[ Pobierz całość w formacie PDF ]

Zachowaj sobie swój seks dla innych panów. Ja chciałem całej ciebie, twojej
miłości... wszystkiego...
Dopiero, gdy wyszedł, zrozumiała w pełni sens tych słów. Wybiegła za
nim, ale już go nie było.
Anna rozszlochała się żałośnie. Więc Martin był przekonany, że go nie
kochała, że był dla niej tylko jednym z wielu.
RS
48
Teraz mogła zrobić tylko jedno - zatelefonować. Wykręciła numer Martina,
ale nikt nie podnosił słuchawki. Nie było go, albo domyślał się, kto dzwoni i
nie chciał z nią rozmawiać.
Zrezygnowana podniosła do ust kieliszek z winem.
- Za Annę, głupią, małą syrenkę, która za długo przebywała na lądzie.
Wypiła wino do dna i poszła do sypialni. Zgasiła światło i położyła się do
łóżka.
RS
49
Rozdział 7
Anna obudziła się przerażona z koszmarnego snu i przecierając oczy
spojrzała na budzik. Druga w nocy. Serce waliło jej tak mocno, że aż słyszała
jego uderzenia. Przeciągnęła się ziewając. Nagle uświadomiła sobie, że to nie
serce, tylko pukanie do drzwi.
Wyskoczyła z łóżka, zbiegła po schodach zakładając po drodze szlafrok.
Zapaliła światło w przedpokoju i przez chwilę nadsłuchiwała przy drzwiach.
Pukanie ustało. Anna chciała już wrócić na górę, gdy nagle usłyszała znajomy
głos.
- Anno? Otwórz, Anno.
Zawahała się przez moment, ale otworzyła drzwi.
- Nie mogłem tak po prostu odejść...
- Nie - szepnęła wyciągając do niego ramiona.
- Muszę wiedzieć - Martin nie ruszył się z miejsca. - Czy twoje słowa były
serio?
- Które słowa? - Anna opuściła ręce.
- Powiedziałaś, że mnie kochasz. Czy tak jest naprawdę?
Anna milczała przez chwilę, a pózniej odpowiedziała spokojnie:
- Kochałam cię zawsze, przez wszystkie te lata nie znalazłam mężczyzny,
który mógłby cię zastąpić.
- No więc dlaczego? Dlaczego mnie opuściłaś?
- Och, Martin, to była pomyłka. Pomyliłam się, to moja wina. Ja...
Nie mogła dokończyć, gdyż przytulił ją do siebie i zamknął jej usta
pocałunkiem. Potem pociągnął za sobą do salonu.
- Porozmawiajmy tutaj.
- Nie - szepnęła Anna, wzięła go za rękę i zaprowadziła do sypialni.
- Tutaj.
Martin zaczął rozpinać koszule nie spuszczając oczu z Anny. Pomogła mu
rozebrać się.
- Nie patrz tak na mnie, Anno. - Martinowi zrobiło się nagle gorąco.
Anna zsunęła szlafrok z ramion. Zauważyła jego podniecenie i sprawiło jej
to osobliwą satysfakcję. Dłonie Martina dotknęły jej piersi. Pochylił głowę i
zaczął ustami pieścić jej brodawki, aż stwardniały i wyprężyły się. Wstrzymała
oddech. Martin popchnął ją delikatnie na łóżko. Całował ją całą. Jego dłonie
pieściły każdą część jej ciała. Gdy pogładził wewnętrzną stronę jej ud, Anna aż
RS
50
jęknęła z podniecenia. Drżąc przytuliła się do niego najmocniej jak mogła.
Pieszczoty Martina stały się dla niej udręką nie do zniesienia.
W końcu nie wytrzymała. Pociągnęła go na siebie. Gdy wreszcie wszedł w
nią, czas się zatrzymał. Anna wspięła się na nie znany jej dotychczas szczyt
ekstazy, który przeraził ją swoją intensywnością.
Dużo pózniej leżeli odprężeni w czułych objęciach obok siebie. Anna
prawie zasypiała, gdy Martin dotknął jej ramienia. Otworzyła oczy.
- Anno, chciałbym się dowiedzieć, co się zdarzyło przed ośmioma laty. Gdy
odeszłaś ode mnie bez słowa, byłem zrozpaczony i wściekły. Potem Marybeth
opowiedziała mi o twojej ciąży i mało nie zwariowałem martwiąc się o ciebie.
Potem dowiedziałem się, że nie urodziłaś dziecka. A więc - usunęłaś ciążę!
Znienawidziłem cię za to. Próbowałem cię znienawidzić. - Martin owinął sobie
