[ Pobierz całość w formacie PDF ]

stwo. W koń cu zo sta ła już tyl ko sama z mat ką, któ ra wte dy też była go to wa na sa -
mot ność.
Lon dyn oka zał się do brym wy bo rem. Aa two urzą dzi ła swo je nowe ży cie, wy ko rzy -
stu jąc każ dą oka zję, czy to na miej scu, czy za gra ni cą. Za wsze lu bi ła po dró żo wać,
do brze się czu ła w ho te lach, była sa mo dziel na. Po wie dzia ła so bie, że nie po trze bu je
ni cze go i ni ko go.
Nie była to jed nak praw da.
Po trze bo wa ła lu dzi. Do brych, ko cha ją cych lu dzi, któ rzy nie po rzu ci li by jej w trud -
nej chwi li.
Za pu ka no do drzwi i sta nął w nich Mi ka el w spodniach kha ki i bia łej lnia nej ko szu -
li z czymś ogni ście po ma rań czo wym w ręku.
 Dla cie bie  po wie dział, kła dąc ma te riał na łóż ku obok niej.
Roz wi nę ła tu ni kę, zdo bio ną przy szyi dro gi mi ka mie nia mi. W środ ku zna la zła ską -
pe po ma rań czo we bi ki ni.
 Bę dzie my pły wać?
 Je że li masz ocho tę. Naj pierw zje my śnia da nie przy ba se nie, po tem mo że my po -
pły wać. Nie mu sisz tego no sić  do dał.  Nie by łem pe wien, czy ze chcesz pły wać
nago.
W od po wie dzi tyl ko się za ru mie ni ła i szyb ko przy ci snę ła ko stium do pier si.
 Chęt nie go wło żę, dzię ku ję.
To był dłu gi, le ni wy dzień. Jem ma czu ła się jak na wa ka cjach w luk su so wym ku -
ror cie. Na zmia nę pły wa ła w ba se nie i opa la ła się na le ża ku. Mi ka el le żał obok, czy -
ta jąc.
Co pe wien czas spo glą da ła na nie go ukrad kiem, za fa scy no wa na jego wi do kiem
w ką pie lów kach. W ni czym nie przy po mi nał su ro we go szej ka, spo tka ne go kil ka dni
wcze śniej.
Woda w ba se nie skrzy ła się w słoń cu, w tle prze su wa li się słu żą cy, do no szą cy
chłod ne na po je i małe fi li żan ki z prze pysz nym ana na so wym sor be tem. Mi ka el ob -
ser wo wał ją, kie dy ob li zy wa ła małą ły żecz kę.
 Ten wi dok przy pra wia mnie o głód  po wie dział z tę sk ną nutą w gło sie.
Za ru mie ni ła się i uda wa ła, że nie ro zu mie, choć to wy da wa ło się nie moż li we, bo
po pa trzył przy tym zna czą co na jej war gi.
 Masz tu sor bet  po wie dzia ła.  Trze ba go zjeść, bo się roz pu ści.
 Naj chęt niej zli zał bym go z cie bie.
Pod wpły wem tych słów za lał ją żar.
 Nie wie rzę.
 Nie kuś mnie.
Zli za ła ka wa łe czek ana na sa z czub ka ły żecz ki.
 Z któ re go miej sca chciał byś go zli zać?
 Igrasz z ogniem.
Zer k nę ła na słoń ce.
 Go rą co tu taj.
 Bar dzo  zgo dził się chęt nie.
Ob li za ła war gi z ana na so we go soku.
 Może ochło dził byś się w ba se nie.
 Kie dy tak ob li zu jesz tę ły żecz kę, wy glą dasz, jak byś mia ła ocho tę na seks. Tak
tyl ko za uwa ży łem  do dał na wi dok jej miny.
 Pró bu jesz mi po móc?
 Ra czej cię chro nić.
Znów ob li za ła ły żecz kę.
 Przed kim?
 Może przed czym?  Pa trzył na nią, jak by chciał ją zjeść.
 To zna czy?
 Przed znie wo le niem.
 Ach.  Na gle za bra kło jej tchu i gwał tow nie za ci snę ła uda.
Czas, by wy da rzy ło się coś pod nie ca ją ce go. Sie dzia ła tu od rana w swo im no wym
