[ Pobierz całość w formacie PDF ]

co więcej, przed Alexandrem!
Wyplątała się z pościeli i powlokła do okienka, ale Olympusa nie było w
zasięgu wzroku. Czego innego można się było spodziewać po Alexandrze?
Wyszła na pokład owinięta w stary koc. Naokoło rozciągał się tylko
bezkres morza.
Musiała przygotować się do rejsu. Tym razem proste, rutynowe
czynności nie pomogły jej odwrócić uwagi od problemów, a morze nigdy
wcześniej nie wydawało się jej tak puste. Dopiero pojawienie się pasażerów
pozwoliło jej skupić się na czymś innym.
Popłynęła w kierunku ulubionej wysepki. Dzień upływał przyjemnie, a
wolny ruch łodzi uspokajał ją. Do momentu, gdy zobaczyła coś, co wydusiło
jej z piersi okrzyk zaskoczenia. Błyskawicznie zwinęła żagle i wrzuciła bieg
wsteczny silnika.
S
R
Nie mogła uwierzyć: na płytkich wodach, po których żeglowała - pełnych
wąskich przesmyków i ukrytych pod wodą skał - śmigały potężne łodzie
wyścigowe. Omiotła wzrokiem pokład, aby sprawdzić, czy wszyscy mieli na
sobie kamizelki ratunkowe. Wyścigówki nie przecięły w końcu jej toru - nie
miały nawet takiego zamiaru.
Dla jej grupy okazało się to atrakcją dnia, i nawet Ellie musiała przyznać,
że ich widok był spektakularny. Po początkowym zaskoczeniu zdała też sobie
sprawę, że łodziami sterowano w sposób odpowiedzialny mimo prędkości,
jakie osiągały.
Pierwszą z łodzi sterował Alexander, który uniósł rękę w pozdrowieniu,
gdy przemknął obok. Ellie musiała przyznać, że wiedział, co robi.
Obserwując mknące wyścigówki, Ellie zbladła, gdy uświadomiła sobie,
że płyną prosto do miejsca, gdzie zginął jej ojciec. Alexander nie mógł o tym
wiedzieć, ale za chwilę przemknie nad jego grobem...
Ale najbardziej zabolało ją to, że Alexander ją okłamał. Powiedział
przecież, że poczeka, aż wszyscy na wyspie wyrażą zgodę, zanim cokolwiek
zrobi. Kiedy to niby dostał jej pozwolenie?
Ellie zachowała pozory spokoju aż do końca rejsu, ale gdy tylko
pasażerowie zeszli z pokładu, postanowiła, że znajdzie Alexandra i rozmówi
się z nim.
S
R
ROZDZIAA DZIESITY
Pojechała rozklekotanym miejscowym autobusem do głębokiej przystani
i dotarła tam akurat wtedy, gdy łódz, którą prowadził wcześniej Alexander,
była wciągana na pokład jego jachtu. On sam nadzorował osobiście całą
operację. Musiała zwrócić jego uwagę, bo inaczej ochroniarze nie wpuściliby
jej na pokład Olympusa.
Alexander sam ją zauważył i pomachał do niej, nie spodziewając się
burzy, jaka miała za chwilę wybuchnąć.
- Alexander...
- Ellie, co za miła niespodzianka.
Gdy szła po trapie, zauważył, że coś jest nie tak.
- Jakieś problemy?
- Tak, coś w tym stylu - przyznała, zmuszając się do uśmiechu, żeby nie
zaprzepaścić swoich szans dostania się na pokład. - Możemy gdzieś spokojnie
porozmawiać?
- Oczywiście.
Myśli kotłowały się w głowie Ellie, ale zdołała się kontrolować do
momentu, gdy wygodnie rozsiedli się w salonie. Ale wtedy Alexander siadł
naprzeciwko niej i mogła myśleć tylko o jego włosach, opalonej twarzy,
białych zębach, szerokich ramionach...
- Co w takim razie mogę dla ciebie zrobić, Ellie? Może zaczniemy od
kawy?
Pochylił się nad interkomem i złożył zamówienie.
- Co cię tu sprowadza?
- Okłamałeś mnie.
- W jakiej sprawie?
S
R
- Wyścigów.
- Ja nie kłamię.
- To o co chodziło z tymi popisami dzisiaj?
- To była próba.
- Nawet próba może mieć negatywne skutki...
- A ja zadbałem o to, żeby ich nie było. Zasięgnąłem rady...
- Czyjej?
- Naukowców, którzy znają te wody nie gorzej od ciebie.
- Wątpię.
- Ellie - próbował ją uspokoić, gdy zerwała się z miejsca.
- Naraziłeś moją łódz na niebezpieczeństwo!
