[ Pobierz całość w formacie PDF ]

bezruchu.
- Ty przodem - powiedział Canderous.
Gdy Revan zaczął schodzić po drabinie, zakręciło mu się w głowie. Jego podświadomość
eksplodowała przelotnymi rozbłyskami uśpionych wspomnień, znikających, zanim zdążył w pełni
pojąć ich znaczenie.
Ogarnęło go przemożne uczucie deja vu, wiedział już, że kiedyś przeszukiwał tę skrytą pod
lodem, mroczną komnatę, tyle że wtedy towarzyszył mu Malak, teraz zaś Canderous.
Obraz i odgłosy, pojawiające się we wspomnieniach o jego pierwszej wizycie tutaj, zlewały
się z terazniejszością i nachodziły na siebie, utrudniając skoncentrowanie wzroku i wywołując
zawroty głowy. Było tak zle, że Revan zamknął oczy i chwycił się kurczowo szczebli drabiny.
Kilka metrów nad nim rozległ się głos Canderousa, odbity głośnym echem od
nieregularnych, skalnych ścian:
- Wszystko w porządku?
- Wracają wspomnienia - wyjaśnił Revan, próbując pozbyć się zawrotów głowy.
Odczekał jeszcze chwilę, a gdy ponownie otworzył oczy, wszystko wróciło do normy.
Odetchnął głęboko i kontynuował zejście, aż dotarł na samo dno. Szyb kończył się w ciasnym,
krętym tunelu, ciągnącym się poziomo. Revan zwalczył pokusę, by sięgnąć po miecz świetlny,
wyciągnął kolejny pręt jarzeniowy i ruszył korytarzem. Canderous podążał tuż za nim.
Tunel był wąski, co zmuszało ich do wędrówki gęsiego, ale sklepienie znajdowało się na
tyle wysoko, by nawet Canderous nie musiał się schylać. Revan szybko się zorientował, że korytarz
nieco się obniża, prowadząc ich w głąb góry, ku samemu sercu Włóczni. Powietrze wokół stało się
cieplejsze, więc rozpięli kurtki i ściągnęli kaptury.
Podążając korytarzem, Revan wyczuwał charakterystyczną obecność Ciemnej Strony. Ręka
opadła mu na przytroczony do; pasa miecz świetlny, ale rozluznił się, gdy zrozumiał, że uczucie,
którego doświadczył, było zbyt słabe, by sygnalizowało grożące im niebezpieczeństwo. Niegdyś
Moc była tu silna, ale i z czasem - na przestrzeni dziesięcioleci, a może całych wieków - osłabła,
stając się jedynie wspomnieniem.
Korytarz zaprowadził ich do wykutej w lodzie obszernej, okrągłej komnaty. Jej średnica
liczyła bez mała trzydzieści metrów, a samo pomieszczenie było całkowicie puste - pomijając dużą,
kamienną kryptę na środku.
- Co to za miejsce? - wyszeptał Canderous.
- To chyba komora grobowa starożytnego Lorda Sithów - odpowiedział Revan. - Coś jak
grobowce na Korribanie.
- Czemu mieliby go chować na tym lodowym pustkowiu?
Ku własnemu zdumieniu Revan znał odpowiedz i na to pytanie.
- Był wygnańcem. Wiele wieków temu uciekł na tę planetę z garstką najbardziej
fanatycznych poddanych. Gdy zmarł, jako miejsce pochówku wykuli tę tajną komnatę, by jego
przeciwnicy nie znalezli ciała i go nie zbezcześcili.
- Skąd to wszystko wiesz?
Revan wzruszył ramionami.
- Po prostu wiem. Szukaliśmy tej krypty z Malakiem. Ktoś nam musiał powiedzieć o jej
istnieniu.
- Na przykład Mandalore?
Słowa przyjaciela przywołały kolejne wspomnienie.
U jego stóp leżał konający Mandalore Ostateczny. Wykasłując krew zbierającą mu się w
płucach, sięgnął do twarzy i zdjął Maską, najświętszy symbol jego ludu.
- Nie tak miało się to skończyć - powiedział cicho. - Obiecali mi zwycięstwo. Dopiero teraz
widzę, że zostałem zdradzony.
Revan przechylił głowę na bok, zaintrygowany.
- O czym ty mówisz?
- Oszukali mnie. Wcale nie mieliśmy wygrać tej wojny. Wykorzystali mnie i mój lud, by
poddać Republikę próbie.
- Kto cię wykorzystał?
- Sithowie.
Wizja nagle się urwała, wracając z powrotem do podświadomości Revana. Wydobyta raz na
powierzchnię, uwolniła jednak wiele innych, zamkniętych do tej pory wspomnień, które teraz zalały
Revana falą, sprawiając, że zachwiał się na nogach.
- Pamiętam - wymamrotał, opierając się o ścianę, by nie stracić równowagi. - Już pamiętam.
- Ale co? - zapytał niecierpliwie Canderous. - Co pamiętasz?
Revan nie odpowiedział. Podszedł do wznoszącego się na środku komnaty sarkofagu. Na
jego granitowych ścianach wykuto wzór z przeplatających się kół i ukośnych linii -
najprawdopodobniej rodzinny herb lub pieczęć. Pokrywa grobowca była gładka i pozbawiona
zdobień, ale gdy Revan przyjrzał się jej z bliska, dostrzegł ślady i zadrapania wokół krawędzi
świadczące, że była kilkakrotnie zdejmowana.
Revan sięgnął do Mocy i skoncentrował się na pokrywie, ta zaś po chwili zaczęła się
przesuwać. Krawędzie unoszącej się powoli w powietrze płyty tarły o brzegi dolnej części
sarkofagu.
Ostrożnie, by nie upuścić wieka, odsunął je na bok i łagodnie położył na podłodze. Podszedł
do sarkofagu i zajrzał do środka. [ Pobierz całość w formacie PDF ]




 

Powered by WordPress dla [Nie kocha się ojca ani matki ani żony ani dzieca, lecz kocha się przyjemne uczucia, które w nas wzbudzają]. Design by Free WordPress Themes.