bi ki ni, stę sk nio na jego za in te re so wa nia. Te raz je mia ła i nie za mie rza ła stra cić.
 Bę dzie bo la ło?  spy ta ła pro wo ka cyj nie.
Przez chwi lę mie rzył ją nie prze nik nio nym wzro kiem.
 Nie&  od parł wol no.  Bę dzie bar dzo, bar dzo przy jem nie.
Moc niej ści snę ła uda.
 Skąd wiesz? Na wet mnie nie po ca ło wa łeś.
Ciem ne oczy za bły sły, rysy spra wia ły wra że nie wy ku tych z gra ni tu.
 Chcesz, że bym cię po ca ło wał?
 Tak, ale pod wa run kiem, że na praw dę do brze ca łu jesz.
Mi ka el nie miał za mia ru po lu bić swo jej żony, wła ści wie na wet tego nie chciał. Ale
co raz bar dziej mu się po do ba ła. Była in te li gent na, za baw na, cza sem ostra, a przede
wszyst kim pięk na, nie za leż nie od tego, co mia ła na so bie.
W tej chwi li z wil got ny mi po ką pie li wło sa mi i skó rą po zło co ną słoń cem, w ko stiu -
mie za le d wie skry wa ją cym jej na gość, wy glą da ła nie zwy kle ape tycz nie. Jed nak ją
lu bił.
Wal czył z po żą da niem przez cały ra nek, ale jej pro wo ka cyj ne sło wa prze la ły cza -
rę.
 Kie dy już cię po ca łu ję  po wie dział  bę dziesz mnie bła gać, że bym nie prze sta -
wał.
 Strasz nie je steś za ro zu mia ły.
 Tyl ko uczci wy.
 Dla mnie to zwy kłe prze chwał ki. Dużo mó wisz, ale nie wie le ro bisz.
Wprost na ma cal nie czuł jej pod nie ce nie i to było uskrzy dla ją ce.
 Rzu casz mi wy zwa nie za wy zwa niem  za uwa żył.
 Tyl ko mó wi łam&
 Chodz do mnie  prze rwał jej.  Chodz, ga du ło. Zo bacz my, na co cię stać.
Cała jej bra wu ra na gle zni kła. Onie śmie lo na, przy gry zła war gę i spu ści ła gło wę.
Wstał, pod szedł do niej, wziął ją za rękę, po pro wa dził do czer wo no-kre mo we go
pa wi lo nu i za cią gnął je dwab ne za sło ny.
 Usiądz.  Wska zał ni ską sofę pod ścia ną.
Usia dła po słusz nie, a on za jął miej sce obok niej.
 Co my ro bi my?  szep nę ła.
 To, na co bę dzie my mie li ocho tę  od parł.
Był tak bli sko, że czu ła na skó rze jego od dech. Była pew na, że ją po ca łu je, ale on
się nie spie szył. Do ty kał jej de li kat nie, za le d wie mu ska jąc wraż li wą skó rę, aż prze -
szył ją dreszcz po żą da nia. Go to wa na roz kosz, na mięt ność i sa tys fak cję, cze ka ła na
to, co mia ło się wy da rzyć. Już za po mnia ła, że mia ła mu się opie rać.
On tym cza sem na dal ba wił się płat kiem jej ucha i de li kat nie mu skał ją po kar ku.
Sy tu acja zde cy do wa nie nie roz wi ja ła się po jej my śli.
 Nie je steś szczę śli wa?  spy tał, kie dy wes tchnę ła ze znie cier pli wie niem.
 To tro chę fru stru ją ce  od par ła.  Mia łeś mnie po ca ło wać.
Mu snął war ga mi jej war gi.
 Prze cież cię ca łu ję.  I od su nął się od niej.  Może po win ni śmy prze stać. Nie
chciał bym cię do ni cze go zmu szać.
 Wca le mnie nie zmu szasz. Je że li już, to ja cie bie.
Uśmiech nął się lek ko. [ Pobierz całość w formacie PDF ]




 

Powered by WordPress dla [Nie kocha się ojca ani matki ani żony ani dzieca, lecz kocha się przyjemne uczucia, które w nas wzbudzają]. Design by Free WordPress Themes.