wokół palca pasmo złotych włosów Anny.
Anna otworzyła usta, żeby wyjaśnić tę sprawę.
- Nic jeszcze nie mów, Anno. Kiedyś zrozumiałem, że nie mogę oczekiwać
od żadnej kobiety, żeby samotnie wychowywała moje dziecko. Nigdy jednak
nie mogłem zrozumieć, dlaczego ode mnie odeszłaś. - W jego głosie zabrzmiał
ból. - Dlaczego, Anno?
Anna namyślała się przez chwilę. Nic już nie wróci im minionych lat, ale
tamtą sprawę trzeba wreszcie wyjaśnić do końca.
- Po pierwsze, mój drogi, nigdy nie byłam w ciąży. To była pomyłka.
Patrzył na nią niczego nie rozumiejąc. - Skoro Marybeth opowiedziała ci, że
jestem w ciąży, to nie rozumiem, dlaczego pózniej nie wyprowadziła cię z
błędu. Napisałam do niej przecież, że się pomyliłam.
- Nie - powiedział Martin jakby do siebie - nie powiedziała mi o tym.
- Wróciłam właśnie z ferii i wybierałam się do ciebie. Przez drzwi
usłyszałam twoją rozmowę z Johnem. Byłam pewna, że to o mnie chodziło.
- O Boże, Anno. Jak mogłaś w to uwierzyć. - Przytulił ją do siebie. -
Przecież mówiłem ci tyle razy, że cię kocham.
- Byłam młoda i bardzo wrażliwa. Myślałam, że będę miała z tobą dziecko i
chciałam ci o tym powiedzieć. To, co usłyszałam pod drzwiami, wytrąciło
mnie na długo z równowagi. Nie chciałam cię widzieć. Cierń tkwił zbyt
głęboko.
Martin nic nie powiedział, tylko przytulił ją jeszcze mocniej do siebie.
- Wróciłam biegiem do mojego pokoju - mówiła dalej Anna. - Była tam
Marybeth. Powiedziałam jej, że chcę stąd uciec. Znała kogoś, kto jechał owej
nocy do Arizony. Dwie godziny pózniej byłam już w drodze.
RS
51
Spojrzała niepewnie na Martina. Niewiele mogła wywnioskować z wyrazu
jego twarzy. Puścił Annę i zapatrzył się w sufit. Annie zrobiło się zimno.
Chciała go poprosić, żeby ją znowu objął, ale w końcu zrezygnowała z tego
zamiaru i nakryła się kołdrą aż po brodę.
Postanowiła poczekać, aż Martin się pierwszy odezwie.
- Co robiłaś w Arizonie? Co się działo przez te trzy lata? Anna milczała.
Nie wiedziała jak zacząć, żeby wyjaśnić Martinowi, że robiła wiele rzeczy,
żeby o nim zapomnieć. Chyba musi mu opowiedzieć o wszystkim... Jeśli ją
kocha, to zrozumie.
- Próbowałam... próbowałam o tobie zapomnieć. Byli inni mężczyzni. Ale
za każdym razem stwierdzałam, że nie mogę ciebie wymazać z pamięci.
%7ładnego mężczyzny nie kochałam. Pustki po tobie nie zastąpił w moim życiu
nikt.
Martin ciągle milczał patrząc w sufit. Powiedz coś, prosiła Anna w duchu,
odezwij się!
Nie mogła wytrzymać tego milczenia, mówiła dalej: - W końcu dotarło do
mnie, że uciekłam przed samą sobą. Zaczęłam pracować. Podejmowałam
każdą pracę, która mi się trafiła. Wieczorami chodziłam na kursy nauk
prawnych... W końcu wróciłam do Kalif orni i zaczęłam studia na nowo. Za
dwa lata skończę je.
- Będzie z ciebie świetny adwokat, Anno. Martin odwrócił się ku niej i
objął ją czułe. Pocałował ją w czoło i starł łzy z policzków.
- Tyle lat straciliśmy z powodu głupiego nieporozumienia - powiedział ze
smutkiem. - A ja byłem przekonany, że nie chcesz się ze mną związać na stałe.
Musisz wiedzieć, że byłem dla ciebie gotów na każde poświęcenie. Dla ciebie i
dla dziecka. Chciałem wzbudzić w sobie nienawiść do ciebie, ale pamięć o
naszej miłości była silniejsza.
Martin pocałował Annę w usta, a potem spojrzał jej w oczy. [ Pobierz całość w formacie PDF ]




 

Powered by WordPress dla [Nie kocha się ojca ani matki ani żony ani dzieca, lecz kocha się przyjemne uczucia, które w nas wzbudzają]. Design by Free WordPress Themes.