[ Pobierz całość w formacie PDF ]

Boromir wzruszył ramionami i nie odpowiedział.
- Czy ktoś w ogóle wie o tych twoich snach?  drążył Aragorn dalej.
- Nie. A po co miałbym komuś mówić?
- Boromirze!- jęknął Aragorn. - Choćby po to, żeby uzyskać pomoc! Powinieneś był
mi powiedzieć... -
- I co byś zrobił, ciekaw jestem! - przerwał mu Boromir niecierpliwie. - Załóżmy, że
bym ci powiedział. I co? Jak byś mi pomógł, mmm?
- Na przykład, na początek zaproponowałbym ci pewien wywar ziołowy, po
którym dobrze się śpi.
- O, niedoczekanie! Ja nie używam żadnych podejrzanych mikstur - Boromir nadął
się dumnie, zgodnie z oczekiwaniami Strażnika.
- Interesujące zdanie w ustach kogoś, kto opił się wody entów i dla kogo trzeba
będzie przebudować Białą Wieżę, bo się w nią nie zmieści - wypomniał mu Aragorn z
satysfakcją.
Boromir roześmiał się krótko.
- A to co innego. Zostałem zmuszony pod wpływem okoliczności.
- Nie opowiadaj, zrobiłeś to specjalnie, żeby na wszystkich patrzeć z góry - Aragorn
pogroził mu palcem.
- A szczególnie na pewnego Strażnika  Boromir łypnął na niego łobuzersko. - O,
tak, przejrzałeś mnie. Nie mogłem przeboleć, że ktoś jest ode mnie wyższy, w Gondorze
jedynie brat i ojciec dorównują mi wzrostem. Uknułem więc ten arcysprytny plan i pod
pretekstem przyłączenia się do Drużyny trafiłem prosto do Fangornu. Ha!
- Może ja też powinienem się napić tej wody - zamruczał Aragorn, przesuwając
dłonią po podbródku. - Celem przywrócenia właściwych proporcji.
-To wtedy ja się napiję jeszcze raz - zagroził Boromir. - Więc ty wypijesz znowu, a
potem ja... i nagle okaże się, że Minas Tirith jest za ciasne dla nas dwóch.
Roześmiali się, ale Aragorn poczuł nagły chłód. Czyżby?... Spojrzał uważniej na
towarzysza, ale oczy Boromira były przyjazne i rozbawione - to był tylko żart. Boromir
chyba nawet nie zorientował się, jak jego słowa mogły być odebrane.
- Tak po prawdzie - ciągnął syn Denethora  to miałem do wyboru wodę entów albo
śmierć głodową.
- Tak samo byłoby z moim wywarem - Aragorn uśmiechnął się nieznacznie.
- Jak to?
- Nie dostałbyś jedzenia, dopóki byś go nie wypił.
- O, ho ho  Boromir wyszczerzył zęby. - Powodzenia.
- Nie śmiej się, mój drogi. Jestem bardzo stanowczy, jeśli chodzi o zażywanie
lekarstw.
- Jestem równie stanowczy, jeśli idzie o ich nie zażywanie. Zaryzykowałbym nawet
twierdzenie, że jestem sławny pod tym względem. Poproś Faramira, żeby ci kiedyś
opowiedział, jak usiłował mnie skłonić do zjedzenia pigułek przeciw gorączce. To taka
nasza wesoła, rodzinna anegdota, rozumiesz.
- Domyślam się, że mu się nie udało - Aragorn pokiwał głową.
- Oczywiście. Poległ, choć walczył dzielnie. Tobie radzę się z miejsca poddać,
oszczędzisz sobie zgryzot i nerwów. Jeszcze się taki nie trafił, co by mnie przekonał do
jakiejkolwiek kuracji.
- A twój ojciec?- zainteresował się Aragorn.
- A, nie, to co innego. Jak byłem dzieckiem i chorowałem, co, zaznaczam zdarzało
się bardzo rzadko, to od czasu do czasu musiałem coś zażyć. Kiedy nade mną stał,
rzecz jasna.
- A widzisz.
- Ale zdradzę ci pewien sekret - Boromir nachylił się ku niemu. - Kiedy tylko ojciec
wychodził, albo się odwracał, zaraz to wypluwałem - oznajmił konspiracyjnym
szeptem. - Nigdy się nie dowiedział - dodał z satysfakcją.
- Aobuz - Aragorn uśmiechnął się, kręcąc głową. - Ale ze mną ci się nie uda.
- Chcesz się założyć? - spytał Boromir wesoło.
