[ Pobierz całość w formacie PDF ]

uczyniłaś tak wiele dobrego, pracując dla chorych i umierających. Sam także chyba ponoszę
część winy, wciągając cię w to wszystko. Tak bardzo chciałbym ci pomóc, całkiem
prywatnie, ale... Naprawdę nie wiem, gdzie powinnaś szukać schronienia. Nie znam nikogo,
kto mógłby zaopiekować się dziewczyną w twoim stanie.
Tessa spuściła głowę.
Mówił dalej:
- Pierwsza na myśl przyszła mi hrabina af Ilmen. Ale... Właśnie, co ty sama o tym
myślisz?
Zwinęła list w dłoni.
- To brzmi zupełnie bez sensu, teraz kiedy kapitan nie żyje.
- Ja uważam, że ta możliwość mimo wszystko jest aktualna. Powinnaś spróbować.
- Nie nawiązała ponownie kontaktu, a więc chyba nie jest zbyt zainteresowana. A
zresztą, gdzie ona mieszka?
- Kto to wie! W każdym razie nie tutaj w mieście. Możesz się tego dowiedzieć.
- Tylko w ostateczności - powiedziała Tessa. - W przypadku, gdyby dziecko miało
cierpieć nędzę.
- Jesteś dumna, Tereso - stwierdził pastor. - Ach, dziewczyno, co się z tobą stanie?
Wstała.
- Mam wielu przyjaciół.
- Masz? Gdzie?
- Na przedmieściach. Nie myślę o tym, by tam mieszkać, ponieważ szerzy się tam
wiele groznych chorób. Zresztą ze względu na moją rodzinę nie mogę w ogóle zostać w
mieście. Lecz może Elin, moja najlepsza przyjaciółka, będzie mogła mi dać jakąś radę. Oni
nie osądzą mnie tak surowo.
Pastor spuścił wzrok.
- Elin, tak! Wspaniała dziewczyna. Szkoda, że jej mąż niszczy szczęście rodzinne i
przepija środki do życia. Bóg niech będzie z tobą, Tereso!
Elin patrzyła na Tessę oniemiała, a dookoła nich w małej suterenie biegała gromadka
rozwrzeszczanych dzieci w różnym wieku.
- Co za nieszczęście! I ojciec panią wyrzucił! Czy oni nie mają serca, ci bogaci? Panią,
która zrobiła dla nas tak wiele! Mogłaby pani mieszkać tutaj, lecz nie jest to odpowiednie
miejsce dla pani i pani dziecka. Z moim mężem również nie jest łatwo wytrzymać, kiedy
sobie wypije.
Tessa uśmiechnęła się smutno. A kiedy on nie pije? pomyślała.
- Droga Elin, myślę, że nie da się tu nawet wepchnąć szpilki. Nie, nie chodzi mi o to,
żeby tu mieszkać. Ale może wiesz o kimś, kto mógłby mi na jakiś czas dać skromny kącik?
Najlepiej gdzieś za miastem, nie mogę przynieść wstydu mojej rodzinie.
Elin, wychudła i zniszczona ciężkim życiem, myślała intensywnie.
- Proszę poczekać - powiedziała i zniknęła.
Tessa usiadła na krześle i uśmiechnęła się nieśmiało i niepewnie do przyglądających
się jej umorusanych dzieci. Po chwili Elin wróciła.
- Rozmawiałam z moim znajomym, bo przypomniałam sobie, że mówił kiedyś o kimś,
kto wkrótce zostanie sam i będzie potrzebował pomocy... Jeżeli pani się odważy, może pani
mieszkać u starej Johanny z Gór, kilkanaście kilometrów stąd.
- Jeśli się odważę?
- Jest nieokrzesana i niebezpieczna. Teraz jednak potrzebuje pomocy i w dodatku nie
dba o zasady moralne. Mieszka zupełnie na uboczu, lis i łoś są jej najbliższymi sąsiadami. A
zawód, który uprawia, nie należy do najbardziej szanowanych na tym świecie...
Tessa spojrzała pytająco na Elin, lecz nie usłyszała żadnych dokładniejszych
wyjaśnień.
- Będę bardzo wdzięczna, jeżeli Johanna zechce mnie przyjąć - powiedziała i
westchnęła.
Niewielkie gospodarstwo z niskimi, porośniętymi mchem budynkami niemal
całkowicie kryło się w lesie na wzgórzu.
Wewnątrz domu było czarno jak w kominie. Johanna żuła ponuro swoją tabakę i
przyglądała się Tessie spod przymrużonych powiek. Brud grubą warstwą pokrywał skórę i
ubranie kobiety, a parę siwych kosmyków włosów, które jej pozostały, sterczało na wszystkie
strony. Jedną nogę, spuchniętą i sztywną, trzymała na krześle.
- Siedzę tak od wczoraj rana, kiedy to wnuk mojej siostry poszedł do wojska! Ale
nikogo to nie obchodzi! Czy umiesz doić krowy?
- Ja... próbowałam kiedyś, u dziadka, jeszcze jako dziecko. Szło mi całkiem dobrze.
Johanna skinęła ponuro głową.
- Możesz mieszkać w oborze. Będziesz obrządzać krowy i owce, świnię i kury. Tutaj
nie wolno ci przebywać, poza tym, kiedy będziesz mi pomagać. Jedzenie możesz brać sobie z
ganku, wystawiam je dwa razy dziennie. Oczywiście nie dostaniesz zapłaty. Nie jedz też zbyt
dużo, bo wtedy się pożegnamy! Poza tym możesz tu zostać do jesieni, aż wróci mój krewny.
Dzieckiem musisz zajmować się sama, nie chcę mieć z nim nic wspólnego i nie wolno mu
wchodzić mi w drogę. A tobie nie wolno wtrącać się do tego, co robię. Czy wszystko jasne?
Zaśmiała się głuchym, szalonym śmiechem, ukazując dwa zęby, które jej jeszcze
pozostały.
Tessa opanowała swoją niechęć i podziękowała za życzliwość.
Weszła na stryszek na siano nad oborą i usiadła na pieńku. Poczuła zmęczenie,
ogarniające ciało po długiej wędrówce z miasta. Musiała całą drogę przebyć pieszo, ale
otrzymała tak dobre wskazówki, że nie błądziła po lesie.
I tutaj miała sama - a pózniej także jej dziecko - mieszkać! W tym małym kącie
przewianym wiatrem, ze zwierzętami na dole. Do zapachu obory z pewnością zdoła się
przyzwyczaić, a jeśli uszczelni wszystkie szpary, może nie będzie bardzo zimno, bo zwierzęta
wydzielają przecież ciepło. Ale tak tu brudno i tyle pracy... [ Pobierz całość w formacie PDF ]




 

Powered by WordPress dla [Nie kocha się ojca ani matki ani żony ani dzieca, lecz kocha się przyjemne uczucia, które w nas wzbudzają]. Design by Free WordPress Themes.