[ Pobierz całość w formacie PDF ]

poflirtować, ale \e nie ma arii cienia szansy na mał\eństwo.
 Jak mogłeś! Wypluj to wszystko i powiedz, \e to nieprawda. Milczysz? Dobrze,
więc zapamiętaj sobie raz na zawsze, \e wara ci do mnie. Myślałam, \e będę miała Oparcie w
braciach, a tego się doczekałam. Nie chcę cię więcej Widzieć na oczy! Nie chcę cię Znać!
Trzęsącymi się rękoma zdjęła kurtkę z wieszaka i z trudem wło\yła.
 Kochana, przepraszam cię, wybacz mi. Nie wiedziałem, \e tak się zadurzyłaś.
 Samo przepraszam nic wystarczy. Dlaczego nie zapytałeś, jaki jest mój stosunek do
Jake a? Jesteś zarozumiałym osłem i myślisz, \e wszystko wiesz. Nigdy ci nie wybaczę,
nigdy! Przez ciebie dwa lata byłam sama i nieszczęśliwa i mo\e taka zostanę do końca \ycia.
Precz z moich oczu!
Trzasnęła drzwiami i pobiegła do samochodu, nie zwa\ając na ból w nodze. Kyle te\
wybiegł, coś wołając, lecz nie zwróciła na niego uwagi i odjechała na pełnym gazie.
Bała się, \e przeprawa z Jakiem będzie bardzo trudna i mo\e się nie pogodzą. Mimo to
postanowiła jechać prosto do niego. O Kyle u na razie wolała nie myśleć. Zacięła się i
wątpiła, czy mu kiedykolwiek wybaczy. Nie była pewna, czy nawet za sto lat zdoła ochłonąć i
przestanie mieć \al, \e tak srodze ją zawiódł.
Po przyjezdzie do domu, przesłuchała automatyczną sekretarkę. Jake prosił o telefon,
więc natychmiast zadzwoniła, lecz go nie zastała. Westchnęła z ulgą. Wolała porozmawiać z
nim w cztery oczy, a nie telefonicznie. I mieć czas, aby zastanowić się jak mu przedstawić
sprawę.
Z tego, co usłyszała od brata, jedno zdanie przykro dzwięczało jej w uszach. I
dręczyło. Kyle zasiał zwątpienie w jej duszy, gdy powiedział, \e gdyby Jake naprawdę ją
kochał, nie przestałby się z nią widywać. Robiło się jej słabo na myśl, \e jest w tym ziarno
prawdy. Być mo\e Jake ani trochę jej nie kochał i dlatego odszedł.
Zadzwonił pózno wieczorem i zapytał ostrym tonem, bez powitania:
 Gdzie dzisiaj byłaś cały dzień?
 Musiałam coś załatwić  odparła wymijająco.
 Jezdziłaś samochodem? Noga cię nie boli?
 Nie. Ju\ chodzę bez laski, a w samochodzie w ogóle jej nie czuję.
 Czyli doskonale radzisz sobie beze mnie i sama pojedziesz do pracy?
 Tak.
 Od której masz zajęcia?
 Od dziesiątej, ale chcę jechać przed dziewiątą.
 Aha. Wiesz, znalezliśmy winnego. Jutro ci opowiem.
 Ale...
 Do jutra  rzucił oschłym tonem i odło\ył słuchawkę. Pogroziła pięścią aparatowi
telefonicznemu, jak gdyby coś zawinił. Przeklinała Jake a za to, \e przez całą noc, zamiast
spać, będzie się zastanawiała, kogo złapano.
Podczas zajęć niespokojnie spoglądała na drzwi, ale Jake nie przyszedł. Zjawił się
dopiero około pierwszej.
 Witaj  powiedziała uradowana.
Serce zaczęło jej mocno bić, a ręce zwilgotniały. Wieczorem na pamięć nauczyła się
tego, co chciała mu powiedzieć, lecz teraz miała w głowie zupełną pustkę.
 Dzień dobry. Mogę wejść?
 Po co pytasz?  zniecierpliwiła się.  Kogo znalezliście?
 Nazywa się Alan Dalton. Znasz go?  Chyba nie.
 Nic dziwnego, bo to nie twój student. Ale chodzi z Peggy Albert i dla niej zmienił
stopnie, \eby nie odebrano jej stypendium. Bez stypendium nie będzie mogła studiować i
temu chcieli zapobiec.
Angelica zasępiła się.
 Zaryzykował więzienie, byle się z nią nie rozstać?
 Na to wygląda. Przyznał się do wszystkiego.  Jake smutno pokiwał głową. 
Studiuje elektronikę, więc wiedział, jak wejść do głównego komputera.
 Wszystko dla dziewczyny...  Angelice wyrwało się westchnienie spod serca.  Nie
musiałby się nara\ać, gdyby jego ukochana pilniej się uczyła. śal mi go.
 A on \ałuje, \e cię niechcący przewrócił.  Co z nim będzie?
 Przeka\emy sprawę do sądu i rozprawa odbędzie się za kilka miesięcy. Chyba ten
smarkacz nie zmieni zeznań. Zniknął powód napadów, więc ju\ nie masz czego się bać.
 Serdecznie ci dziękuję  powiedziała, uśmiechając się nieśmiało  \e tyle dla mnie
zrobiłeś. Tak prędko znalazłeś gagatka.
 Spełniłem tylko swój obowiązek  rzekł, wstając.
 Zostań jeszcze chwilę. Muszę z tobą pomówić.
 O czym?
 O moim bracie, Kyle u. Wczoraj byłam u niego. Jake patrzył na nią bez zmru\enia
oka.
 I co?
 Powiedział, \e rozmawialiście dwa lata temu. Wstała, aby nie mieć uczucia, \e
patrzy na nią z góry. Jake zacisnął pięści, lecz się nie odezwał.  Do wczoraj nie wiedziałam,
dlaczego wtedy przesiałeś się odzywać. Mnie było z tobą bardzo dobrze.
Stanęła o krok od niego.
 Twój brat wyjaśnił, jak sprawy stoją i musiałem zgodzić się z jego argumentacją.
Nas niewiele łączy.
 Kłamiesz w \ywe oczy! Aączy nas najwa\niejsze...
Palcami musnęła jego policzek. Jake schwycił ją za rękę i szarpnął.
 To by wystarczyło tylko na krótko  rzucił ze złością.  Musiałem przyznać rację
twojemu bratu, bo za bardzo się ró\nimy. Jestem tylko policjantem, a w dodatku nigdy nie
chciałem być nikim innym. Zarabiam niezle, ale to pestka w porównaniu z tym, co dostajesz z
domu. A jestem na tyle staroświecki, \e chcę sam utrzymywać rodzinę. Nie uśmiecha mi się
\ycie na koszt bogatej \ony. No i przede wszystkim jest ten drugi.
Drgnął mu mięsień na twarzy, co świadczyło, \e nie jest tak obojętny, jak mogła
wnosić z jego głosu.
 Nic się nie zgadza  zawołała.  Przysięgam! Po pierwsze, nie jestem bogata.
Przecie\ ci mówiłam, \e na dom mogłam sobie pozwolić tylko dzięki dodatkowej pracy. Po
drugie, wprawdzie jestem współwłaścicielką farmy, ale cały dochód przeznaczamy na jej [ Pobierz całość w formacie PDF ]




 

Powered by WordPress dla [Nie kocha się ojca ani matki ani żony ani dzieca, lecz kocha się przyjemne uczucia, które w nas wzbudzają]. Design by Free WordPress Themes.