[ Pobierz całość w formacie PDF ]

wręcz przeciwnie, bardzo interesuje ich praca, lecz nie dawano im sposobności wykazać się. Nikt
nie zwracał na nich zbyt wiele uwagi. Było nadzwyczajne, że w tych okolicznościach zachowali
tak wysokie morale.
Potem zwrócili się do jedynego przedstawiciela kierownictwa, który został z nimi.
- Jesteśmy rozczarowani - powiedział jeden z nich. - Kiedy komisja miała oglądać montaż
silników pomocniczych, pokaz mieli prowadzić szefowie. Dlaczego nie pozwoliliście nam tego
zrobić?
- Baliśmy się, że przestraszycie się komisji i nie będziecie chcieli.
- Nie, nie - zaprotestowali robotnicy. - Uważamy, że robimy dobrą robotę, i chcieliśmy
pokazać, co umiemy.
Po tym spotkaniu szef zabrał mnie do bufetu. Gdy usiedliśmy przy stole - robotników już z
nami nie było - powiedział:
- Jestem zdziwiony, że tak się tym przejęli.
Pózniej rozmawiałem z Fichtelem o przypadku zwiększenia nacisku ponad 600 kg. Pokazał
mi zapiski, które prowadził w trakcie pracy: nie oficjalną dokumentację, gdzie przybija się
pieczątki, lecz część prywatnego, starannie prowadzonego dziennika.
- Słyszałem, że ciśnienie przekroczyło 675 kg - zacząłem.
- Tak - przyznał. - Dokręciliśmy śrubę po drugiej stronie.
- Czy przewiduje to procedura?
- Tak. Wszystko jest w książce.
To rzekłszy, otworzył instrukcję na opisie procedury. Stoi czarno na białym!  Zwiększyć
nacisk na siłowniku hydraulicznym. Gdyby to nie wystarczyło do osiągnięcia żądanego profilu,
należy bardzo ostrożnie dokręcać nakrętkę po przeciwnej stronie, aż do osiągnięcia właściwego
profilu . I ani słowa o tym, że dokręcenie śruby może spowodować wzrost nacisku powyżej 600
kg na 2,5 cm2; ludzie, którzy pisali tę instrukcję, pewnie sami o tym nie wiedzieli.
Fichtel zanotował w swoim dzienniku:  Bardzo ostrożnie dokręciliśmy nakrętkę -
dokładnie ten sam język, co w instrukcji.
- Pan Lamberth powiedział mi, że objechał was za przekroczenie 600 kg - powiedziałem.
- A niby dlaczego? Wcale nie objechał.
Razem doszliśmy do tego, co prawdopodobnie zaszło. Upomnienie Lambertha szło w dół
przez kolejne poziomy, dopóki ktoś ze średniego szczebla zarządzania nie zorientował się, że
Fichtel postąpił według przepisów i że błąd jest w instrukcji. Lecz zamiast poinformować o nim
Lambertha, po prostu wyrzucili upomnienie i siedzieli cicho.
Przy lunchu Fichtel opowiedział mi o procedurach kontrolnych.
- Dla każdej procedury mamy osobny arkusz, taki jak ten do profilowania - powiedział. -
Są na nim kratki na pieczątki - jedna od szefa, druga od kontroli jakości, trzecia od producenta, a
w przypadku ważniejszych rzeczy dochodzi jeszcze pieczątka NASA. - Potem mówił dalej: -
Mierzymy, profilujemy, i znów mierzymy. Jeżeli kształty segmentów nie są wystarczająco
zbliżone, powtarzamy wszystko od początku. Na końcu, kiedy różnice między średnicami są
odpowiednio małe, puszczamy segment.
Obudziłem się.
- Co to znaczy: puszczamy? - zapytałem. - Brzmi to dość nonszalancko...
- Nie, nie - zaprzeczył. - To taki żargon, którym się posługujemy, kiedy chcemy
powiedzieć, że wszystkie warunki są spełnione i jesteśmy gotowi przejść do kolejnego etapu
operacji.
- Czy kiedykolwiek zapisuje pan to? To znaczy słowo:  puszczamy ?
- Tak, czasami.
- Możemy sprawdzić, czy uda nam się znalezć miejsce, w którym pan to zapisał?
Fichtel przejrzał swój dziennik i znalazł przykład. Wyrażenie to było dla niego zupełnie
naturalne - nie zdradzało lekkomyślności ani nonszalancji, po prostu taki miał sposób mówienia.
W poniedziałek i wtorek, kiedy węszyłem po Centrum Kennedy'ego, Rogers stawał przed