- Nie musimy się zakładać. Wystarczy, że napuszczę na ciebie hobbitów.
- No nie, kto jak kto, ale żeby Strażnik Północy walczył niehonorowo! Tak się nie
godzi.
Roześmiali się obydwaj.
- Czasami dobrze jest też po prostu porozmawiać z kimś o takich snach - zauważył
Aragorn, poważniejąc. - To pomaga.
-No, nie wiem - Boromir nadal był rozbawiony. - Właśnie ci powiedziałem i zamiast
pomocy otrzymałem same grozby  od wizji śmierci głodowej po atak hobbitów. Teraz
do mojej kolekcji koszmarów dołączy kolejny: Peregrin Tuk usiłujący wlać mi do gardła
napój nasenny.
Aragorn parsknął śmiechem.
-Wracajmy do wieży - Boromir zdecydowanym gestem klepnął się w kolana i wstał.
- Okropny ze mnie samolub. Trzymam cię tu o głodzie, a tymczasem obiad stygnie. A
poza tym  mruknął - dostanie mi się za to, że nie pomagam przy posiłku.
Aragorn dzwignął się powoli. Miał jeszcze wiele pytań, ale zdecydował, że mogą
zaczekać. Ta rozmowa była dość wyczerpująca i im obu przyda się odpoczynek.
Boromir podniósł swój miecz i skierował się do wyłomu w murze, gdy nagle
zawahał się i odwrócił, spoglądając pytająco.
- Myślisz, że powinienem powiedzieć Legolasowi i Gimlemu?- zagadnął niepewnie.
Aragorn zmarszczył czoło.
- Nie - odparł po krótkim zastanowieniu. - Myślę, że nie ma takiej potrzeby.
- Naprawdę?- upewniał się Boromir, choć ulgę od razu było po nim widać. - Są
członkami Drużyny i chyba powinni się dowiedzieć...
- Moim zdaniem nie muszą. W każdym razie nie teraz. Zresztą jedyną osobą, która
powinna się na ten temat wypowiadać jest Frodo. Jego o to zapytaj. Jeśli on uzna, że
powinni wiedzieć, wtedy zdecydujesz.
Boromir pokiwał głową i odgarnął włosy za ucho. Aragorn przyjrzał mu się i
raptem jego wzrok zatrzymał się na długiej szramie, ciągnącej się wzdłuż szczęki.
Widział ją już wcześniej, ale nie miał okazji się przyjrzeć, jako że Boromir siedział
odwrócony do niego lewym profilem. Blizna była paskudna.
- To trzeba było zszyć - mruknął. - Co najmniej w dwóch miejscach. - to mówiąc,
wyciągnął rękę i, ujmując Boromira za podbródek, obrócił mu głowę w lewo, by lepiej
widzieć.
- Niestety Ugluk zapomniał zabrać z domu nici - w oczach Boromira błysnęło
rozbawienie.
- Ugluk?
- To długa historia.
- Miecz? - Aragorn przesunął kciukiem wzdłuż blizny, upewniając się, że
opuchlizna zeszła.
- Bat - odparł krótko Boromir i wyswobodził się z jego uchwytu.
- Dobrze się goi.
- Dzięki wodzie entów. Chodzmy już, bo nawet ja słyszę, jak ci burczy w żołądku.
- Ma prawo - Aragorn ruszył ku kordegardzie. - Od świtu nic nie jadłem.
- Zaczynam mieć wyrzuty sumienia - Boromir przyspieszył kroku. - Mam nadzieję,
że lubisz grzanki z czerstwego chleba?
Już przed wejściem do kordegardy słychać było śmiech Pippina i niski głos
krasnoluda. Aragorn za Boromirem przedostał się do dużej sali przez wyłom w murze i
rozejrzał się ciekawie.
-Jadalnię urządziliśmy na pierwszym piętrze - wyjaśnił Boromir, wskazując schody.
- Trzeba patrzeć pod nogi, bo pełno tu błota, a deski są śliskie  pouczył go. Aragorn
pokiwał głową i uśmiechnął się skrycie na tę radę. Syn Denethora bardzo poważnie
traktował obowiązki gospodarza. - Korzystając z okazji, wstawię wodę na herbatę, bo [ Pobierz całość w formacie PDF ]




 

Powered by WordPress dla [Nie kocha się ojca ani matki ani żony ani dzieca, lecz kocha się przyjemne uczucia, które w nas wzbudzają]. Design by Free WordPress Themes.