[ Pobierz całość w formacie PDF ]

powędrował do aresztu, ale odruchy miał prawidłowe  złapał za klamkę, otwarł drzwi  i zamarł.
 Co to?  wyjąkał, wskazując robota końcem czerwonego nochala.
 To jest robot. Zapomniałem jaki numer dała mu mamusia w fabryce, więc nazywamy go Ned.
Teraz pracuje.
 Bóg z nim! Ale niezle, że wprowadza trochę porządku w tej kupie gnoju.
 To moja robota!  do rozmowy włączył się Billy, zmaterializowany nagle w drzwiach.
Nie jest prawdą, że Billy jest głupi. Po prostu w jego głowie nie może zaczepić się zbyt wiele
myśli.
 To robota Neda. Ty awansowałeś na mojego pomocnika  poinformowałem go.
Moje wyjaśnienie ciężko go uradowało, toteż uspokojony siadł obok Fata i obaj z zacięciem
obserwowali, co Ned wyczynia z podłogą. Sprawy tak się miały z tydzień. Przez ten czas Ned
doprowadził posterunek do stanu zgoła septycznego. Szef, który nigdy nie miał głowy do takich
spraw, nie zwrócił na to większej uwagi, tak samo jak i na to, że zniknęło tak coś z pół tony
makulatury, na którą składały się wszystkie urzędowe pisma, które powinny być jego domeną, a które
Ned w mojej obecności spakował w większą pakę i wyrzucił. Nie widziałem ani jednego powodu,
aby przeszkodzić mu w tym zbożnym dziele. Instrukcje leżały spokojnie na moim biurku nie
wzbudzając niczyjego zainteresowania. Nikt z nas nie miał bladego pojęcia o tym, co robot może, a
czego nie i nikomu to nie przeszkadzało. Najpewniej zostałby u nas na etacie sprzątaczki, gdyby szef
nie był tak leniwy.
Od tego się zaczęło. Około dwudziestej pierwszej, gdy szef zbierał się do wyjścia, rozległ się
dzwonek telefonu. Odebrał, posłuchał i rzucił słuchawkę na widełki.
 Burdel Greenbacka. Mówi, że napad, rozejrzyj się!
To ostatnie było do mnie.
 O, to coś nowego, przecież, jeśli się nie mylę, płaci okup. Czyżby China Joe miał
konkurencję?
 Lepiej idz i zobacz, co się tam dzieje.
 Jasne  sięgnąłem po czapkę.  Ale ponieważ jesteśmy tu we dwóch, ty musisz pilnować
gospodarstwa, dopóki nie wrócę.
 To mi się nie podoba! Jestem głodny, a siedzenie tu nie pomoże mi na to.
 Ja mogę się zająć tą sprawą  odezwał się w tym momencie Ned, stając w pozycji zasadniczej
trzy kroki przed szefem.
W pierwszej chwili szef nie zaskoczył. Tak samo zresztą zachowałby się każdy, gdyby jego
własny bojler zlazł ze ściany i zameldował gotowość wykonania pracy. Potem go odblokowało.
 W jaki sposób TY możesz to zrobić?  ryknął, ustawiając bojler z powrotem na ścianie.
To znaczy tak mi się wydawało, że to właśnie robi, bowiem Ned zapędził go w ślepy zaułek.
Dokładnie w trzy minuty dał szefowi streszczenie zachowań oficera policji przy napadzie z bronią i
innych zwyczajowych kradzieżach. Ze zbaraniałej miny szefa wynikało, że Ned w tym momencie
zaczął górować wiadomościami zawodowymi w tym duecie.
 Więc, do cholery, skoro tyle wiesz, to czego tu jeszcze stoisz?  znowu ryknął szef.
Zabrzmiało to jak przeróbka  jeśli jesteś taki cholernie cwany, to dlaczego nie jesteś bogaty" z
czytanek serwowanych młodzieży w szkółkach niedzielnych. Ned do takiej szkółki nie chodził, a że
do tego był maszyną prostoduszną i logicznie myślącą, toteż zinterpretował ryk szefa dosłownie i
wymiotło go za drzwi. Doleciało nas jeszcze pytanie:
 To znaczy, że wysyła mnie pan, żebym złożył raport, sir?
 Tak, do diabła!  wrzasnął szef i wreszcie mogliśmy kontemplować granatową smugę, w którą
zamienił się robot.
 Musi być szybszy niż dzwięk  odezwałem się.  I lepszy niż wygląda. Nawet się nie zapytał,
gdzie jest ta nora!
Zanim szef zdążył odezwać się, zadzwoniło znowu. Słuchał przez chwilę bełkotu w słuchawce i
wyglądało, jakby mu ktoś gwałtownie puścił krew. Nigdy nie był specjalnie rumiany, ale teraz jego
twarz miała niezdrowy, sinokoperkowy odcień.
 Bandyci są ciągle wewnątrz  wycharczał.  Jego chłopak na posyłki jest na linii. Pyta, gdzie
jesteśmy. Powiada, że jest pod stołem, na zapleczu domu...
Nigdy nie dowiedziałem się co jeszcze ten bohater ma do zakomunikowania, bo teraz, dla
odmiany, mnie wymiotło i rzuciło do patrolowca. Setki rzeczy mogło się zdarzyć, jeśli Ned będzie
szybszy. Strzelanina, ranni i tym podobne przyjemności. A wszystko spadnie na nas  wysłali
wygodnisie robota do zajęcia dla gliniarza. Może przypadkiem szef potwierdziłby potem, że to był
jego pomysł, ale nie bardzo byłem skłonny w to uwierzyć. Nigdy nie było mi zbyt ciepło na Marsie,
ale teraz byłem spocony jak kościelna mysz.
Nineport ma coś ze czternaście przepisów drogowych  złamałem wszystkie, zanim dojechałem
do Greenbacka. Mimo wszystko Ned jednak był szybszy. Gdy wyjeżdżałem zza ostatniego rogu,
zobaczyłem go wchodzącego do lokalu. Zakląłem i wyskoczyłem z grata. Zdążyłem akurat, by zająć
miejsce na galerii  na ostrzeliwanej galerii na dodatek. Wewnątrz było dwóch pieprzonych punków
-jeden w rogu zajmował się kasą z uwagą przysięgłego rachmistrza, drugi zaś zawartością barku.
Obaj oddawali się swym zajęciom z entuzjazmem. Gnaty mieli schowane, ale brutalne wtargnięcie
Neda chyba wstrząsnęło ich systemami nerwowymi, bo natychmiast je wyjęli  może nie lubili
nieproszonych gości? Wyciągnąłem swój rozpylacz i czekałem na szczątki rozstrzelanego robota,
lecące mi na łeb z resztkami okna  był idealnie wystawiony na ogień! Ned miał jednak wspaniały
refleks  jak każdy robot.
 RZUCI BROC! JESTEZCIE ARESZTOWANI!
Musiał mieć niezłe wzmacniacze, bo aż mi w uszach zadzwięczało, a byłem na zewnątrz. [ Pobierz całość w formacie PDF ]




 

Powered by WordPress dla [Nie kocha się ojca ani matki ani żony ani dzieca, lecz kocha się przyjemne uczucia, które w nas wzbudzają]. Design by Free WordPress Themes.