaczął
mówić. Opowiadał o pracy kuśnierza, o dorastaniu w Szwecji i Danii oraz o
spotkaniu z rodziną z Sorholm. Ale unikał tematu rodziców, co oczywiście
zauważył proboszcz.
Cały czas uważnie słuchał wszystkiego, o czym opowiadał młodzieniec,
często kiwając przy tym głową. Niełatwo jednak było wyczytać z jego twarzy,
co myśli. Okrągła twarz była łagodna, raczej przyjazna. Ale w jego spojrzeniu
Sebjorg dostrzegała rezerwę.
Przyglądała się proboszczowi, kiedy on przyglądał się jej narzeczonemu.
- Co twoi rodzice sądzą o waszych planach małżeńskich? - spytał pastor, gdy
Hans skończył mówić. - Są zadowoleni? [ Pobierz całość w formacie PDF ]




 

Powered by WordPress dla [Nie kocha się ojca ani matki ani żony ani dzieca, lecz kocha się przyjemne uczucia, które w nas wzbudzają]. Design by Free WordPress Themes.