[ Pobierz całość w formacie PDF ]

114
RS
Nie spodziewała się, że stanie po jej stronie. A może uda jej się
namówić go do zmiany pracy?
Mało prawdopodobne. Kochał swój zawód. To tak, jakby jej ktoś
zaproponował, żeby zamiast nauczycielką została księgową.
Położyła się na łóżku i zwinęła w kłębek.
- Ma rację - powiedziała, gładząc się po brzuchu. - Któregoś dnia może
będę chciała wyjść za mąż. - Gdyby tak miało się stać, chciała, aby był to
ktoś podobny do Adama.
Z jednej strony wiedziała, że nie chce wiązać się z kimś, kto ma tak
niebezpieczną pracę jak Adam, z drugiej zaś, marzyła właśnie o nim.
- Nie! - krzyknęła. Za wcześnie, żeby myśleć o drugim małżeństwie.
Nieważne, jak bardzo miał przejętą minę, kiedy czuł kopanie dziecka, jak
uważnie jej słuchał, gdy mówiła o planach na przyszłość i z jakim oddaniem
składał meble dla dziecka.
Lubiła spędzać z nim czas. Czekała na każde spotkanie. Czy to
oznacza, że się w nim zakochała? Kiedy był przy niej, czuła się szczęśliwa.
Nie, to niemożliwe, żeby go pokochała. Nikogo nie może kochać. Musi
przeżyć swój żal, poczekać, aż zniknie ból, który odzywał się w jej sercu na
każde wspomnienie Jimmy'ego. Musi poczekać, aż będzie pamiętała tylko
dobre chwile, które spędzili razem.
Czy Adama również będzie wspominać z takim rozrzewnieniem? A
jeśli jego życie skończy się równie nagle jak życie Jimmy'ego?
Wiedziała, że musi ograniczyć spotkania z nim. Zresztą Adam wkrótce
wróci do pracy i nie będzie mógł tak często jej widywać.
Z ciężkim westchnieniem ruszyła do kuchni. Była głodna. Przez
Virginię nie poszli na lunch, a jej organizm domagał się glukozy.
115
RS
Stanęła zdumiona w drzwiach. Adam siedział na sofie, przeglądając
jakiś kolorowy magazyn. Miał mocno zaintrygowaną minę.
- Myślałam, że poszedłeś.
- Nie jestem Virginią. To ona wyszła. Mieliśmy iść na lunch,
zapomniałaś?
- Nie, nie zapomniałam. Byłam jednak pewna, że zwiałeś przerażony.
- Niby czym?
- A tym, że będę ci się narzucać swoim towarzystwem.
Roześmiał się i podszedł do niej.
- Nic z tego. - Wziął ją w ramiona i pocałował.
Czas stanął w miejscu, a świat zawirował wokół niej. Objęła go ciasno,
czując, jak ogarnia ją pożądanie.
Przyciągał ją mocno do siebie, gładził po plecach. Przesunął usta w
dół, całując wargi, policzki, szyję, jakby nie mógł się nacieszyć jej
bliskością.
Amber poddała się jego pieszczotom, z rozkoszą opierając się na
umięśnionym torsie. Nawet dziecko cieszyło się z jego bliskości. Nie
poruszało się, jakby nie chciało zepsuć tej magicznej chwili.
Chwili, w której Amber zdała sobie sprawę, że kocha Adama
Carruthersa. Kocha go tak, jak nikogo innego na świecie. Miłością, którą nie
kochała nawet swojego męża. Zszokowana, oderwała się od niego.
- Przestań. Nie możemy tego zrobić. - Oddychała ciężko, jakby
wbiegła po schodach na piętro. Nie może kochać tego mężczyzny. To zbyt
niebezpieczne. - To wszystko dzieje się zbyt szybko. Nie chcę się z nikim
wiązać.
- Skarbie, my już jesteśmy związani, niezależnie od tego, co o tym
myślisz.
116
RS
- Przecież tego nie chciałeś.
- Opowiadałem ci o matce. Boję się odpowiedzialności za czyjeś
szczęście.
- Jesteś odpowiedzialny jedynie za siebie.
- Lecz wszystko się zmieni, jeśli zwiążę się z kobietą, która będzie ode
mnie oczekiwać, że uczynię ją szczęśliwą.
- Ale ty będziesz oczekiwał, że w zamian też da ci szczęście, prawda?
Adam zawahał się.
- Zawsze sam dbałem o swoje szczęście. Lecz bywa, że czerpię je od
innych.
- Od kogo?