- Wcale nie chodzi ci o to - jest coś więcej, prawda?
- Dlaczego musiałeś pływać po tym konkretnym kanale? - spytała cicho.
- Bo to ma być najszybszy odcinek wyścigu i chciałem sprawdzić jego
bezpieczeństwo, zanim pojawią się tam inne lodzie.
Ellie zbladła na wieść, że miejsce spoczynku jej ojca ma stać się torem
wyścigowym dla entuzjastów motorówek.
- Nie możesz tego zrobić - zaprotestowała.
- Mogę robić, co mi się podoba.
- Bez względu na to, co to znaczy dla innych?
- Ellie, o co chodzi? Czemu nie chcesz mi powiedzieć, co się z tobą
dzieje?
- Ty... Chodzi o ciebie...
Jej oczy wypełniły się łzami, a on wyciągnął rękę, żeby ją objąć.
Rozległo się pukanie do drzwi, a potem wszedł steward z kawą.
- Postaw tutaj. - Alexander wskazał stolik. - Mam zająć się serwowaniem,
czy chcesz sama to zrobić?
S
R
- Nie mam ochoty na kawę.
- Na co masz, w takim razie, ochotę?
- Proszę cię... nie, błagam cię, żebyś zmienił trasę wyścigów.
- Nie rób z tego dramatu. Mówię przecież, że doradzono mi w kwestii
najlepszej trasy dla tego wyścigu.
- Po grobie mojego ojca?
- Co takiego? - Wytrzeszczył na nią oczy.
Ellie spojrzała na niego.
- Trasa, którą obrałeś, przechodzi dokładnie nad miejscem jego
spoczynku.
Przetarł twarz dłonią w niedowierzaniu.
- Nie mogłeś się tego dowiedzieć od swoich naukowców, co?
Przez chwilę pomieszczenie wypełniała cisza.
- Dlaczego wcześniej mi tego nie powiedziałaś? Gdybym miał
jakiekolwiek pojęcie...
Ku jego zdumieniu położyła na chwilę dłoń na jego ramieniu, tak jakby
chciała go pocieszyć. Chwilę potem jednak gwałtownie ją zabrała.
- Nie musisz być przez cały czas silna, nie musisz taka być przy mnie.
Wziął jej twarz w dłonie, otarł łzy i pocałował ją lekko. Potem wrócił do
stolika i nalał dla nich kawy, jak gdyby nigdy nic. Obiecał sobie, że wyna-
grodzi jej to, co się stało. Sprawi, że miejsce spoczynku jej ojca będzie
rozpoznawane i otoczone szacunkiem.
Rozmawiali kilka godzin. Nietknięta kawa zdążyła już dawno wystygnąć.
Ellie opowiedziała mu o ojcu. Opowiedziała mu o wszystkim, oprócz gwałtu.
W zamian Alexander poprosił ją, żeby pomogła mu w organizacji wyścigów,
jako że jej wiedza o miejscowych warunkach była nieoceniona.
A potem ją pocałował.
S
R
Była oszołomiona tempem, z jakim rzeczy się działy, gdy Alexander
przejmował kontrolę. Zaniósł ją do swojej sypialni i położył na jedwabnej na-
rzucie. Wyciągnęła do niego ręce, pamiętając, ile rozkoszy jest w stanie jej
dostarczyć. Pocałował ją znowu, ale ona chciała więcej.
Odczuwała głód, którego nigdy wcześniej nie doświadczyła. Nawet
poprzednim razem. Bo wiedziała wtedy, że nie odda mu się do końca. Tym
razem było jednak inaczej.
Zachłysnęła się powietrzem, gdy dłoń Alexandra zaczęła pieścić jej
brzuch. Jej ruchami sterował jakiś pierwotny rytm. Myśli i emocje były
całkowicie skoncentrowane na Alexandrze.
Zdjął z niej ubrania.
- Powoli, Ellie - uspokoił ją.
Głos był miękki i zmysłowy. Gdy wstał, żeby się rozebrać, natychmiast
zatęskniła za nim.
- Wracaj do łóżka, bez ciebie jest tu zimno...
- Zimno? Nie na długo - odpowiedział z uśmiechem, zrzucił z siebie
ubranie i wyciągnął się koło niej, biorąc ją w ramiona.
Spojrzała mu głęboko w oczy.
Na pewno zdawało mu się, że zna ją dobrze, ale tak nie było. Nie
wiedział o wstydzie, który ją paraliżował. Nagle zapragnęła schować się, znik- [ Pobierz całość w formacie PDF ]




 

Powered by WordPress dla [Nie kocha się ojca ani matki ani żony ani dzieca, lecz kocha się przyjemne uczucia, które w nas wzbudzają]. Design by Free WordPress Themes.