komisją senacką w Waszyngtonie. Kongres zastanawiał się, czy nie powinien zorganizować
własnego dochodzenia.
Senator Hollings z Południowej Karoliny szczegółowo prześwietlał Rogersa:
- Panie sekretarzu - mówi. - Obawiam się, że nie macie tam odpowiedniego personelu. Ilu
d e t e k t y w ó w jest w komisji?
Rogers mu na to:
- Nie mamy detektywów w policyjnym znaczeniu tego słowa. Czytamy dokumenty,
staramy się zrozumieć, co znaczą, organizujemy przesłuchania, rozmawiamy ze świadkami - i
tego typu rzeczy. Zapewniam pana, senatorze, że mamy odpowiedni personel.
- O to właśnie chodzi - senator Hollings nie daje za wygraną. - Mam doświadczenie z
dochodzeń w różnych sprawach, dlatego wziąłbym ze czterech, pięciu detektywów obeznanych z
nauką i techniką kosmiczną i spuściłbym ich na Canaveral, niech tam gadają ze wszystkimi, niech
parę razy siądą i zjedzą z ludzmi lunch. Zdziwi się pan, czego się można dowiedzieć, jedząc w
miejscowych barach przez dwa lub trzy tygodnie. Nie możecie po prostu siedzieć i czytać tego, co
podsuną wam pod nos.
- Wcale nie mamy zamiaru tylko siedzieć i czytać - broni się Rogers. - Zebraliśmy w jednej
sali cały tłum ludzi i wszystkim jednocześnie zadawaliśmy pytania, a nie puszczaliśmy samopas
jakiegoś detektywa, który chodzi i rozmawia po kolei ze wszystkimi.
- Rozumiem - odpowiada senator. - Ale obawiam się o wynik waszych działań, skoro nie
ma wśród was detektywów. Na tym polega kłopot z komisjami prezydenckimi; byłem członkiem
wielu z nich: opierają się na tym, co podsuwają im inni, i nie patrzą, co się za tym kryje. A potem
dziwimy się, skąd tylu zaangażowanych dziennikarzy, ludzi piszących książki i innych. W tym
mieście ludzie j e s z c z e ciągle prowadzą własne dochodzenia w sprawie raportu komisji
Warrena.12
Na to Rogers odpowiada z całym spokojem:
- Jestem panu wdzięczny za uwagi, panie senatorze. Zapewne zainteresuje pana, że jeden z
członków naszej komisji - laureat Nagrody Nobla - przebywa dzisiaj na Florydzie i prowadzi
dochodzenie w taki sposób, jak by pan sobie tego życzył.
(Rogers nie mógł tego wiedzieć, ale gdy wypowiadał te słowa, rzeczywiście jadłem lunch z
kilkoma technikami!) Senator Hollings mówi:
- Nie kwestionuję kompetencji laureata Nagrody Nobla i z wielkim zainteresowaniem
przeczytałem o jego odkryciu. Nie mam także wątpliwości co do kompetencji samej komisji.
Chodzi mi tylko o to, że podczas dochodzenia potrzebni są detektywi. Zwróciliście uwagę
społeczeństwa na wiele bardzo ciekawych faktów, więc wcale nie uważam, że w jakikolwiek
sposób zaniedbaliście swe obowiązki.
W ten sposób trochę uratowałem Rogersa. Zrozumiał, że ma odpowiedz dla Hollingsa
dzięki temu, że n a s z c z ę ś c i e zatrzymałem się na Florydzie wbrew jego woli!
Liczby wyssane z palca
We wtorek wieczorem przyleciałem z powrotem do Waszyngtonu, a w środę poszedłem na
następne otwarte posiedzenie komisji. Zeznawał jeden z dyrektorów firmy Thiokol, nazwiskiem
Lund. W nocy przed startem Mulloy kazał mu wystąpić w roli dyrektora, a nie inżyniera, więc
Lund zmienił stanowisko i mimo że wcześniej nie zgadzał się na lot, przeciwstawił się opinii
własnych inżynierów. Właśnie zadawałem mu parę ostrych pytań, gdy poczułem się jak
inkwizytor.
Rogers zwracał nam uwagę, że powinniśmy uważać na to, jak postępujemy z ludzmi,
których kariery zależą od nas.
- Trzymamy w dłoni wszystkie atuty - powiedział. - Siedzimy tu sobie na podwyższeniu, a [ Pobierz całość w formacie PDF ]




 

Powered by WordPress dla [Nie kocha się ojca ani matki ani żony ani dzieca, lecz kocha się przyjemne uczucia, które w nas wzbudzają]. Design by Free WordPress Themes.