Długą chwilę myślał intensywnie.
- Mam przyjaciół, z którymi jest mi dobrze... ale prawdziwe szczęście
dajesz mi tylko ty, Amber.
Była zarazem uradowana, jak i przestraszona. Nie chciała tego.
Wolałaby wrócić do punktu wyjścia, do początku ich znajomości, kiedy nie
było mowy o żadnym zaangażowaniu.
- Dlaczego mówisz to z takim zdziwieniem?
- Dlatego, że jestem zaskoczony tym, co czuję. Nie wiedziałem, że
mam takie potrzeby. %7łyłem sam i było wspaniale. Lecz to się skończyło.
Gotowa do wyjścia?
Szybka zmiana tematu zaskoczyła ją, a jednocześnie poczuła ulgę. Nie
może się w nim zakochać. Virginia ma rację, to tylko hormony. Zjedzą
lunch, spędzą z sobą kilka godzin i pożegnają się.
Przy jedzeniu rozmawiali na ogólne tematy, a kiedy Adam
zaproponował, by następnego wieczoru gdzieś wyszli, odmówiła. Uczucia,
117
RS
których doświadczała w jego obecności, przerażały ją. Musi się wycofać,
dopóki jeszcze nie jest za pózno.
Kiedy znalazła się w domu, zadzwoniła do matki.
- Cześć skarbie, coś jest nie tak? - Sara z tonu jej głosu wyczuła, że
Amber ma problem.
- Przyjdz zobaczyć meble w dziecięcym pokoju. Adam je dziś złożył.
- Bardzo chętnie. Nadal jest u ciebie?
- Nie, ale zjedliśmy razem lunch. Virginia mnie odwiedziła.
- Natknęła się na Adama?
- Tak. Martwi się tym, co ludzie powiedzą, że spotykam się z kimś tak
szybko po śmierci Jimmy'ego. Bets uważa, że nie powinnam przez całe
życie żyć jak zakonnica, a Kathy chce poznać Adama, żeby zobaczyć, czy
jest dla mnie dostatecznie dobry. A co ty o tym myślisz?
- Czy Adam jest dla ciebie ważny? Chciałaby powiedzieć, że nie, ale
nie mogła.
- Nie chcę, żeby był - powiedziała w końcu.
- Dlaczego?
- Jest strażakiem. Miał wypadek, a następnego może nie przeżyć.
-I?
- Nie mogę po raz drugi kogoś stracić. To zbyt bolesne. Sara przez
chwilę milczała.
- Nie zawsze mamy wybór - powiedziała w końcu. -Mówię to z
własnego doświadczenia. W każdym razie proszę cię, dobrze się zastanów,
zanim podejmiesz jakąś decyzję, od której będzie zależeć twoja przyszłość.
Jeśli jeszcze mogę ci coś poradzić... to nie odrzucaj czegoś, co może się już
nigdy nie powtórzyć.
- Nie mogę ryzykować, mamo. Nie zniosłabym tego bólu po raz drugi.
118
RS
- To twoja decyzja, kochanie. Nadal chcesz, żebym do ciebie przyszła?
- Tak. Przyprowadz z sobą Marta.
- Naturalnie. Gdzie ja, tam i on. Będziemy u ciebie za kilka minut.
To jej decyzja... Jutro zadzwoni do Adama i powie, że nie chce go
więcej widywać. Nie, zasługuje na to, żeby powiedzieć mu to osobiście. Ich
ostatnie spotkanie...
Ta myśl sprawiła jej ból. Lepiej jednak cierpieć teraz, niż pozwolić, by
potem jej życie legło w gruzach.
Wkrótce zaczną się zajęcia na uczelni. Będzie miała dziecko. Jakoś
sobie poradzi. Zajmując się nauką i córką, odzyska równowagę i życie
potoczy się dalej.
Następnego popołudnia Amber poszła do Adama. Stanęła przed jego
drzwiami i nabrała głęboko powietrza w płuca. Robię to, co dla mnie
najlepsze, powtarzała w duchu.
Zapukała.
Kiedy otworzył drzwi, omal nie zapomniała, po co przyszła. Wyglądał
wspaniale. Miał rozpiętą koszulę i podwinięte rękawy. Dżinsy ciasno
opinały długie nogi, a włosy, choć potargane, dodawały mu swoistego
uroku.
- Amber, nie spodziewałem się ciebie. - Otworzył szerzej drzwi. - [ Pobierz całość w formacie PDF ]




 

Powered by WordPress dla [Nie kocha się ojca ani matki ani żony ani dzieca, lecz kocha się przyjemne uczucia, które w nas wzbudzają]. Design by Free WordPress Themes.